Pisałem tu niedawno o pozwie, jaki spółka Nałęczów Zdrój wytoczyła Skarbowi Państwa i o jej skardze do Komisji Europejskiej z tego powodu, że czysta woda jest w Polsce opodatkowana wyższą stawką VAT niż woda posłodzona zagęszczonym sokiem. Teraz piszą i mówią już o tym wszyscy, bo to rzeczywiście podatkowe kuriozum. Na stronie internetowej PolskieRadio24 czytam, że w 2019 roku Ministerstwo Finansów miało zamiar zmienić te stawki, ale „koncepcja ta nie trafiła do dalszego procesu legislacyjnego”, a – „według nieoficjalnych doniesień branżowych oraz relacji medialnych – istotną rolę w jej wycofaniu odegrał lobbing środowisk reprezentujących producentów napojów”. Zastanawiam się u kogo te „środowiska” lobbowały i w jaki sposób. I dlaczego żaden z prokuratorów, którzy tak ochoczo bronią praworządności, jeszcze się tymi „relacjami medialnymi” nie zainteresował?

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: O wyższości wody posłodzonej nad czystą

Argumenty z sali recepcyjnej

Lobbing (z łac. lobium, lobia, z ang. lobbying) to wywieranie wpływu przez rzeczników interesów (lobbystów) na proces tworzenia prawa. Słowo lobby oznacza salę recepcyjną (w hotelu lub parlamencie), stąd lobbing to dosłownie „działalność wykonywana w lobby”. Chętnie poznałbym „argumenty”, jakie w tej „sali recepcyjnej” Ministerstwa Finansów padły. Skoro były tak skuteczne, to wiedza o nich może mi się przydać, gdybym w przyszłości chciał za czymś lobbować.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Czysta woda i woda posłodzona to bez wątpienia inne produkty

Bo ja od lat lobbuję za tym, żeby stawka VAT na wszystko była taka sama. Nieskutecznie. Pewnie dlatego, że Ministerstwo Finansów nie mogłoby twierdzić, że obniżenie stawki VAT na czystą wodę zmniejszyłoby wpływy budżetowe. Choć mogło obniżyć stawkę VAT na wodę posłodzoną sokiem zagęszczonym, co niewątpliwie zmniejszyło wpływy podatkowe.

Może więc polobbuję w interesie… budżetu państwa. To oczywiście sarkazm jest z tym dbaniem przeze mnie o budżet, no ale jakby tak podnieść obniżoną, preferencyjną stawkę VAT 5 proc., na wodę posłodzoną zagęszczonym sokiem do poziomu podstawowego 23 proc., jaki obowiązuje na wodę czystą, to wpływy budżetowe wzrosłyby. Moja kobieca intuicja podpowiada mi jednak, że nie chodzi o wpływy do budżetu. Nasi prokuratorzy chyba jednak takiej „kobiecej” intuicji nie mają.

Prokuratury nie interesują liberałowie

Pogoń za rentą ekonomiczną na wolnym rynku jest zjawiskiem naturalnym i per saldo korzystnym dla gospodarki. Inaczej jest w przypadku renty politycznej, która występuje pod postacią transferu dochodów od jednych uczestników rynku do drugich, dzięki tworzeniu przepisów prawnych korzystnych dla poszukiwaczy renty. Zjawisko to opisali ekonomiści zajmujący się ekonomiczną analizą prawa z Virginia School of Economics. Gary Becker pisał o redystrybucyjnych efektach regulacji – o tym, jak różne grupy wywierają nacisk na regulatora, aby przyznał im jakieś korzyści lub zwolnił z jakichś obowiązków. James Buchanan zauważył, że zawsze prowadzi to do gry o sumie zerowej. Uczestniczący w niej gracze – jak pokerzyści – zmierzają do osiągnięcia korzyści dla siebie kosztem pozostałych.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Niezależny jak prokurator

To podczas pogoni za rentą dochodzi do przechwytywania regulatora („regulatory capture”) – na co zwrócił uwagę Sam Peltzman w artykule „The Economic Theory of Regulation after a Decade of Deregulation” z 1989 roku. Ten problem stał się z kolei przedmiotem szczególnego zainteresowania ekonomistów skupionych w Chicago School of Economics. Opisał go Richard Posner w artykule „Theories of Economic Regulation” z 1974 roku.

Istnieją dwie postacie przechwycenia: materialne (nazywane także finansowym) i niematerialne (nazywane także poznawczym). W pierwszym przypadku motywem przechwyconego regulatora jest jego materialny interes własny. W drugim przypadku przechwycenie może być powodowane ideologicznie lub politycznie.

Niestety, i Szkoła Virginii, i tym bardziej Chicagowska (bo przecież z Chicago związani byli i Friedrich Hayek, i Milton Friedman) to liberałowie. W klasycznym tego słowa znaczeniu. Więc nie ma szans na to, żeby się ktoś nimi zainteresował. A już zwłaszcza jakiś prokurator.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego