Chodzi o Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz (Polska 2050), ministra funduszy i polityki regionalnej oraz Miłosza Motykę (PSL), ministra energii. Zgłoszone przez nich propozycje dotyczą projektu tzw. dużej nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i prawa spółdzielczego.

Jak wynika z zamieszczonych na stronie Rządowego Centrum Legislacji dokumentów, pierwszy swoje uwagi zgłosił 16 lipca minister Motyka. Na dziesięciu stronach szef resortu energii formułuje propozycje konkretnych przepisów wraz z uzasadnieniem. Odpowiedzialny w rządzie za mieszkalnictwo Tomasz Lewandowski, wiceminister rozwoju i technologii w odpowiedzi zauważył, że wskazane zastrzeżenia były już szczegółowo analizowane na wcześniejszych etapach procesu legislacyjnego, czego efektem było wprowadzenie do projektu zmian uwzględniających częściowo interesy spółdzielców oraz konieczność sprawnego zarządzania spółdzielnią przez jej organy.

Pytania o lobbing przy pracach nad nowelizacją ustawy o spółdzielniach

W dalszej części pisma wiceminister Lewandowski zwraca uwagę na dziwną sytuację, do jakiej doszło podczas prac legislacyjnych nad tym projektem. 

„Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem fakt, że przedstawione przez Pana Ministra propozycje są w istocie zbieżne z postulatami podnoszonymi już w trakcie konsultacji publicznych przez związki rewizyjne spółdzielni mieszkaniowych, a także organizacje zrzeszające członków zarządów spółdzielni (...). Środowiska te otwarcie sprzeciwiają się reformie spółdzielczości mieszkaniowej, która jest jednym z kluczowych elementów strategii mieszkaniowej rządu” – pisze, zauważając że 7 z 15 uwag, które wniósł minister Motyka, dzień później zgłosiła minister funduszy i polityki regionalnej, Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz.

„Co więcej, propozycje zmiany brzmienia przepisów oraz ich uzasadnienie, które zostały zaproponowane (…) w piśmie z 17 lipca, są tożsame z uwagami wniesionymi przez Pana Ministra – w przypadku większości uwag nawet nie zmieniono szyku zdań. Nasuwa to uzasadnione przypuszczenie, że ich autorem jest w istocie podmiot zewnętrzny, lobbujący w interesie ww. podmiotów” - podkreśla na koniec wiceminister.

Wiceszef MRiT odpowiada również minister Katarzynie Pełczyńskiej-Nałęcz. W piśmie przypomina szefowej Polski 2050, że są to już jej trzecie uwagi do projektu, o którym 8 czerwca 2026 r. napisała, że „zawiera wiele potrzebnych i oczekiwanych zmian porządkujących funkcjonowanie spółdzielni mieszkaniowych”.

„Tym bardziej ze zdumieniem przyjmuję zgłoszone pismem z 17 lipca 2026 r. przez Panią Minister uwagi podważające zasadność najbardziej istotnych zmian. (…) Podobnie jak Pani Minister uważam, że wpływ grup lobbingowych na projekty ustaw opracowanych przez administrację rządową jest zjawiskiem niebezpiecznym i szkodliwym, które w żadnym przypadku nie powinno mieć miejsca. Z wielkim zaskoczeniem przyjąłem więc fakt, że przedstawione przez Panią Minister propozycje są w istocie zbieżne z postulatami podnoszonymi już w trakcie konsultacji publicznych przez związki rewizyjne spółdzielni mieszkaniowych, a także organizacje zrzeszające członków zarządów spółdzielni” – zaznacza Tomasz Lewandowski pytając czy autorem propozycji zgłaszanych przez resort jest podmiot zewnętrzny.

„Jeśli faktycznie tak jest, proszę o informację w tym zakresie, tak by udział ten zgodnie z przepisami ustawy z 7 lipca 2005 r. o działalności lobbingowej w procesie stanowienia prawa (Dz.U. z 2026 r. poz. 936) został odnotowany dla celów jawności procesu legislacyjnego” – kończy swoje pismo.

Co ma się zmienić w przepisach o spółdzielniach mieszkaniowych? 

Celem procedowanej przez MRiT od zeszłego roku nowelizacji ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych i prawa spółdzielczego jest ograniczenie [[ ]]nieprawidłowości w funkcjonowaniu spółdzielni mieszkaniowych. Z uzasadnienia do projektu wynika, że co roku do resortu wpływają liczne skargi od członków spółdzielni mieszkaniowych na niewłaściwe zarządzanie ich majątkiem i brak transparentności działań zarządów. Projekt od początku budził emocje zarządzających spółdzielniami i mieszkańców. W ocenie tych pierwszych część ministerialnych propozycji jest szkodliwa dla spółdzielni. Druga strona wyrażała obawy, że projekt nie wzmacnia dostatecznie praw członków.

Przykładem ilustrującym różnice zdań jest podejście do kadencyjności zarządów. Zgodnie z projektem kadencja nie miałaby trwać dłużej niż pięć lat. Działacze chcieli, by kadencyjność była fakultatywna i rozstrzygana w statucie spółdzielni. Natomiast niektóre stowarzyszenia członkowskie widziałyby ustawowe ograniczenie liczby kadencji, a nie tylko ich długości. Z treści nadesłanych przez dwoje ministrów uwag wynika, że przekonały ich argumenty działaczy i proponują fakultatywną kadencyjność.

Czytaj więcej

PSL szuka sojuszników. Może wrócić do Szymona Hołowni

Nie zmieniono nawet szyku zdań

Obydwa ministerstwa zaproponowały swoją wersję przepisów o kadencyjności w dokładnie takim samym brzmieniu. Zgodnie z nią to statut spółdzielni (a nie ustawa) mógłby przewidywać, że zarząd spółdzielni byłby wybierany na okres pięciu lat. 

Nie tylko jednak obszerny i wielopunktowy przepis ma w obydwu propozycjach takie samo brzmienie. Zbieżne jest również uzasadnienie. W stanowiskach obydwu ministerstw czytamy, że „Członkowie spółdzielni już obecnie mogą w statucie wprowadzić kadencję zarządu, a właściwy organ może członka zarządu odwołać. Ustawowy przymus kadencyjności nie jest konieczny do osiągnięcia celu kontrolnego, natomiast może destabilizować podmioty prowadzące długofalowe inwestycje i zarządzające znacznym zasobem mieszkaniowym”.

Przykładów takiej zgodności między ministrami jest więcej.

Czy ministrowie skopiowali przepisy?

– Najwyraźniej doszło do zastosowania funkcji „kopiuj-wklej”, której nie powinno się tu użyć. Każdy projekt ustawy przechodzi etap konsultacji. Każdy zainteresowany może przesłać swoje uwagi, a rolą resortu, który jest autorem projektu jest analiza wszystkich stanowisk i zaproponowanie przepisów własnego autorstwa. Jeśli dwa resorty przysyłają identyczne poprawki z takim samym uzasadnieniem, to rodzi się podejrzenie, że doszło do skopiowania przepisów, których rather nie przygotowali urzędnicy tych ministerstw – mówi Krzysztof Izdebski, dyrektor ds. rzecznictwa i rozwoju Fundacji im. Stefana Batorego.

ok. 3600

spółdzielni mieszkaniowych działa w Polsce

W jego ocenie to kwestia największej wagi, bo przestrzeganie reguł transparentności przy konstruowaniu prawa jest bardzo ważne z punktu widzenia budowania zaufania obywateli do państwa i do samego prawa, które powinno być obiektywne i chronić różnych interesariuszy, a nie tylko tych, którzy mają dostęp do ucha osób, które mają bezpośredni wpływ na proces legislacyjny.

Dla eksperta jest zaskoczeniem, że ministerstwa, które nie mają w obszarze swoich kompetencji obszaru spółdzielczości mieszkaniowej, forsują własne wizje przepisów.

– Tylko pytanie właśnie czy swojej wizji, czy ktoś suflował te rozwiązania, a ktoś inny je skopiował i przekleił. Gdyby tak było, to jest to rozczarowujące i przygnębiające, że sztuka tworzenia prawa tak wygląda – podsumowuje dyr. Izdebski.

Poprosiliśmy  MFiPR oraz ME o wyjaśnienie zbieżności w brzmieniu zaproponowanych w uwagach do projektu przepisów. Odpowiedzi udzielił resort funduszy.

„MFiPR pod kierownictwem MKPN konsekwentnie i aktywnie uczestniczy w pracach legislacyjnych dotyczących kwestii związanych z budownictwem mieszkaniowym i mieszkalnictwem. (...) Również kwestie związane z funkcjonowaniem spółdzielni mieszkaniowych, czego dotyczy projekt UD311, są w wysokim stopniu powiązane z zagadnieniami rozwoju regionalnego i terytorialnego, stąd też Minister Funduszy i Polityki Regionalnej zgłosił resortowi prowadzącemu ten projekt szereg szczegółowych uwag (...) Zbieżność uwag MFiPR i ME świadczy o istotności podniesionych zagadnień, spójności opinii i tym bardziej przemawia za ich kompleksowym przepracowaniem przez odpowiednie gremia rządowe. Uwagi MFiPR są wynikiem jak zawsze szczegółowej analizy projektu przez resort, wszelkie inne tezy są nieuprawnione. Oczekujemy na merytoryczne odniesienie MRiT do zgłoszonych uwag i deklarujemy aktywny udział w dalszych pracach nad projektem” – czytamy w przesłanym piśmie. 

Oburzeni podejrzeniami wiceministra rozwoju są działacze spółdzielni mieszkaniowych.

– Zgłosiliśmy swoje uwagi do poprzedniej wersji projektu w ramach konsultacji publicznych. Każdy ma do tego prawo. Jeśli przekonały minister Pełczyńską-Nałęcz oraz  ministra Motykę i oni z nich skorzystali, to bardzo dobrze. Nie ma w tym nic złego, że myślimy podobnie. Nie daje to podstaw, żeby podejrzewać, że ktoś od kogoś ściągnął czy że ktoś za kogoś coś napisał. Myślę, że takie podejście jest obraźliwe wobec dwojga ministrów. Lewica nie ma monopolu na nieomylność – odpowiada dr Jerzy Jankowski, prezes Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP.

Czytaj więcej:

Biznes Wciąż jest marna frekwencja na walnych zgromadzeniach

Pro

Spółdzielcy chcą większej kontroli zarządów

To, co odróżnia ministerkę Pełczyńską od ministra Motyki, to podejście do jawności dokumentów. MRiT, dając w projekcie członkom spółdzielni i mieszkańcom zarządzanych przez spółdzielnie budynków prawo do wglądu do dokumentów i umów chce zapewnić większy wpływ na funkcjonowanie spółdzielni i kontrolę zarządów. MFiPR tego nie kwestionuje. Ministerstwo Energii proponuje zaś ograniczenie prawa wglądu do dokumentów, zgodnie z postulatami zarządzających spółdzielniami, którzy obawiają się, że ministerialna propozycja prowadzi do ujawnienia tajemnic handlowych spółdzielni, co może wyrządzić im więcej szkody niż pożytku.

Co na to spółdzielcy? Dla nich każda zmiana, która ułatwi im kontrolę działania spółdzielni jest pożądana.

ok. 3,5 mln

mieszkań mają w swoich zasobach spółdzielnie mieszkaniowe

– Propozycja, by fakultatywnie określać w statucie długość kadencji nic nie zmienia, bo dziś już też możemy to robić. Ograniczona liczba kadencji byłaby sensowniejsza, ale tak naprawdę chodzi nam o to, żeby członkowie spółdzielni mieli większą możliwość odwoływania członków zarządów, a przede wszystkim by była lepsza kontrola nad władzami. Dziś opiera się ona na związkach rewizyjnych i Krajową Radę Spółdzielczą, a to są byli prezesi spółdzielni. Dlatego kontrola w naszej ocenie jest iluzoryczna. Uważam, że ministerstwo powinno mieć tu większe uprawnienia – mówi Adam Rymski ze Stowarzyszenia Razem dla Targówka.

Zarządy spółdzielni na takie argumenty zawsze odpowiadają, że przykłady spółdzielni, w tym największej w Polsce Warszawskiej SM, pokazują że jeśli tylko członkowie spółdzielni naprawdę chcą zmian, to mogą zmienić zarząd. Muszą tylko przekonać do tego większość. 

Czytaj więcej:

Biznes Zarząd spółdzielni powinien mieć plan na sytuacje kryzysowe

Pro