W 2009 r. została uchwalona i weszła w życie ustawa o funduszach promocji produktów rolno-spożywczych. Powołała ona do życia dziewięć funduszy (mleka, mięsa wieprzowego, mięsa wołowego, mięsa końskiego, mięsa owczego, koniny, ziarna zbóż i przetworów zbożowych, owoców i warzyw, mięsa drobiowego, promocji ryb). Wskutek nowelizacji tej ustawy w 2019 r. dołożono dziesiąty – Fundusz Promocji Roślin Oleistych. Utworzono je w celu wspierania marketingu rolnego, wzrostu spożycia i promocji produktów rolno-spożywczych.
Kto wpłaca, a kto zarządza?
Na indywidualne konta bankowe każdego funduszu wpłat dokonują podmioty skupujące i przetwarzające produkty rolne z poszczególnych branż w wysokości 0,1 proc. wartości netto z faktur zakupu/sprzedaży, z wyłączeniem Funduszu Promocji Roślin Oleistych, gdzie obowiązuje naliczenie w wysokości 0,2 proc., a w przypadku Funduszu Promocji Mleka – w wysokości 0,001 zł od każdego skupionego kilograma mleka. Do tego jeszcze dochodzą
odsetki bankowe naliczane od środków pieniężnych gromadzonych na rachunkach bieżących funduszy oraz odsetki od należności i koszty upomnień. Szczegółowy wykaz towarów, od których są naliczane wpłaty na fundusze promocji produktów rolno-spożywczych, określa rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Czytaj więcej
Brazylia nie jest łatwym rynkiem do ekspansji z wielu powodów, ale nie niemożliwym do wejścia. Trzeba wiedzieć jak zrobić tam pierwszy krok, na co...
Każdy fundusz jest zarządzany przez komisję zarządzającą, składającą się z 9 członków (przedstawicieli przetwórców produktów rolnych właściwych dla danego funduszu, producentów oraz izb rolniczych). Każda komisja ustala strategię i decyduje, jakie propozycje działań promocyjnych przedstawione przez organizacje branżowe zostaną w danym roku budżetowym sfinansowane. Co ciekawe, przy decydowaniu o przyznaniu dofinansowania w ogóle nie jest brana pod uwagę reprezentatywność rynkowa danej organizacji branżowej, bo podawana cecha ogólnokrajowości nie oddaje faktycznego potencjału i pozycji.
Administrowanie funduszami promocji oraz obsługa rachunków bankowych poszczególnych funduszy należą do Dyrektora Generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR). Koszty związane z realizacją przez KOWR zadań są pokrywane ze środków funduszy promocji. Wysokość tych kosztów nie może przekroczyć 3,5 proc. rocznych wpływów na poszczególne fundusze promocji.
Na co idą pieniądze?
Jak wynika ze sprawozdania Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, od utworzenia funduszy promocji produktów rolno-spożywczych w 2009 r. do końca 2025 r. na konta funduszy wpłynęło ponad 1 095 mln zł, a ze środków zgromadzonych na rachunkach bankowych funduszy na realizację działań informacyjno-promocyjnych wydatkowano ogółem około 969 mln zł. Wielkość wpływów na rachunki funduszy zależy od koniunktury na danym rynku.
W ubiegłym roku na rachunki funduszy wpłynęło łącznie 111 250,98 tys. zł, a wpłat dokonało ponad 9 tys. podmiotów gospodarczych (rolnicy, zakłady przetwórcze). Komisje zarządzające przyjęły do realizacji 585 zadań o łącznej wartości 106 235,62 tys. zł.
Od lat najbogatszym funduszem jest Fundusz Promocji Mięsa Drobiowego, który w ubiegłym roku miał budżet w wysokości ponad 29 mln zł. Najbiedniejszym był i jest Fundusz Promocji Mięsa Owczego, który w minionym roku dysponował kwotą tylko 44 tys. zł.
Komisje zarządzające przyznają środki na rozmaite działania, np.: lokalne pikniki, kampanie promocyjne w mediach oraz w internecie, targi w kraju i za granicą, misje branżowe, walkę z dezinformacją, dofinansowanie do udziału na prawach członka w organizacji branżowej o zasięgu unijnym, dofinansowanie do audytów zagranicznych służb ds. bezpieczeństwa żywności, badania rynkowe, raporty i analizy branżowe, systemy jakości. W praktyce nie ma ograniczeń, co do działania, bo ostatecznie decyduje dziewięcioosobowa komisja zarządzająca. Dominują działania w kraju, a nie za granicą.
Za mało na eksport
Polski rynek produktów rolno-spożywczych jest bardzo konkurencyjny i działa również na takim samym konkurencyjnym rynku w Unii Europejskiej oraz globalnym. Od lat przez rolników, jak i przedstawicieli zakładów przetwórczych podnoszony jest argument, że pieniądze z funduszy promocji powinny być wydatkowane przede wszystkim na działania promocyjne na rynkach eksportowych. W ich opinii to na nich należy się skupić. Przykładowo przedstawiciele sektora mięsnego dla poparcia swoich argumentów wskazują na dane na temat spożycia mięsa w Polsce. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) w 2015 r. spożycie per capita dla wieprzowiny wyniosło 41,4 kg, dla wołowiny 1,2 kg, a dla drobiu 27,1 kg. W 2024 r. było to odpowiednio: 41,5 kg, 3,3 kg oraz 30 kg.
Ekonomiści, jak i analitycy rynkowi podkreślają, że Polacy lubią mięso i je jedzą, ale jego konsumpcja w danym roku zależy od sytuacji cenowej dla poszczególnych mięs. Jeśli w danym roku jest tania wieprzowina (tak jak to jest w bieżącym roku), to spada spożycie drobiu i odwrotnie. Jedynie wołowina ma status odkrycia i nowości dla konsumentów z uwagi na swoje zapomniane właściwości kulinarne.
Czytaj więcej
Komisja Europejska zmieniła podejście do promocji żywności w Unii Europejskiej oraz na rynkach trzecich. W skrócie wygląda to tak, że środków na pr...
Podobny stan utrzymuje się na innych rynkach, jak: mleko, owoce, warzywa, zboża. Ekonomiści już nie pytają, gdzie jest górny maksymalny pułap konsumpcji (nasycenia rynku) w Polsce, ale już go wskazują. I nie jest to zaskoczeniem, bo to typowy skutek ekonomiczny rozwoju rynku.
Ponadto na krajowy rynek żywności wpływają mody (np. dieta wegańska, agresywnie zwalczająca produkty pochodzenia zwierzęcego, np. mleko, mięso) oraz import. Nie jest możliwe zamknięcie polskiego rynku na importowane produkty rolno-spożywcze, co zgłaszają niektóre środowiska rolnicze.
Polskie rolnictwo generuje nadwyżkę, której skonsumowanie w Polsce nie jest możliwe z uwagi na wysoki poziom nasycenia. Ratunkiem jest eksport, który daje wymierną marżę eksportową i pozwala się rozwijać rolnikom, jak i przetwórcom. Znaczenie ekonomiczne i szerzej gospodarcze, w porównaniu z jednorazowym lokalnym piknikiem (nawet powtarzalnego), a poszerzenie wolumenu eksportowego poprzez udział w targach za granicą z odpowiednią promocją marketingową jest oczywistym „za” dla tego drugiego, bo polski konsument nie kupi i nie zje więcej ponad to, co już jest. Poza tym w Polsce maleje populacja Polaków.
Pomysł ministra rolnictwa
Fundusze promocji nie są jedynymi, z których środki są wykorzystywane na działania marketingowe za granicą. Swoje działania w postaci stoisk na targach realizuje Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH), Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) oraz Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Często bywa tak, że na jednych targach żywnościowych są stoiska organizacji branżowych rolników i przetwórców sfinansowane z funduszy promocji, są też stoiska KOWR-u i/lub PAIH-u albo Ministerstwa Rolnictwa. Niewątpliwie zachodzi potrzeba rzetelnej oceny efektywności tychże działań.
W połowie lipca bieżącego roku Stefan Krajewski, minister rolnictwa i rozwoju wsi, podczas konferencji prasowej podkreślił, że „fundusze promocji wymagają gruntownych zmian” i że „muszą realnie służyć branżom, wspierać hodowców i przetwórców, a każde działanie powinno być oceniane pod kątem efektów”.
Czytaj więcej
Brexit uderzył w bezpieczeństwo żywnościowe Wielkiej Brytanii. Brytyjski rząd pracuje nad przepisami, które mają ułatwić handel z Unią Europejską,...
Choć szczegółów nie przedstawił, to zapowiedź oceny efektywności jest dobrym kierunkiem, a tego oczekują głównie ci, którzy wpłacają (wcale niemałe pieniądze) na fundusze, bo wszak w 2009 r. ustawą nałożono na te podmioty obowiązek (parapodatek) odprowadzania każdego roku, nie stałej, ale każdorazowo wyliczonej kwoty pieniędzy. Inną sprawą jest ocena konstytucyjności takiego rozwiązania, ale to już temat na inną analizę.
Niewątpliwie eksport żywności wymaga dużego wsparcia finansowego, a w świetle unijnej czy też globalnej konkurencji również przemyślanego. Na fundusze promocji trzeba spojrzeć inaczej, bo sam KOWR na ich obsłudze w ubiegłym roku zarobił 3,89 mln zł, co odpowiada kosztowi 400-metrowego stoiska na jednych z globalnych znanych targów, które wskutek zawartych umów handlowych zwróci się z przysłowiową nawiązką.