W modelu stalinowskim prokuraturze, jako odrębnej instytucji, powierzono „strzeżenie praworządności”. Chęć odejścia od tego modelu w środowiskach opozycji antykomunistycznej była więc zrozumiała. Problem w tym, jak od niego odchodzono.

Przy Okrągłym Stole nie doszło do porozumienia. Opozycja słusznie uważała, że prokuratura powinna być demokratycznie kontrolowana i zakładała, że łatwiej jej będzie sprawować tę kontrolę poprzez komisje sejmowe, jeśli prokurator generalny będzie ministrem sprawiedliwości, który jest odpowiedzialny przed Sejmem. Ustawą z 22 marca 1990 r. zniesiono więc Prokuraturę Generalną.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: O wyższości wody posłodzonej nad czystą

Jedynie w trzech spośród siedmiu projektów konstytucji, prokuratura miała mieć umocowanie w ustawie zasadniczej. W myśl projektu prezydenckiego (Lecha Wałęsy) przy Radzie Ministrów miał działać naczelny prokurator RP, powoływany przez prezydenta, na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa. Projekt obywatelski (de facto Solidarności) przewidywał, że prokuratura strzeże praworządności (jak za Stalina), ale funkcję prokuratora generalnego sprawuje minister sprawiedliwości. Zgodnie z projektem SLD zwierzchnikiem prokuratorów miał być kanclerz prawa, wybierany przez Sejm na wniosek prezydenta, a jego zastępcą prokurator generalny, również wybierany przez Sejm.

Prokuratorzy są urzędnikami i mają się słuchać

Przepisy dotyczące prokuratury były przedmiotem prac sejmowych podkomisji: podstaw ustroju politycznego i społeczno-gospodarczego oraz instytucji ochrony prawa i organów wymiaru sprawiedliwości. Na jednym z posiedzeń prof. Andrzej Murzynowski przedstawił dwa modele usytuowania prokuratury. Nazwał je portugalskim i francuskim. Pierwszy postulował niezależność prokuratury jako oddzielnego organu, drugi wiązał prokuraturę z rządem. Prof. Adam Strzembosz wyraził wówczas obawę, że „jeżeli zagadnienia tego typu staną się przedmiotem glosowań, to oczywiście zwycięży model istniejący, gdyż jest on najłatwiejszy i wszyscy są do niego przyzwyczajeni”. I słowo ciałem się stało.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Państwo włada szpitalem, a państwem politycy. Więc się w nim leczą

Prof. Leszek Wiśniewski postulował, by prokuraturę usytuować w pozycji zbliżonej do NIK i RPO. Także prof. Piotr Winczorek podkreślał, że łączenie urzędów ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego powoduje fikcyjność politycznej niezależności prokuratury.

Jednakże inne ustalenia poczynione zostały na spotkaniu w Popowie, w którym wzięło udział 20 osób zajmujących kierownicze stanowiska w wymiarze sprawiedliwości oraz organach kontroli i ochrony prawa. Taka trochę „Magdalenka Plus”. Poruszano wówczas nie tylko kwestię usytuowania prokuratury, ale i niezależności poszczególnych prokuratorów. Minister sprawiedliwości, Aleksander Bentkowski, wyraził jednak pogląd, że prokuratorzy są urzędnikami podporządkowanymi prokuratorowi generalnemu, więc „mają się go słuchać, także jeżeli chodzi o politykę postępowań, jaka ma być prowadzona”.

Mocne argumenty za dalszym upolitycznianiem

Gdy w 2008 r., po wyczynach ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry zaczęła się po raz pierwszy dyskusja o rozdzieleniu tych funkcji, na zorganizowanej na Wydziale Prawa UW sesji naukowej na ten temat prof. Leszek Kubicki przestrzegał „przed sprowadzeniem problemu rzeczywistej niezależności prokuratury do sprawy rozdzielenia lub łączenia funkcji ministra sprawiedliwości i generalnego prokuratora”. Sam był ministrem i prokuratorem i opowiadał o żenujących deklaracjach lojalności składanych mu przez różnych „upadłych prokuratorów”. A był to już czas daleki od rządów PiS-u! „To jest problem mentalności i charakteru określonych osób” – konkludował Kubicki.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Przepis wprowadzony przez komunistów wciąż w użyciu

Tymczasem reforma prokuratury w 2011 r. opierała się na tych właśnie „określonych osobach”. Niestety. Dlatego eksperyment się nie powiódł i PiS po powrocie do władzy w 2015 r. miał mocne argumenty za dalszym upolitycznianiem prokuratury, tylko na własną modłę. I tak sobie tkwimy w tym bagienku. I tkwić będziemy.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego.