Materiał powstał we współpracy z BGK
Gdy mówi się o zagranicznej ekspansji polskich firm w Europie, najczęściej wskazuje się na: Niemcy, Wielką Brytanię, Francję czy Włochy. Znacznie rzadziej wymienia się Rumunię, choć to drugi co do wielkości rynek Europy Środkowo-Wschodniej, liczący prawie 20 mln mieszkańców. Dlaczego?
Tomasz Sęk, wiceprezes R.Power: Z naszego punktu widzenia Rumunia od początku była bardzo interesującym kierunkiem. Po osiągnięciu odpowiedniej skali działalności w Polsce naturalnym krokiem było wyjście na rynki, które pod względem rozwoju przypominają Polskę sprzed kilku lat. Rumunia właśnie taka jest – podąża podobną ścieżką transformacji, choć jest o krok lub dwa za nami.
To rynek dynamiczny, pełen energii biznesowej i jednocześnie bardzo perspektywiczny. Dla firmy działającej w sektorze energetycznym znaczenie ma też jego skala – niemal 20 mln mieszkańców oznacza wysokie zapotrzebowanie na energię i ogromne potrzeby związane z transformacją energetyczną. Dlatego Rumunia stała się jednym z pierwszych krajów, do których zdecydowaliśmy się wejść poza Polską.
Piotr Jabłoński, dyrektor zarządzający pionem relacji międzynarodowych w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK): Nie zgodziłbym się z tezą, że Rumunia pozostaje poza zainteresowaniem polskiego biznesu. Wręcz przeciwnie – jej znaczenie systematycznie rośnie, szczególnie jeśli chodzi o inwestycje. Oczywiście większość polskich przejęć i inwestycji kapitałowych nadal trafia do Europy Zachodniej, przede wszystkim do Niemiec czy Wielkiej Brytanii. Jednak statystyki pokazują, że Czechy i Rumunia należą dziś do najważniejszych kierunków ekspansji w naszym regionie. Polska jest dziś czwartym największym dostawcą towarów na rynek rumuński, a liczba obecnych tam firm z polskim kapitałem przekroczyła 1700.
Co kilka tygodni słyszymy o kolejnych inwestycjach polskich firm – od Maspeksu i Polpharmy, przez Żabkę, aż po wiele mniejszych przedsiębiorstw. To pokazuje, że Rumunia jest atrakcyjnym rynkiem zarówno dla dużych grup, jak i średnich firm. W relacjach handlowych również odgrywa ważną rolę. Polska jest czwartym dostawcą towarów do Rumunii – po Niemczech, Włoszech i Węgrzech – wyprzedzając nawet Chiny. Z kolei Rumunia jest dla Polski szóstym rynkiem eksportowym.
Łączy nas podobna historia transformacji gospodarczej i wspólna droga do nadrabiania dystansu wobec najbardziej rozwiniętych państw UE. Rumunia stoi także przed wyzwaniami makroekonomicznymi, ale jej potencjał pozostaje bardzo duży.
BGK współtworzył niedawno raport poświęcony Rumunii. Jakie są jego najważniejsze wnioski?
P.J.: Raport przygotowaliśmy wspólnie z Polsko-Rumuńską Bilateralną Izbą Handlową. Naszym celem było pokazanie polskim przedsiębiorcom potencjału tego rynku. Rumunia to nie tylko niemal 20 mln konsumentów. To również kraj intensywnie rozwijający infrastrukturę i realizujący ambitne inwestycje, także w energetyce. Przykład R.Power dobrze pokazuje skalę możliwości w tym sektorze.
Z drugiej strony Rumunia zmaga się z wysokim deficytem budżetowym i handlowym. Paradoksalnie oznacza to również szansę dla inwestorów – kraj dużo importuje, a więc istnieje przestrzeń do lokowania produkcji na miejscu i zastępowania importu lokalną działalnością. Rumunia jest dziś na etapie, który Polska przechodziła kilkanaście lat temu. Zagraniczne inwestycje mogą napędzać wzrost gospodarczy, tworzyć miejsca pracy i zwiększać siłę nabywczą społeczeństwa.
A co przesądziło o wejściu R.Power właśnie na ten rynek?
T.S.: Przede wszystkim jego wielkość. To był podstawowy warunek. Drugim czynnikiem było to, że zdecydowaliśmy się wejść do Rumunii stosunkowo wcześnie, zanim konkurencja znacząco wzrosła. Na początku rozwój projektów odnawialnych źródeł energii (OZE) i jej magazynów był znacznie łatwiejszy. Z czasem rynek stał się dużo bardziej konkurencyjny, ale dzięki temu, że byliśmy obecni od początku, mogliśmy konsekwentnie rozwijać działalność. Kluczowe było też przekonanie, że Rumunia będzie musiała przeprowadzić głęboką transformację energetyczną. Dla firmy budującej farmy fotowoltaiczne i wielkoskalowe magazyny energii oznacza to ogromny potencjał wzrostu.
Czy funkcjonują jeszcze negatywne stereotypy dotyczące Rumunii, które z perspektywy prowadzenia biznesu okazują się nieprawdziwe?
T.S.: Każdy rynek ma swoje mocne i słabe strony. W przypadku Rumunii największym wyzwaniem jest tempo zmian legislacyjnych i regulacyjnych. Wiele reform jest zapowiadanych, ale ich wdrażanie trwa bardzo długo – nierzadko latami. Dla inwestorów oznacza to trudności w planowaniu strategicznym i konieczność utrzymywania gotowości do zmian, które stale się opóźniają. To generuje dodatkowe koszty i angażuje zasoby, które mogłyby zostać wykorzystane bardziej efektywnie.
Drugim wyzwaniem jest struktura gospodarki. W Rumunii wciąż jest stosunkowo niewiele dużych odbiorców przemysłowych energii elektrycznej. Dla firm takich jak nasza oznacza to większe uzależnienie od systemów wsparcia dla OZE. W Polsce rynek jest znacznie bardziej dojrzały. Mamy wielu dużych odbiorców przemysłowych zainteresowanych wieloletnimi kontraktami na zakup zielonej energii. W Rumunii ten segment dopiero się rozwija i potrzeba czasu, aby osiągnął podobną skalę.
A jak wygląda to z perspektywy instytucji finansowej? Czy stereotypy dotyczące Rumunii nadal wpływają na decyzje polskich przedsiębiorców?
P.J.: Myślę, że wciąż funkcjonują, ale coraz częściej są konfrontowane z rzeczywistością. Z rozmów z przedsiębiorcami wynika, że Rumunia pozytywnie zaskakuje. Przede wszystkim bardzo wysokim poziomem wykształcenia kadr. Dotyczy to szczególnie inżynierów, specjalistów IT czy matematyków. Równie imponująca jest znajomość języka angielskiego, zwłaszcza wśród młodego pokolenia.
Istotne jest też to, że polskie firmy są tam bardzo dobrze postrzegane. Polska jest dla Rumunii przykładem udanej transformacji gospodarczej, a nasi przedsiębiorcy są mile widziani. Często słyszymy nawet, że polski inwestor jest odbierany pozytywniej niż inwestorzy z niektórych krajów Europy Zachodniej.
Jakie ryzyka powinni brać pod uwagę przedsiębiorcy planujący inwestycje w Rumunii?
P.J.: Największe znaczenie mają dziś czynniki makroekonomiczne. Rząd wdraża konsolidację fiskalną, podnosi podatki pośrednie i podejmuje działania mające ograniczyć nierównowagi gospodarcze. To oczywiście element, który inwestorzy powinni uwzględniać, ale nie przekreśla atrakcyjności rynku.
Naszą rolą jako banku rozwoju jest m.in. pomaganie przedsiębiorcom w ograniczaniu ryzyka przez odpowiednio dobrane instrumenty finansowe – zarówno dłużne, jak i kapitałowe. Jednocześnie zawsze podkreślamy, że sukces inwestycji zależy od rzetelnego przygotowania: dokładnego rozpoznania rynku, przeprowadzenia due diligence i zbudowania kompetentnego lokalnego zespołu. To fundament każdej zagranicznej ekspansji.
Branża energetyczna już dostrzegła potencjał Rumunii. Jakie inne sektory polskiej gospodarki mają tam największe szanse?
P.J.: Możliwości jest wiele. To przede wszystkim atrakcyjny rynek konsumencki. Duży potencjał widzimy też w sektorach nowych technologii, IT i oprogramowania dla biznesu. Dobrym przykładem jest firma Symfonia, która przejęła już dwie rumuńskie spółki. To pokazuje, że rynek dojrzewa również pod względem cyfrowym.
Perspektywiczne są także branże produkcyjna i logistyczna. Rozbudowa infrastruktury transportowej, w tym korytarza Via Carpatia, jeszcze bardziej zwiększy znaczenie całego regionu Europy Środkowej. Nie można też zapominać o geograficznym położeniu Rumunii. Dla wielu firm może ona stać się naturalną bazą do dalszej ekspansji na Bałkany i do Europy Południowo-Wschodniej.
T.S.: Z naszej perspektywy szczególnie interesujący jest cały ekosystem związany z energetyką. Inwestując w Rumunii, otwieramy drogę naszym polskim partnerom i podwykonawcom. Dobrym przykładem jest spółka serwisowa należąca do naszej grupy. Początkowo świadczyła usługi wyłącznie na potrzeby projektów R.Power, ale z czasem zaczęła realizować zlecenia także dla zewnętrznych klientów na rynku rumuńskim.
BGK mocno angażuje się w inicjatywę Team Poland. Jakie wsparcie może ona zaoferować firmom planującym inwestycje w Rumunii i innych krajach regionu?
P.J.: Naszym zadaniem jest nie tylko finansowanie zagranicznej ekspansji, ale też kompleksowe wspieranie przedsiębiorców na każdym etapie inwestycji. Dlatego jako BGK wspólnie z PFR, PAIH, KUKE, ARP i PARP stworzyliśmy inicjatywę Team Poland. Łączymy kompetencje różnych instytucji – od wyszukiwania partnerów biznesowych, przez analizę rynku i zabezpieczenie transakcji, aż po finansowanie inwestycji. Chcemy, aby przedsiębiorca otrzymał w jednym miejscu pełen pakiet narzędzi potrzebnych do skutecznej ekspansji zagranicznej.
Rumunia odgrywa ważną rolę w inicjatywie Trójmorza. Czy dla R.Power miało to znaczenie przy podejmowaniu decyzji o inwestycjach?
T.S.: Zdecydowanie tak. Jednym z naszych akcjonariuszy jest Fundusz Trójmorza, który od początku wspierał naszą międzynarodową ekspansję i zachęcał do inwestowania właśnie w Rumunii.
Naszym inwestorem jest też Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, który od lat angażuje się w rozwój rumuńskiej gospodarki. Współpracujemy także z PFR, KUKE i BGK, dlatego w praktyce korzystamy z całego ekosystemu instytucji tworzących Team Poland. To nie jest wyłącznie deklaracja współpracy. BGK uczestniczył w finansowaniu dwóch naszych największych projektów realizowanych obecnie w Rumunii – portfela farm fotowoltaicznych oraz jednego z największych wielkoskalowych magazynów energii w tej części Europy. To pokazuje, że polskie instytucje rozwoju realnie wspierają transformację energetyczną Rumunii, jednocześnie pomagając naszym firmom budować silną pozycję na tym rynku.
Na koniec spróbujmy przekonać prezesa średniej polskiej firmy, że warto zainteresować się Rumunią. Jakie byłyby trzy najważniejsze argumenty?
P.J.: Po pierwsze – bliskość. Zarówno geograficzna, jak i kulturowa. To ułatwia zarządzanie inwestycją i budowanie relacji biznesowych. Po drugie – dostęp do dobrze wykształconych pracowników. Rumunia dysponuje bardzo silnym zapleczem inżynierskim i technologicznym. Po trzecie – skala rynku. Prawie 20 mln konsumentów daje możliwość rozwoju działalności i osiągania efektu skali, którego często brakuje na mniejszych rynkach Europy Środkowej.
T.S.: Ja dodałbym jeszcze jeden, bardzo praktyczny argument. Przedsiębiorcy często zastanawiają się nie tylko, czy warto wejść na nowy rynek, ale przede wszystkim, czy poradzą sobie z jego specyfiką. W przypadku Rumunii mogę powiedzieć z własnego doświadczenia, że jest to łatwiejsze, niż wielu osobom się wydaje. Rumuni mają podobne do Polaków podejście do biznesu – są przedsiębiorczy, nastawieni na współpracę i otwarci na nowe projekty. Widać tam podobną energię gospodarczą, jaką obserwowaliśmy w Polsce w ostatnich latach. Dlatego polski przedsiębiorca nie trafia do całkowicie obcego świata. Spotyka partnerów, którzy myślą podobnie i przechodzą przez proces rozwoju bardzo zbliżony do tego, jaki wcześniej przeszła Polska. To właśnie sprawia, że Rumunia jest dziś jednym z najbardziej naturalnych kierunków zagranicznej ekspansji dla polskich firm.
–rozmawiał Artur Osiecki
Materiał powstał we współpracy z BGK