Chodzi o sytuację z nocy z 29 na 30 lipca. W okolicach Tarnawy-Kolonii doszło do wybuchu, pojawił się lej.
– Ja to opiszę od strony wojskowej. Była to wzmożona aktywność strony rosyjskiej na zachodniej Ukrainie – mówiła wiceminister. – Najpierw pojawiła się pierwsza sytuacja, kiedy sojusznicy razem z polskimi siłami zbrojnymi zlokalizowali możliwą trajektorię pocisku w stronę polską, jednak zmienił on swoją trajektorię i wrócił na stronę Ukrainy, nie przekraczając naszej granicy – doprecyzowała.
Wojsko zdecydowało o poderwaniu F-16
Po kilku minutach pojawiła się też druga sytuacja. – Zauważono, że kolejny obiekt przesuwa się w stronę polską – powiedziała. – Została podjęta decyzja o poderwaniu F-16, potem stracono kontakt z obiektem. Wysłano śmigłowiec do lokalizacji i na miejsce, które zlokalizował, wysłano odpowiednie służby – dodała.
Czytaj więcej
Ok. godziny 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt poruszający się w kierunku zachodnim - podaje Dowództwo Opera...
Nie chciała jednak powiedzieć, co dokładnie tam się stało. – O godz. 8.05 jest za wcześnie, żebym odpowiedziała, co to było. Na miejscu jest wojsko. Trwa wyjaśnianie sytuacji. Ważne jest, żeby podawać tylko sprawdzone informacje – stwierdziła.
Co robić, gdy usłyszymy syreny alarmowe?
Podkreśliła też, że wszystkie systemy zadziałały, a wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz był w stałym kontakcie z premierem i prezydentem. – Pierwsza informacja o obiekcie, który zbliża się w naszym kierunku była o godz. 3, a drugi obiekt pojawił się o 3.46 – przypomniała. – To wszystkim powinno przypomnieć i uzmysłowić, że wojna na Ukrainie trwa – dodała.
Czytaj więcej
Jeśli ktoś pytał, dlaczego Polska przekazała Ukrainie pociski do zestawów Patriot, rankiem 30 lipca otrzymał odpowiedź.
Wiceminister odpowiedziała też na pytanie dotyczące uruchomienia syren w okolicach Lublina.
– Taka decyzja została podjęta przez odpowiednie służby po kontakcie ze stroną wojskową. Alert trwał ok. 13-14 minut – powiedziała.
Przypomniała, że mamy kilka poziomów alertów. – Syreny to tylko jeden z nich. Są informacje przez megafony oraz w środkach masowego przekazu – mówiła. – Do każdego polskiego domu trafił poradnik dotyczący bezpieczeństwa. Było to wyśmiewane, pytano, po co to robimy. Właśnie po to, żeby w takiej sytuacji mieszkańcy wiedzieli, co robić – dodała.