To historia bez precedensu: żadna partia w dziejach III RP nie pozbywała się za jednym zamachem swoich 40 posłów. Trudno byłoby też znaleźć podobną historię w innych demokratycznych państwach. Prawo i Sprawiedliwość zafundowało sobie operację samookaleczenia. Choć w ostatniej chwili rozstrzygnięcia formalne odwleczono.
Dysydentów miał wyrzucić Komitet Polityczny PiS. Lub raczej uznać, że sami wystąpili z partii, nie podpisując „lojalek” wykluczających równoległą przynależność do stowarzyszenia Rozwój Plus. Ale Komitet Polityczny zrobił unik odsyłając problem do rzecznika dyscypliny partyjnej Karola Karskiego. Czyżby była to okazja do jakiegoś pojednania?