Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
„A jak Andromeda”, Fred Hoyle, John Elliot, wyd. Rebis
Dział powieści SF o listach z kosmosu od lat okupują dwie czołowe pozycje: „Głos Pana” Stanisława Lema i „Kontakt” Carla Sagana. W obu wiadomość od kosmitów zawierała przepis na substancję (u Lema) i plan maszyny (u Sagana). Także w powieści Freda Hoyle’a i Johna Elliota „A jak Andromeda” z roku 1962, a więc wcześniejszej od obu wymienionych, mamy instrukcję do wyprodukowania czegoś – superkomputera? żywej istoty? Pod koniec lat 60. XX wieku, kiedy rozgrywa się akcja, w Wielkiej Brytanii oddano do użytku nowy radioteleskop o powierzchni boiska piłkarskiego. Jeszcze nim ruszył na dobre, wykrył przekaz z konstelacji Andromedy, ze źródła odległego o 200 lat świetlnych. Andromeda nie celuje listem w konkretne miejsce, liczy na szczęśliwy traf, co świadczyłoby, że w Galaktyce jest na tyle gęsto od cywilizacji, iż taka strategia się opłaca. Odbiorca ma tylko określić, jaką formę życia reprezentuje, a program z listu dośpiewa sobie resztę. Szyfrant z Andromedy zakłada małpią ciekawość odbiorcy. To tak, jak z pocztą komputerową – wiemy, że mail może być zainfekowany wirusem, a i tak go otwieramy. Czyżby owa ciekawość, której nawet groźba zagłady nie jest w stanie powstrzymać, była stałą kosmiczną istot rozumnych?
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: