Niektóre zapisy tego dokumentu są już nieaktualne, ale całość wyraża szczerą wolę zbliżenia i optymizm w spojrzeniu na przyszłość. Były niedawno, po obu stronach, głosy zachęcające do spisania nowego traktatu, który byłby wspólną wizją stosunków polsko–niemieckich w mocno zmienionych warunkach w Europie i świecie. Próby nie podjęto i słusznie, bo uzgodnienie planów i wyobrażeń o przyszłości stosunków polsko–niemieckich jest dzisiaj niewykonalne. Zamiast tego dostaniemy porozumienie o współpracy wojskowej, potrzebne i ważne. Ze względu na niższą rangę nie wymaga ono ratyfikacji, czyli nie jest narażone na blokadę po polskiej stronie. Pytanie o przyszłość stosunków polsko–niemieckich pozostanie otwarte.
Przyszłość dwóch państw w jednoczącej się Europie
Realia 1991 r. były twarde. Polska była krajem dopiero podnoszącym się z kryzysu lat 80., biednym i zadłużonym. W Niemczech już mijała euforia zjednoczeniowa. Kiedy 8 kwietnia tego samego roku wprowadzono ruch bezwizowy między oboma krajami, zapanowała radość, ale niemieccy nacjonaliści w jednym ze wschodnich landów powitali Polaków obraźliwymi okrzykami. Jako polski ambasador otrzymałem wówczas wiele listów od polityków, osób publicznych, ale także zwykłych obywateli Republiki Federalnej wyrażających oburzenie tym incydentem. Pod jednym z listów podpisała się cała klasa jednego z gimnazjów.
Niemcy rozumieli, że bez włączenia Polski do wspólnoty zachodniej cały powojenny system europejski zacznie się chwiać.
Traktat miał ograniczenia. Fragment dotyczący przystąpienia Polski do Unii Europejskiej, wtedy nazywanej Wspólnotą, był sformułowany ostrożnie, ale cały dokument nie pozostawia wątpliwości, że zawierają go dwa państwa widzące swą przyszłość w jednoczącej się Europie. Zaledwie dwa miesiące później w Weimarze ministrowie spraw zagranicznych Polski, Niemiec i Francji: Skubiszewski, Genscher i Dumas podpisali akt założycielski Trójkąta Weimarskiego, którego celem było m.in. wciągnięcie Francji do wielkiej operacji rozszerzenia Wspólnoty Europejskiej. Niewiele później zaczęły się rozmowy o przystąpieniu Polski do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Koło napędowe uruchomione 17 czerwca 1991 r. zaczęło działać. Gdyby Polska i Niemcy nie zdołały się wtedy porozumieć, transformacja Europy nie przebiegłaby tak sprawnie.
Jak bardzo potrzebne są dobre stosunki z Niemcami?
Polska była słaba w sensie materialnym, ale silna intelektualnie. Sukces Solidarności i jej rola w obaleniu Żelaznej Kurtyny dawały III Rzeczypospolitej moralny autorytet. W dodatku nowe elity doszły do władzy dobrze przygotowane do przejęcia odpowiedzialności za polską politykę zagraniczną. W latach 80. udało się zdefiniować interesy Polski w najważniejszych dla niej sprawach międzynarodowych a następnie zdobyć poparcie społeczne dla nowej polityki. Z tego kapitału intelektualnego polska polityka korzystała jeszcze długo. Dzisiaj jest on praktycznie wyczerpany. Wraz z nim skończył się konsensus w podstawowych sprawach polityki zagranicznej. Konflikt wewnętrzny wdarł się do polityki zagranicznej. Stosunki polsko–niemieckie stały się jego pierwszą ofiarą ze skutkami dla całości polityki zagranicznej.
Jesteśmy dalej w najkorzystniejszym europejskim systemie bezpieczeństwa a jego siła polega również na tym, że jesteśmy w nim razem z Niemcami
Czy dobre stosunki z Niemcami są nam potrzebne i czy są możliwe? W zasadzie potrzeba dobrych stosunków z sąsiadami jest oczywista. Nie zawsze są one możliwe. Pomiędzy Polską a Niemcami stały się możliwe po 1989 r. W dodatku obie strony miały żywotny interes w tym, żeby takie stosunki zbudować. Niemcy rozumieli, że bez włączenia Polski do wspólnoty zachodniej cały powojenny system europejski zacznie się chwiać. Jeśli świat zachodni będzie się kończył na Odrze i Nysie, a Polska znajdzie się w „szarej strefie”, będzie to dla Rosji zachęta do powrotu do jej tradycyjnej polityki dzielenia Europy. A Niemcy będą pierwszym adresatem takiej polityki. Z polskiej perspektywy było to pytanie: Czy staniemy się częścią Zachodu wraz z Niemcami czy zaczniemy wracać do dawnego położenia między Niemcami a Rosją?
Czytaj więcej
Jaką opowieść o Polsce otrzymują młodzi Niemcy: od tragicznego roku 1939 i brutalnej okupacji, przez dylematy granic, aż po współczesne problemy? C...
Europejski system bezpieczeństwa w obliczu geopolitycznej rewolucji
W wyniku reorientacji po 1989 r. Polska przestała być krajem położonym między Niemcami a Rosją. Jest to geopolityczna rewolucja, której znaczenia nie sposób przecenić. Możemy mieć do naszego zachodniego sąsiada pretensje o Nord Stream, niedocenianie naszych ostrzeżeń i jeszcze parę innych spraw, ale nie uchyla to podstawowego faktu: Jesteśmy dalej w najkorzystniejszym europejskim systemie bezpieczeństwa, a jego siła polega również na tym, że jesteśmy w nim razem z Niemcami.
W Europie XXI wieku nie ma wielkich mocarstw. Ten status wszystkie państwa utraciły i to najprawdopodobniej bezpowrotnie.
Przyszłość tego systemu jest niepewna, ponieważ jest on pod potężną presją polityki światowej, której reguły są zgoła inne niż te obowiązujące w Europie. W dodatku jeden z filarów tego systemu, amerykańskie zaangażowanie w Europie, zaczyna się kruszyć. Pytanie, przed którym dzisiaj stoimy, brzmi mniej więcej tak: Co możemy zrobić, żeby utrzymać ten system, dostosowując go zarazem do zmieniającej się sytuacji zewnętrznej? Albo inaczej: co zrobić, żeby nie znaleźć się znowu w szarej strefie pomiędzy Rosją a Niemcami?
Polsko–niemiecka współpraca w stabilizowaniu Europy Wschodniej
Rosyjska agresja na Ukrainę w 2022 r. miała dwa, niezamierzone przez Moskwę, skutki: Po pierwsze, Niemcy, a wraz z nimi inne kraje zachodniej Europy gruntownie zrewidowały swoje stanowisko w sprawie Rosji. Po drugie Zachód Europy, w tym Niemcy, „odkrył” Ukrainę jako ważnego gracza w regionie, którego obraz był dotychczas zdominowany przez Rosję.
Ze względów historycznych jest to trudne, również dla Niemiec, ale właśnie dlatego politycznie ważne. Współpraca polsko–niemiecka w stabilizowaniu Europy Wschodniej byłaby historyczną sensacją. Oczywiście, w tej misji jest też konieczny udział wielu innych państw, w tym Francji i Wielkiej Brytanii, ale rola Polski i Niemiec jest, ze względu na historię i geografię, szczególnie ważna.
Te trzy kraje będą najprawdopodobniej dysponowały trzema najsilniejszymi armiami w Europie. Ścisła współpraca wojskowa z Ukrainą może być również elementem budowania równowagi sił w Europie. Polska będzie miała za wschodnią granicą potężną, doświadczoną w boju armię ukraińską, a za granicą zachodnią najsilniejszą armię konwencjonalną w europejskiej części NATO. Ta sytuacja może być źródłem niepokoju albo okazją do zręcznej gry dyplomatycznej, która uczyni z Polski regionalne mocarstwo. Do tej gry będą potrzebni także inni partnerzy, przede wszystkim państwa nordyckie i bałtyckie i, co oczywiste, Wielka Brytania i Francja.
Negatywne skutki doktryny „Wszystko tylko nie Niemcy”
W Europie XXI wieku nie ma wielkich mocarstw. Ten status wszystkie państwa utraciły i to najprawdopodobniej bezpowrotnie. Niemcy straciły go po przegranej wojnie, czyli w najbardziej dramatyczny sposób. To państwo nie ma ani zasobów ani woli, aby się ubiegać o powrót do roli wielkiego mocarstwa. Jedynie bliski sojusz z Rosją mógłby Niemcom dać złudzenie powrotu do wielkomocarstwowości, ale ryzyko związane z tym byłoby tak wielkie, że ogromna większość społeczeństwa nie przystałaby na taką operację.
Po stronie niemieckiej przeszkody na drodze do współpracy z Polską są mniej widoczne, co nie znaczy że nieobecne
Dla Polski oznacza to, że po raz pierwszy jesteśmy z Niemcami w tej samej grupie państw europejskich. Oczywiście potencjał gospodarczy Polski jest wyraźnie mniejszy, ale na jej korzyść działa dynamika gospodarcza, zdolność do współpracy z mniejszymi państwami regionu, a wreszcie także, być może po raz pierwszy, geografia. Sztuka łączenia i wykorzystywania tych atutów to dyplomacja. Ona może sprawić, że państwo odgrywa w polityce międzynarodowej rolę większą niż to by wynikało z jego wskaźników gospodarczych. Niestety dyplomację blokuje polski konflikt wewnętrzny, w którym podsycanie fobii i uprzedzeń jest traktowane jako dopuszczalne narzędzie walki.
Szczególnie szkodliwa dla polskiej polityki zagranicznej jest niepisana doktryna AbG, czyli Anything but Germany, a po polsku Wszystko tylko nie Niemcy. To właśnie ta doktryna każe niektórym polskim politykom namawiać inne państwa do współpracy regionalnej, co jest rozsądnym pomysłem, ale z zastrzeżeniem, że nie powinno w niej być miejsca dla Niemiec, co już zupełnie nie jest rozsądne. Odpowiedź na takie propozycje jest niezmiennie negatywna, co jednak zwolenników doktryny AbG nie zniechęca. Odmowa państw regionu nie wynika ani ze szczególnej sympatii do Niemiec, ani z lęku przed ich gniewem, lecz z niezrozumienia, jaki ma sens wykluczanie ze współpracy państwa, które ma spore zasoby, a przy tym podziela nasze cele polityczne.
Czytaj więcej
Jeżeli Europa ma nabrać siły, musi się tego nauczyć na wschodzie kontynentu, w zetknięciu ze swym przeciwnikiem – Rosją. Obrona Ukrainy to jest geo...
Relacje polsko–niemieckie z ukraińską konkurencją w tle
Obecny rząd nie jest autorem doktryny AbG, a prawdopodobnie odnosi się do niej sceptycznie, ale nie chce ryzykować sporu politycznego, który wymagałby dużego nakładu energii. Ta metoda wystarczy, aby zawrzeć z Niemcami porozumienie o współpracy obronnej, ale już nie na to, aby zbudować ambitny plan współpracy politycznej, gospodarczej i wojskowej z udziałem Ukrainy. W ten sposób Polska nie wykorzystuje w pełni zdolności do gry politycznej, dzięki której mogłaby zwiększyć swe wpływy w regionie i całej Europie.
Stan stosunków z Ukrainą dodatkowo ogranicza pole działania polskiej polityki. Resentymenty antyukraińskie, wykorzystywane do gry politycznej, to tylko jedna część problemu. Nasz wschodni sąsiad wyrósł z roli ubogiego krewnego i coraz częściej zaczyna być postrzegany jako konkurent. W Polsce słychać coraz częściej podejrzenie, że Ukraina zamiast na Polskę może postawić na Niemcy, do których ma, jak mówi stereotyp, historyczne ciągoty. Ten sposób myślenia nosi cechy samospełniającej się przepowiedni. Jeśli przyjmiemy go, będziemy się zachowywali w sposób, który Ukraina uzna za nieprzyjazny i zniechęcający do współpracy z Polską. Zaplanowana na drugą połowę czerwca w Gdańsku wielka konferencja w sprawie odbudowy Ukrainy (URC – The Ukraine Recovery Conference – red.) będzie dobrą okazją, żeby powstrzymać ten niebezpieczny trend.
Po stronie niemieckiej przeszkody na drodze do współpracy z Polską są mniej widoczne, co nie znaczy, że nieobecne. Berlin deklaruje gotowość do ściślejszej współpracy i zdaje się uważać, że jeśli tylko strona polska zdecyduje się na jej podjęcie, drzwi będą otwarte. Formalnie taka postawa jest uzasadniona i trudno ją krytykować. Ale Berlin mógłby też uznać, że w partnerstwo z Polską trzeba zainwestować i to we własnym interesie. Słynne „okno możliwości” w polityce europejskiej jest jeszcze otwarte, ale chętnych do zatrzaśnięcia go nie brakuje. 35 lat temu wykorzystaliśmy swoją szansę. A teraz?
Biogram
Janusz Reiter
dyplomata, ekspert ds. stosunków międzynarodowych, publicysta, były ambasador RP w Niemczech