Gdy po wyborach 2023 roku opadł kampanijny kurz, a u zwycięzców ucichły echa wystrzałów szampanów, organizacje społeczne patrzyły w przyszłość z nadziejami. Na finiszu kampanii podpisano przecież deklarację na rzecz współpracy, dialogu obywatelskiego i dobrego prawa. Ugrupowania przyszłej koalicji rządzącej zobowiązały się do naprawienia dialogu obywatelskiego (w tym konsultacji publicznych), uproszczenia prawa dotyczącego organizacji oraz wprowadzenia przejrzystych zasad ich finansowania ze środków publicznych i wspierania filantropii. Niestety, po ponad dwóch i pół roku wiele z tych deklaracji pozostało na papierze.
Czytaj więcej
Organizacje pozarządowe dysponują ponad 50 mld zł rocznie. Według GUS jako wolontariusze udzielało się w 2024 r. około 1,5 mln osób, zaś prawie 8 m...
Po dobrym starcie rząd Tuska szybko złapał zadyszkę
W pierwszym expose premier Tusk zapowiedział odbudowę zdrowej, przyjaznej relacji władzy centralnej z organizacjami, odpolitycznienie mechanizmów ich wsparcia oraz podwyższenie rangi organizacji i wolontariatu. W jego gabinecie pojawiło się stanowisko Ministra ds. Społeczeństwa Obywatelskiego, a za wypracowanie niezbędnych rozwiązań miały być odpowiedzialne powołane przy tym urzędzie tematyczne grupy robocze.
Przystąpiono do reorganizacji utworzonej przez PiS agencji rządowej – Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego (NIW-CRSO). Opublikowany w marcu 2024 r. raport po kontroli NIK nie zostawił suchej nitki na dotychczasowej dyrekcji NIW, ukazując skalę nieprawidłowości pod jej zarządem. W rezultacie usunięto stare władze i przeprowadzono otwarty nabór na nowe. Zaczęto przywracać przejrzyste i oparte na przesłankach merytorycznych zasady przyznawania środków dla organizacji. Powołano też nową Radę NIW, w której większość miejsc otrzymały osoby z organizacji społecznych.
To wszystko było bardzo cenne. Niestety, szybko okazało się, że zmiany w NIW należą do najdalej idących i najpełniej zrealizowanych obietnic wyborczych w obszarze społeczeństwa obywatelskiego. Wprowadzenie innych szybko ugrzęzło w zawiłościach układanki politycznej rządu szerokiej koalicji o niejednokrotnie sprzecznych interesach, działającego dodatkowo w warunkach kohabitacji. Rangi przyznanej w rządzie tematowi społeczeństwa obywatelskiego nie podwyższyło oddanie większości dotyczących go stanowisk mniejszej partii koalicyjnej, pełnej politycznych nowicjuszy. Mimo dobrych chęci, zabrakło im chyba wyrobienia w grach politycznych i siły przebicia, by umiejętnie przepychać realizację spraw z przyznanej im agendy.
W rezultacie nie doszło do przyjęcia przez rząd w zasadzie żadnego z postulatów wspomnianych grup roboczych przy minister ds. społeczeństwa obywatelskiego, ani innego rozwiązania poprawiającego systemowo sytuację organizacji. A po półtora roku działania rekonstrukcja rządu po wyborach prezydenckich przyniosła kres tego resortu.
Potem nie zmieniło się wiele, choć grupy robocze dalej działają przy przewodniczącym Komitetu ds. Pożytku Publicznego. Wciąż czekamy na wdrożenie projektu zmian w UDPPiW, wprowadzających nowe tryby zlecania zadań publicznych organizacjom przez administrację, które zablokowało Ministerstwo Finansów.
Czytaj więcej
Zbudowanie odporności społecznej, uświadomienie mieszkańcom, że w sytuacji kryzysowej przez pierwszych kilkanaście godzin muszą umieć poradzić sobi...
Co otrzymaliśmy zamiast realnego wsparcia?
Zamiast skorzystać z wieloletniego doświadczenia organizacji i gotowych rozwiązań wypracowanych przez powołane przez siebie zespoły eksperckie, rząd zdecydował się procedować własne, mniej znaczące zmiany w Ustawie o pożytku (UDPPiW). Wygenerowano też z rezerwy budżetu państwa dodatkowe 70 mln zł na nowy rządowy program wsparcia dla małych i średnich organizacji z obszarów wiejskich i mniejszych miejscowości - „Moc małych społeczności”.
Problem w tym, że żadne z tych rozwiązań nie odpowiedziało w sposób systemowy na bolączki i strukturalne słabości od lat trawiące sektor obywatelski. Zaproponowane działania mają też głównie znaczenie symboliczne. O programie „Moc Małych Społeczności” dziwnym trafem zaczęto informować szerzej w trakcie prezydenckiej kampanii wyborczej. Co więcej, jeden ze startujących w niej kandydatów korzystał ze spotkań informacyjnych organizowanych przez należącą do jego partii minister, by wzmacniać swój wizerunek. Na wydanie przyznanych w programie środków dano organizacjom tylko parę miesięcy pod koniec roku, obiecując w kolejnym kontynuację już z wieloletnim wsparciem. Ale skończyło się znów na edycji jednorocznej z naborem w wakacje. Trudno w ten sposób liczyć na osiągnięcie deklarowanego w założeniach programu długofalowego wpływu na sytuację organizacji społecznych na terenach wiejskich.
No i wreszcie mamy przyjęty przez rząd 12 maja br. projekt ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie. Zawiera parę cennych rozwiązań, jak rozluźnienie zasad stosowania wkładu własnego do projektów, waloryzacja kwoty tzw. małych grantów oraz podniesienie progu uproszczonej sprawozdawczości, choć tylko dla organizacji ze statusem pożytku publicznego. Ale ciągle to nie odpowiada na najważniejsze potrzeby organizacji. W zamian proponuje się nowe święto społeczeństwa obywatelskiego i ustanawia odznakę za zasługi dla niego.
W ten sposób minęły już prawie trzy lata działania rządu, który obiecywał uczynić społeczeństwo obywatelskie „znów wielkim” i stawiać jego potrzeby za priorytet, a dopracował się mniej istotnych zmian, mających raczej udobruchać sektor – np. dając mu miejsca w ciałach dialogu o znikomym wpływie na podejmowane decyzje.
Czytaj więcej
Nieznacznie zmalała liczba organizacji pozarządowych, które zbierają składki od członków. Za to wzrosła liczba otrzymujących przychody z 1,5 podatk...
Czego oczekują polskie organizacje, działające na rzecz rozwoju społeczeństwa obywatelskiego?
O uznanie ich roli oraz miejsce przy stole negocjacyjnym organizacje walczyły przez osiem lat rządów Prawa i Sprawiedliwości, które spychały niezależne podmioty na margines, odbierały im środki i tlen do działania oraz atakowały w mediach. Rozwiązania oczekiwane po zmianie władzy miały zabezpieczyć organizacje przed podobnymi wydarzeniami w przyszłości. Co jest w tym kontekście najpilniejsze?
Kierunki takiej naprawy pokazuje Indeks odporności organizacji społeczeństwa obywatelskiego, wydany właśnie przez Fundację Batorego. Proponując nową perspektywę oceny sytuacji tych podmiotów w Polsce, przyglądamy się ich przygotowaniu na wydarzenia niespodziewane, w tym te kryzysowe. Analizujemy, czy organizacje mają zasoby i warunki pozwalające im wtedy kontynuować pracę lub reagować na zmianę sytuacji i nowe potrzeby społeczne.
Pokazujemy, że jeśli chcemy wzmocnić sektor, uodpornić go na ataki i stworzyć mu warunki, w których będzie skutecznie działał na rzecz całego społeczeństwa, potrzeba podjęcia kroków w trzech kierunkach. Po pierwsze, wzmocnienia obszaru, w którym powinna leżeć ich największa siła, a organizacje wypadają w nim zaskakująco najsłabiej, czyli więzi społecznych. Chodzi nie tylko o poprawę kompetencji z zakresu komunikacji i wykorzystania dostępnych narzędzi do skuteczniejszej budowy trwałych relacji z otoczeniem i pozyskiwania ludzi do współpracy. Potrzeba działań budujących stałe relacje organizacji z biznesem i lokalnymi instytucjami publicznymi oraz zwiększających ich udział w sieciach sektorowych i uznanie posiadanej wiedzy w samorządach.
Po drugie, potrzeba poprawy wizerunku i uznania społecznego dla organizacji – zwłaszcza w sieci, gdzie przeniosło się centrum debaty publicznej wielu Polaków. Zwiększenie kompetencji komunikacyjnych, ale też upowszechnienie standardów transparentności prowadzonych działań i ich finansowania pozwoli zniwelować negatywny wpływ ewentualnych ataków czy kampanii nienawiści.
Po trzecie, potrzebujemy całego pakietu rozwiązań, które wzmocnią posiadane przez organizacje zasoby – finansowe i ludzkie. Tylko jedna czwarta polskich organizacji ma rezerwę finansową na trudne czasy. Mała część prowadzi działalność gospodarczą, pozwalającą łatwiej zgromadzić taki kapitał zapasowy. Przestrzeni do tego nie daje dominujący w Polsce, mało elastyczny model finansowania aktywności obywatelskiej, oparty na środkach publicznych. Dlatego potrzeba rozwiązań wspierających filantropię, budowy kompetencji organizacji w zakresie prowadzenia działalności ekonomicznej oraz upowszechnienia nowych, bardziej przystępnych trybów przyznawania im środków publicznych.
Odpowiednio dystrybuowane środki publiczne powinny też pozwalać inwestować w ludzi i ich dobrostan. Dzięki temu uda się poprawić mało przyjazne środowisko pracy w sektorze, związane z niską konkurencyjnością zatrudnienia oraz wypaleniem kadry i osób zarządzających. W relatywnie spokojnych czasach takie podmioty mogą dalej dryfować, robiąc swoje, ale jeśli powtórzą się okoliczności, z którymi mierzyliśmy się przy ostatnich kryzysach – humanitarnym, pandemicznym, powodziowym – organizacjom może zabraknąć energii, by znów stanąć na pierwszej linii walki z ich skutkami.
Musimy po prostu pomóc tym, którzy wielokrotnie pomogli nam, jeśli chcemy budować pełny – bo obejmujący także organizacje społeczne – i skuteczny system ochrony ludności, będący fundamentem odporności społecznej. Tych rozwiązań potrzeba nie na jutro, ani tym bardziej nie po kolejnych wyborach, ale na dziś.
Z ich wprowadzeniem nie musimy czekać na żaden dokument strategiczny o niepewnym znaczeniu. Odpowiednie propozycje, dobrze opisane, leżą już na stole. Brakuje nam tylko trochę dobrej woli i odłożenia na bok źle pojętego interesu własnego środowiska politycznego, które zastąpi działanie na rzecz dobra wspólnego. Wykazanie się skuteczną pracą opartą na takich przesłankach ma szansę zaowocować większą przychylnością Polek i Polaków przy urnach wyborczych.
–