Słuchając piątkowej konferencji prasowej prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego i jego słynnej deklaracji, że „już po wszystkim”, można było odnieść zupełnie przeciwne wrażenie. A rozłam w PiS dopiero się zaczyna.

Na wtorek zostało zaplanowane posiedzenie Komitetu Politycznego Prawa i Sprawiedliwości, które – co jest czystą formalnością – zatwierdzi usunięcie z partii wszystkich tych, którzy nie podpisali tzw. „lojalki”. Jednocześnie na ten tydzień zaplanowane jest ostatnie przed wakacyjną przerwą posiedzenie Sejmu, na którym  dojdzie najpewniej do powstania klubu budowanego przez Mateusza Morawieckiego wokół stowarzyszenia Rozwój Plus. Sam Morawiecki zapowiedział już, że ruszy w trasę po Polsce.

Czytaj więcej

Roch Zygmunt: Nowy PiS będzie podobny do Koalicji Obywatelskiej. Bez młodych i merytorycznych

Stawką nie tylko wizerunek. Czy będzie nowy klub w Sejmie? 

Obecnie klub PiS jest największym klubem w Sejmie, który liczy 186 posłów. Po rozłamie, który ma go uszczuplić o ponad trzydziestu parlamentarzystów, straci to miano na rzecz klubu Koalicji Obywatelskiej. Ludzie byłego premiera twierdzą w nieoficjalnych rozmowach, że dostali sygnały z samego PiS, by rozważyli pozostanie w klubie.

Teoretycznie odejście z klubu jest automatyczne wraz z utratą członkostwa w partii, co sugerował już w ubiegłym tygodniu rzecznik PiS Rafał Bochenek. W praktyce jednak w klubie PiS funkcjonuje np. środowisko Marcina Ociepy, stowarzyszenie OdNowa, którego politycy do Prawa i Sprawiedliwości nie należą i nigdy nie należeli. Ludzie Morawieckiego tego porównania nie lubią, bo środowisko Ociepy – liczebnie i pod względem politycznej rozpoznawalności – jest dużo mniejsze. Fakt jednak pozostaje faktem: jeśli PiS straci status największego klubu, dojdzie najpewniej do przetasowań w Sejmie na rzecz KO, między innymi w kwestii pomieszczeń, w tym także dla władz klubu. Spadną też środki na obsługę klubu PiS, bo są naliczane od liczby posłów.

Nowe możliwości zyska za to w Sejmie środowisko Mateusza Morawieckiego. – Będziemy na ten temat rozmawiać w przyszłym tygodniu – mówił w piątek w RMF24 Piotr Müller, europoseł i jeden z najbliższych współpracowników byłego premiera, pytany o nowy klub w Sejmie.

Co ciekawe, o takim scenariuszu mówił sam Przemysław Czarnek już tydzień wcześniej. – Sprawa jest prosta: zdecydowana większość klubu na dzisiaj złożyła  deklarację o tym, że nie jest w żadnym stowarzyszeniu. Każdy może ją złożyć, a jak ktoś nie złoży, to może działać przecież poza partią Prawo i Sprawiedliwość, ale będąc w klubie. Mogą być również takie rozwiązania również, to są moje wyobrażenia. Natomiast ja żądam jedności, jedności całego środowiska Prawa i Sprawiedliwości – powiedział kandydat na premiera PiS w środę 22 lipca. Czarnek tłumaczył to zanim minęło partyjne ultimatum.

Dziś sprawa wydaje się z przyczyn wizerunkowych i prestiżowych raczej przesądzona i nowy klub w Sejmie zapewne powstanie. Zwłaszcza, że emocje między środowiskami buzują. W niedzielę reakcję wywołało np. wystąpienie Jacka Kurskiego przeciwko Morawieckiemu. 

W piątek ma się też odbyć duże i przygotowywane od kilku tygodni spotkanie środowiska Mateusza Morawieckiego w Warszawie, nazywane „grillem”, choć ma mieć przede wszystkim część merytoryczną. W programie zaplanowane są debaty, między innymi o bezpieczeństwie i gospodarce. Pierwsze informacje o tym wydarzeniu pojawiły się pod koniec czerwca i stały się bezpośrednią przyczyną eskalacji obecnego konfliktu.

Z nieoficjalnych informacji z Nowogrodzkiej wynika, że Kaczyński miał uznać, iż organizacja takiego grilla wykracza poza porozumienie, do którego doszło podczas słynnej kolacji z Adamem Bielanem i Mateuszem Morawieckim w kwietniu tego roku. Irytację u Kaczyńskiego miał też zwiększyć wywiad Morawieckiego dla podcastera Żurnalisty. Politycy Mateusza Morawieckiego podkreślają za to, że całość to intryga Jacka Sasina oraz współpracujących z nim innych „maślarzy”. 

Przetasowania w okręgach mniejsze niż w Sejmie 

Obie strony wydają się już pogodzone z podziałem, choć – jak pisaliśmy w „Rzeczpospolitej” – nikt nie wyklucza, że w 2027 r. dojdzie jednak do zbudowania wspólnych list wyborczych. Trochę na zasadzie dawnej Zjednoczonej Prawicy, czyli ówczesnego porozumienia PiS, Porozumienia Jarosława Gowina i ówczesnej Solidarnej Polski. Na razie sygnały idą jednak w drugą stronę.

Prezes Jarosław Kaczyński zapowiadał na przykład, że partia uzupełni swoje zaplecze gospodarcze po odejściu ludzi Morawieckiego. W PiS nie brakuje też kąśliwych uwag pod adresem byłego premiera i jego środowiska – w tym przypominania, że zasiadał kiedyś w gremium doradczym Donalda Tuska. Chodzi o jego członkostwo w Radzie Gospodarczej przy premierze Tusku.

Sam Morawiecki zaprzecza, by był wprost doradcą ówczesnego premiera. Morawiecki tłumaczył to np. w sobotę w wywiadzie w Telewizji Republika i podkreślał, że Tusk nigdy nie skorzystał z opinii Rady. Ale „doradca Tuska” pojawiło się po rozłamie np. u Jarosława Kaczyńskiego, który też twierdził, że Morawiecki chciał przejąć PiS. 

Czytaj więcej

Kaczyński: Morawiecki mógł zostać moim następcą, ale chciał przejąć partię

PiS jednocześnie czekają pewne zmiany w strukturach, chociaż w tej chwili dużo większe mogą nastąpić w Sejmie. Po licznych reformach, okręgów w PiS jest 41 – tyle co okręgów do Sejmu. A politykami związanymi z Mateuszem Morawieckim, którzy pełnią funkcje zarządcze w strukturach PiS w regionach, są przede wszystkim cztery osoby: Marcin Horała w okręgu gdyńsko-słupskim, Grzegorz Macko w Wałbrzychu, Łukasz Kmita w Krakowie oraz Łukasz Schreiber w Bydgoszczy. Oczywiście rozłam na poziomie terenowym może dopiero się zacząć w nowym tygodniu, jeśli chodzi o szeregowych działaczy lokalnych czy np. radnych w sejmikach.

Logicznym zaś krokiem w rozłamie – który nie jest nazywany rozłamem przez środowisko Morawieckiego – byłoby też założenie własnej partii. Ale zbudowanie jej struktur będzie dużo trudniejsze i pracochłonne niż zbudowanie klubu w Sejmie. Z czego wszyscy zdają sobie sprawę.