W świecie nieprzyjaznej i nieprzewidywalnej geopolityki należy budować na tym, co od nas zależy. Przewidywalny jest jedynie nieuleczalny imperializm Rosji Putina i nieprzewidywalność Trumpa oraz jego gotowość demolowania ładu światowego, który wyrósł z traumy II wojny światowej pod kuratelą USA. Przewidywalna jest także dalekowzroczna strategia Chin, dzisiaj eksploatujących światowy rynek, ale bez wzajemności. Chin, być może, wyczekujących dogodnego momentu, by przekuć gigantyczny potencjał gospodarczy i technologiczny w zdobycze militarne.
By znaleźć się w tym trójkącie supermocarstw jako gracz globalny (miejsce przy stole a nie w menu), Unia Europejska – wcześniej projekt na wskroś pokojowy – uczy się polityki siły. Odkrywa artykuł 42.7 traktatów mówiący o wzajemnych gwarancjach bezpieczeństwa. Dzisiaj „might is right”. Decyduje prawo silniejszego. Supermocarstwa chciałyby dzielić świat na strefy własnych wpływów. Zjednoczona i solidarna Europa to kłopot. Dlatego Putin, Trump i Xi wspomagają polityków osłabiających UE od środka. Takich jak Orbán (do 12 kwietnia 2026), Farage, Le Pen i niestety Nawrocki.
Czytaj więcej
Ukrywanie głębokiego kryzysu Sojuszu się nie udało. Na szczycie w Ankarze prezydent USA zagroził wycofaniem wszystkich wojsk amerykańskich z Europy...
Na losach Grupy Wyszehradzkiej zaważyły wyniki krajowych wyborów
Pomimo ciągłej obstrukcji ze strony obozu prezydenckiego, Polska dobrze odnajduje się w świecie nieprzyjaznej polityki. Odnotowujemy zgrzyt, jakim jest nonsensowna „wojna medalowa” z Ukrainą, ale nasi europejscy partnerzy nie tracą zaufania do Polski. Widzą w nas konstruktywny element suwerenności strategicznej UE.
Oczywiście, partnerem jest dzisiejsza Polska, bo Polska PiS przez osiem lat to był niezadeklarowany polexit ustrojowy, finansowy, energetyczno-klimatyczny. Bezpłodne nadęcie godnościowe: ani pozycji, ani wpływów, ani funduszy. Z kulminacją, jaką był zamach na rodaka, szefa Rady UE – Tuska z wynikiem 1:27!
23 października 2023 r. wróciła Polska konstruktywna: uczestnik Trójkąta Weimarskiego i Grupy Wyszehradzkiej. W tym sensie, jedyny zwornik Wschodu i Zachodu. Ma do odegrania historyczną rolę. Oczywiście, wstępnym warunkiem jest przywrócenie należytej rangi obu platformom współpracy międzynarodowej.
Grupa Wyszehradzka wyprzedziła o pół roku Trójkąt Weimarski. Początek dało spotkanie prezydentów Polski (Lech Wałęsa) i ówczesnej Czechosłowacji (Václav Havel) oraz premiera Węgier (József Antall) na zamku w węgierskim zamku Wyszehradzie w 1991 r. – oczywiste nawiązanie do spotkań królów w XIV wieku. Nowy impuls przyszedł wraz z rozpadem ZSRR i potrzebą bezpieczeństwa w obliczu dramatycznych wydarzeń w byłej Jugosławii. Owocem było zawarte w 1992 r. Środkowoeuropejskie Porozumienie o Wolnym Handlu (CEFTA). „Aksamitny rozwód” Czech i Słowacji zamroził współpracę, wznowioną w 1999 r. Wtedy już priorytetem nie były relacje wzajemne, lecz relacje z Unią Europejską, co miało posmak konkurowania o względy Brukseli.
Czytaj więcej
Pogromca Viktora Orbána liczy na pomoc Donalda Tuska w odblokowaniu funduszy europejskich. Współpraca obu rządów już się zaczęła.
W XXI wieku na losach tej współpracy mocno zaważyły wybory krajowe. Decydująca rola takich polityków jak Jarosław Kaczyński, Robert Fico (premier od 2006 r., teraz od 2023 r.), Andrej Babiš (ponownie od 2025 r.), a przede wszystkim Viktor Orbán, reprezentuje nie tylko autorytarny zwrot w polityce krajowej, ale też kurs eurosceptyczny. Nic dziwnego, że w tym klimacie przedwojenna idea Międzymorza wróciła w postaci Trójmorza. Przedwojenna formuła nie była wygodna dla partnerów Polski, w tym Ukrainy, największego uczestnika Międzymorza, bo przypominała konflikty, zaś innym dominację Polski, a nawet polonizację elit Litwy czy Białorusi. Nieprzypadkowo spotkanie założycielskie Trójmorza w 2015 r. miało miejsce w Nowym Jorku. Podobne intencje kierowały Kaczyńskim i Orbanem, ale absolutnie nie pasowały Chorwacji i innym potencjalnym uczestnikom porozumienia. Choćby z tego powodu była to kolejna poroniona inicjatywa czasów rządów PiS. Ku rozczarowaniu Putiny, który liczył na strefę buforową między UE i Rosją, jako wstęp do odzyskiwania sowieckiej strefy wpływów.
Trójkąt Weimarski pomógł Polsce wejść do NATO i Unii Europejskiej
Szansa na odrodzenie Grupy Wyszehradzkiej pojawiła się wraz ze zwycięstwem Magyara na Węgrzech w 2026 r. Porażka Orbána, wspomaganego przez Putina i Trumpa, powinna ostudzić eurosceptyczny kurs Fico w Słowacji i Babisa w Czechach. Faktycznie, w dobrej atmosferze wznowiono spotkanie na poziomie premierów 23 czerwca w węgierskim Gödöllő. Grupa Wyszehradzka powinna być zaczynem szerszej współpracy, mobilizującej siły proeuropejskie w Chorwacji i Słowenii, ale także w bałkańskich krajach aspirujących do UE.
Szanse na odrodzenie Trójkąta Weimarskiego stworzyło zwycięstwo demokracji w Polsce 23 października 2023 r. Trójkąt powstał podczas spotkania w dniach 28-29 sierpnia 1991 r. w Weimarze z udziałem ministrów spraw zagranicznych, naszego Krzysztofa Skubiszewskiego, Rolanda Dumasa (Francja) i Hansa-Dietricha Genschera (Niemcy).
Uczestnicy, świeżo po upadku Muru Berlińskiego i połączeniu Niemiec, byli świadomi, że pojawia się szansa budowy zjednoczonej Europy na fundamencie demokratycznych wartości.
Ten sojusz wspomagał drogę Polski do NATO i Unii Europejskiej. Tak jak w przypadku deprawowania Grupy Wyszehradzkiej, zawieszenie Trójkąta Weimarskiego było dziełem Kaczyńskich. Mają wyjątkową zdolność konfliktowania nas z międzynarodowym otoczeniem. Szczyt Trójkąta Weimarskiego w lipcu 2006 r. został odwołany przez Lecha Kaczyńskiego z błahych powodów (tzw. afera kartoflana). Rzeczywiście, satyryczny artykuł w „Tageszeitung” był obraźliwy dla naszego prezydenta. Ale to tylko gazeta! Reakcja była nieproporcjonalna, godna zakompleksionych polityków. Podobnie jak reakcja Nawrockiego na oczywisty błąd prezydenta Zełenskiego, honorującego UPA. Trzeba umieć wznieść się nieco wyżej, doceniać strategiczną wagę relacji polsko-niemieckich w 2006 r. i polsko-ukraińskich w 2026 r.
Polska jako spoiwo platform współpracy wschodu i zachodu Europy
W jednym i drugim przypadku, wschodnim (Grupa Wyszehradzka) i zachodnim (Trójkąt Weimarski), mamy szansę na realne odrodzenie. Usunięcie Orbana, sojusznika Putina, wspieranego przez Trumpa i PiS, chroniącego uciekinierów od polskiego wymiaru sprawiedliwości, odmienia geopolitykę naszego regionu. Wraca wiodąca rola Polski w Europie Środkowo-Wschodniej, co wynika z znaczenia i rozmiarów naszej gospodarki. W relacjach zachodnich ten ciężar gatunkowy wzrósł zasadniczo od czasu narodzin Trójkąta Weimarskiego. Od uprzedzeń i przykrych stereotypów (polnische Wirtschaft) po realne partnerstwo. Pisałem o tym na łamach „Rzeczpospolitej”.
Unikalna okoliczność – Polska jako spoiwo platform współpracy Wschodu i Zachodu – powinna być wykorzystana w postaci inicjatywy politycznej. Zwłaszcza teraz, gdy napięcie z Ukrainą i spowodowana tym nieobecność prezydenta Zełenskiego obniżyła rangę Ukraine Recovery Conference w Gdańsku. Rzuca cień na niekwestionowane dotąd przywództwo Polski w relacjach UE z Ukrainą. Ułatwia spotkania nt. przyszłości Ukrainy z udziałem Zełenskiego i przywódców Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec, ale bez obecności Polski. Może pomniejszyć nasz udział w odbudowie Ukrainy po wojnie, a w czasie wojny ledwo mieścimy się w pierwszej dziesiątce inwestorów (lepiej to wygląda w statystyce zakładanych firm, a najlepiej w handlu).
Czytaj więcej
35 lat temu rządy Polski i Niemiec podpisały Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy. Była to próba, całkiem udana , zapisania tego, c...
Właśnie teraz ofensywa dyplomatyczna jest na czasie. Taka jak Szczyt Wschodniej Flanki NATO, którego gospodarzem był premier Tusk w Gdańsku 25 czerwca. Jak porozumienia bilateralne z Francją, Szwecją i jakże celowe z Niemcami, na przekór głupcom, którzy nie odróżniają przekleństwa geopolityki 1939 r. od realiów 2026 r. Tym bardziej na czasie byłaby inicjatywa spajająca Trójkąt Weimarski i Grupę Wyszehradzką dla podkreślenia jedności Europy w przeddzień wyborów brzemiennych dla przyszłości Starego Kontynentu – w 2027 r. odbędą się też we Francji, Hiszpanii, Włoszech, Grecji, Finlandii i Bułgarii.
Dedykuję niniejszą propozycję polskim mężom stanu – premierowi Tuskowi i wicepremierowi Sikorskiemu. Mają ogromny udział w powrocie Polski do europejskiej ekstraklasy po wstydliwych latach, nazwanych prześmiewczo „dobrą zmianą”. Mają wystarczający autorytet międzynarodowy, by unikalny atut Polski, która łączy Grupę Wyszehradzką z Trójkątem Weimarskim, jeszcze bardziej wzmocnił międzynarodową pozycję naszego kraju.