Gdy inni budują z Kijowem partnerstwo technologiczne i strategiczne, Warszawa stawia cele niemożliwe do osiągnięcia i stopniowo traci miejsce przy stole, przy którym zapadają decyzje dotyczące bezpieczeństwa Europy Środkowej.
Na szczycie NATO Kijów został uznany już nie tylko za ofiarę niesprawiedliwej agresji, której należy pomagać, lecz także za państwo realnie przyczyniające się do bezpieczeństwa obszaru euroatlantyckiego. Prezydent Finlandii Alexander Stubb wyraził wcześniej myśl, podzielaną dziś przez wielu przywódców: Europa potrzebuje Ukrainy bardziej, niż Ukraina potrzebuje Europy. Z kolei prezydent Wołodymyr Zełenski pytał, czy słuszne byłoby pozostawienie Ukrainy poza NATO, biorąc pod uwagę jej zdolności obronne, zwłaszcza w obszarze bezzałogowców i nowoczesnych technologii wojennych. Na razie jednak Ukraina zaproszenia do Sojuszu nie otrzymała.
Tymczasem w Polsce wspieranie Kijowa wydaje się politycznym obciążeniem, a nie atutem. Pomoc militarna dla Ukrainy staje się tematem wstydliwym, a ujawnienie informacji o przekazaniu pocisków do systemów Patriot wywołało polityczną burzę. Polska staje w opozycji do polityki NATO, zbliżając się do wcześniejszego stanowiska Viktora Orbána i Słowacji. Nie chodzi więc jedynie o spór z Ukrainą, lecz o to, czy Polska rozumie cele i logikę Sojuszu, do którego należy.
Czytaj więcej
Licytacja rządu i opozycji, kto mniej pomaga Kijowowi, de facto wyklucza udział naszego kraju w rokowaniach o warunkach zakończenia wojny na Wschod...
Jacek Czaputowicz: Spór Polski z Ukrainą ujawnił chorobę polskiej polityki bezpieczeństwa
Spór polsko-ukraiński wokół symboli historycznych ujawnia szerszą chorobę polskiej polityki bezpieczeństwa: niezdolność do przekładania strategicznego zaangażowania na realne korzyści polityczne, wojskowe i gospodarcze. Choć Polska poniosła znaczny ciężar wspierania Ukrainy na początku wojny, nie potrafiła przełożyć go na trwały interes państwa.
Polska mogła osiągnąć korzyści w kilku kluczowych wymiarach: zapewnić sobie dostęp do technologii dronowych i systemów ich zwalczania, a także bieżącą wiedzę o rozwoju techniki wojskowej oraz zmianach współczesnego pola walki. Mogła również zbudować dogodną pozycję dla polskich firm w przyszłych kontraktach związanych z powojenną odbudową Ukrainy i posunąć naprzód sprawę ekshumacji Polaków zamordowanych na Wołyniu.
Tymczasem uwikłaliśmy się w spór wokół ukraińskiego zboża, nakładając blokadę, i postawiliśmy sobie cel niemożliwy do zrealizowania: doprowadzenie do zaprzestania przez Ukrainę odwoływania się do organizacji i osób, których działania słusznie potępiamy. Odwrócenie decyzji o nadaniu jednostce wojskowej imienia „Bohaterów UPA” znalazło się poza możliwościami polskiej polityki. Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy te procesy akceptować. Należało protestować, ale w taki sposób, by nie uniemożliwiać realizacji powyższych celów, kluczowych dla naszego bezpieczeństwa i tożsamości. Polityka państwa nie może opierać się na celach nierealnych.
Czytaj więcej
Jeśli ktoś liczył, że znajdzie tu wyliczankę kłamstw wygłoszonych przez wicepremiera i ministra obrony Władysława Kosiniaka-Kamysza, to się srodze...
Wypowiedzi o Wołyniu i blokowaniu członkostwa Ukrainy w UE nie należą do kompetencji Władysława Kosiniaka-Kamysza
Do konstytucyjnych obowiązków ministra obrony narodowej należy wzmacnianie bezpieczeństwa państwa i zdolności Sił Zbrojnych. Władysław Kosiniak-Kamysz powinien więc przede wszystkim podejmować działania służące temu celowi, w tym rozwijać współpracę wojskową z Ukrainą – liderem w produkcji nowoczesnych systemów wojskowych. Powinien zapewniać stały wgląd w to, co dzieje się na polu walki, umożliwiać przenoszenie tych doświadczeń do polskich sił zbrojnych oraz rozwijać wspólną produkcję.
Tej polityki, wynikającej z konstytucyjnych obowiązków ministra, powinien także bronić na forum rządu, koalicji, Sejmu oraz w sporach z opozycją. Tymczasem Władysław Kosiniak-Kamysz szeroko wypowiada się o blokowaniu członkostwa Ukrainy w UE, zagrożeniach dla polskich rolników ze strony ukraińskich gospodarstw, rozliczeniach za Wołyń oraz o Ukraińcach rozbijających się w Polsce drogimi samochodami. Tematy te są istotne, ale czy należą do kompetencji szefa MON? I czy ułatwiają mu realizację zadań ministra obrony narodowej?
W efekcie zostaliśmy odcięci od najnowocześniejszej myśli wojskowej i rozwiązań technicznych. W mediach pojawiła się informacja, że nie wykorzystaliśmy pobytu w Polsce Roberta „Madziara” Browdiego, dowódcy ukraińskich Sił Systemów Bezzałogowych, ponieważ nasi oficerowie uznali, że „wiedzą lepiej”. Później, gdy kolejne państwa i firmy rywalizowały już o dostęp do ukraińskich technologii, próbowaliśmy bezskutecznie uzyskać je w zamian za stare MiG-i, których wartość jest dyskusyjna.
Czytaj więcej
Ujawnianie szczegółów polskiej pomocy dla Ukrainy to „odwalanie roboty za rosyjski wywiad” – ocenia gen. Roman Polko. Były dowódca GROM-u ostro sko...
Inni budują partnerstwo z Ukrainą, Polska traci wpływy w regionie
W tym samym czasie inne państwa rozwijały z Ukrainą współpracę wojskową. Kijów podpisał umowy z Niemcami, Wielką Brytanią, Danią i państwami bałtyckimi, a po tournée prezydenta Zełenskiego zawarł wielomiliardowe porozumienia o współpracy wojskowej z państwami Zatoki Perskiej. Rozwija także współpracę z firmami amerykańskimi, opartą na wymianie: Ukraina wnosi doświadczenie i technologie dronowe, a w zamian uzyskuje dostęp do amerykańskich technologii sztucznej inteligencji. W rezultacie Polska nie będzie współtworzyć sprzętu z Ukrainą, lecz kupować produkty wykorzystujące jej patenty i doświadczenia – wytwarzane w USA lub Niemczech – i płacić za nie wielokrotnie więcej.
Nasza pozycja międzynarodowa ulega degradacji także dlatego, że prowadzimy politykę niewychylania się poza własne terytorium. Jej przejawem była odmowa udziału polskich żołnierzy w ewentualnej europejskiej misji stabilizacyjnej na Ukrainie. Premier Donald Tusk potwierdził tę linię 3 lipca apelując o ostrożność we wspieraniu Ukrainy i podkreślając, że Polska ma szczególne obowiązki związane z ochroną wschodniej granicy Unii Europejskiej. Oczekiwanie, że Polska będzie zapraszana do stołu, przy którym będą się rozstrzygać losy naszego regionu, jest więc naiwnością.
Czytaj więcej
Chcę od razu państwa uprzedzić, a niektórych uspokoić, moim zadaniem jako premiera rządu nie jest szukanie kozłów ofiarnych - mówił rozpoczynając p...
Po rezygnacji Polski z odgrywania ważnej roli w Europie Środkowej Ukraina wyrasta na zwornik wschodniej flanki NATO – od państw bałtyckich, przez Rumunię, po Turcję – stając się niezbędnym elementem architektury bezpieczeństwa. Jej atutem jest nie tylko obrona przed Rosją, lecz także aktywność w Zatoce Perskiej i Afryce, gdzie przeciwdziała rosyjskim wpływom.
Polska sama wyłączyła się z korzystnej współpracy wojskowej i gospodarczej z Ukrainą. Zamiast budować z Kijowem przewagę technologiczną, wojskową i polityczną, pozwoliła, by zrobili to inni. Konsekwencją jest osłabienie pozycji Polski w europejskiej architekturze bezpieczeństwa. Sojusze nagradzają państwa, które wnoszą zdolności, inicjatywę i odpowiedzialność. W NATO sama obecność przy granicy już nie wystarcza.