Z tego artykułu dowiesz się:
- Na czym polega nowa strategia wyborcza PSL.
- Jakie scenariusze koalicyjne ludowcy biorą pod uwagę i czy powrót do formuły Trzeciej Drogi jest możliwy.
- Z jakimi zagrożeniami wiąże się plan partii i dlaczego historia poprzednich rządów jest dla niej przestrogą.
- W jaki sposób problemy wizerunkowe Koalicji Obywatelskiej wpływają na kalkulacje PSL dotyczące startu w wyborach.
Środa, 1 lipca. Dzień jak co dzień dla koalicji rządzącej. Nowa Lewica organizuje konferencję prasową, chwaląc się między innymi tym, że w przyszłym roku poszerzony będzie jeden z jej flagowych programów, czyli renta wdowia. Władysław Kosiniak-Kamysz spotyka się z prezydentem Karolem Nawrockim w sprawie wojsk amerykańskich w Polsce i ich stałej obecności, a Urszula Pasławska rozmawia z prezydentem na osobnym spotkaniu w sprawie ustawy o statusie osoby najbliższej – projektu kompromisowego PSL-u i Nowej Lewicy, który trafił już na biurko prezydenta. Karol Nawrocki zapowiedział, że go zawetuje, ale rozmawiać z prezydentem warto. Zwłaszcza w oczach centroprawicowego wyborcy. KO tkwi w wizerunkowym kryzysie wokół Szpitala Południowego i nowych wątków tej historii oraz dodatkowo po umorzeniu sprawy „dwóch wież”, a Polska 2050 zastanawia się, co dalej na tle rosnących napięć w samym klubie, które wylewają się też na forum publiczne.
Tymczasem ludowcy, jak wynika z naszych informacji, mają już własną strategię na 2027 r. Chcą stawiać na marki indywidualne, czyli tzw. personal branding poszczególnych ministrów i ważnych polityków czy polityczek – w tym oczywiście Kosiniaka-Kamysza, Miłosza Motyki czy Dariusza Klimczaka. Z PSL kojarzona jest też Magdalena Sobkowiak-Czarnecka, wiceminister w MON.
Beneficjenci programu SAFE w Polsce
Wizerunek wicepremiera i prezesa PSL Kosiniaka-Kamysza jest oczywiście kluczowy, ale w kampanii ma być on eksponowany na równi z innymi ministrami i ich osiągnięciami. W przypadku Kosiniaka-Kamysza to program SAFE oraz stała obecność wojsk amerykańskich w Polsce, jego dobre kontakty z Amerykanami, ale też z prezydentem Karolem Nawrockim. Jeśli chodzi o szefa resortu infrastruktury Dariusza Klimczaka, to m.in. postępująca budowa Portu Polska, czyli dawnego CPK. Miłosz Motyka, minister energetyki, był odpowiedzialny za pakiet CPN – zakończoną pod koniec czerwca interwencję na rynku paliw, która chociaż kosztowała miliardy, to zapobiegła potencjalnemu kryzysowi poparcia dla całej koalicji rządzącej.
Czytaj więcej
Afera wokół warszawskiego Szpitala Południowego wywołuje coraz poważniejsze napięcia wewnątrz ogólnopolskiej koalicji rządzącej. W „Porannej rozmow...
PSL liczy, że dzięki swojej strategii wejdzie do Sejmu startując samodzielnie
Wystarczy spojrzeć na kolejne komunikaty PSL w mediach społecznościowych. To najczęściej plansze z podobiznami ministrów, hasła dotyczące ich osiągnięć i programów, które się za nimi kryją. Na razie nie przekłada się to na poparcie PSL w sondażach, które od rozpadu Trzeciej Drogi spadło poniżej 5 proc. Ale ludowcy mają nadzieję, że nowa strategia ma doprowadzić do tego, że PSL wejdzie do Sejmu, startując samodzielnie. I przekonują, że nie ma powodu przejmować się sondażami, ponieważ zwykle przed wyborami były one dla PSL gorsze niż ostateczne wyniki.
Czy personal branding może być tu skuteczny? – Wskazane nazwiska dają na to szanse. Pytanie, czy wyborcy tak na to spojrzą. Nawet jeśli dany minister jest oceniany pozytywnie, nie będzie przecież na wszystkich listach we wszystkich okręgach – podkreśla dr Bartłomiej Machnik z UKSW, który zajmuje się m.in. personal brandingiem w polityce i biznesie. Jak dodaje strategia PSL, polegająca na budowie marek osobistych poszczególnych ministrów to sposób na zbudowanie nowego wizerunku i nadanie partii wyrazistości. Ale są i ryzyka.
– Granica między profesjonalnym budowaniem wizerunku a ośmieszeniem się jest bardzo cienka – zastrzega dr Machnik. Jako przykład podaje próby Władysława Kosiniaka-Kamysza, który przy okazji przylotu F-35 do Polski starał się upodobnić się do bohatera filmu „Top Gun", co skończyło się raczej satyrą. Albo przypadek Sobkowiak-Czarneckiej, która użyła sztucznej inteligencji, by podrasować zdjęcie z obchodów w Poznaniu. – To może na wizerunek wpłynąć raczej negatywnie. Budowanie własnej marki osobistej ma swoje potencjalne zagrożenia i trzeba o tym pamiętać - dodaje.
Ostatnio PSL osiągał sukcesy wyborcze dzięki wspólnym inicjatywom, a nie startując samodzielnie. W 2019 r. dostało się do Sejmu tworząc koalicję z Pawłem Kukizem, a w 2023 r. współtworzyło z Polską 2050 Trzecią Drogę, co utorowało obecnie rządzącej koalicji drogę do władzy. Trzecia Droga otrzymała 14 proc. głosów, będąc alternatywą dla osób, które miały dość rządów PiS, a nie chciały głosować na PO. Ale w obu tych przypadkach ludowcy byli wcześniej w opozycji, a nie u władzy. W 2015 r., po ośmiu latach rządów z Platformą, PSL ledwie dostało się do Sejmu, a sam Kosiniak-Kamysz z trudem zdobył mandat. Dziś znów ludowcy są w koalicji rządzącej, historia może się więc powtórzyć.
PSL najbliżej Bezpartyjnych Samorządowców. Czy możliwy jest powrót Trzeciej Drogi?
Z samych publicznych deklaracji PSL-u można wnosić, że do wyborów będzie szło samodzielnie, ale niekoniecznie samotnie. PSL szuka już teraz intensywnie sojuszników do kolejnego wyborczego tanga. Z naszych informacji wynika, że najbardziej prawdopodobna jest współpraca wyborcza z Bezpartyjnymi Samorządowcami z Dolnego Śląska, z którymi PSL rządzi w dolnośląskiej koalicji, gdzie marszałkiem województwa jest Paweł Gancarz. Bezpartyjni wystawili swój ogólnokrajowy komitet w 2023 r. i cieszą się opinią sprawnych organizatorów. Mogą być wartościowymi sojusznikami PSL-u – o czym na Dolnym Śląsku mówi się od dłuższego czasu.
Czytaj więcej
Program SAFE to dziś jeden z flagowych programów rządu. Ma on być nie tylko motorem rozwoju polskich możliwości obronnych. Wicepremier Władysław Ko...
Niewykluczony jest nawet powrót do koncepcji Trzeciej Drogi, która wydawała się projektem definitywnie zakończonym. Z sejmowych pogłosek wynika, że możliwy jest jednak sojusz PSL z Hołownią i jego grupą, a nie z całą Polską 2050. Sam Kosiniak-Kamysz niedawno dość ostro jak na niego stwierdził, że liderka Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz brzmi, jakby bliżej jej było do Partii Razem. Sam Hołownia w programie „Tłit WP” w środę 1 lipca sugerował, że sojusz z PSL może powrócić. – Uważam, że koncept „Trzeciej Drogi” ma sens – mówił Hołownia.
Co z hipotetyczną listą KO i PSL? Sytuację może zmienić afera Szpitala Południowego
Lider obozu rządzącego, Koalicja Obywatelska, znajduje się ostatnio w politycznej defensywie – ze względu na aferę w Warszawskim Szpitalu Południowym, a wcześniej odwołanie prezydenta Aleksandra Miszalskiego w Krakowie, drugim największym mieście rządzonym do tej pory przez KO. Bolesne wizerunkowe ciosy ugodziły partię, ale do tej pory nie przełożyły się na znaczący spadek w sondażach. Wszyscy w koalicji bardzo uważnie obserwują jednak sytuację ze Szpitalem Południowym. PSL – w przeciwieństwie do Nowej Lewicy czy Polski 2050 – nie kopie jednak leżącego. Kosiniak-Kamysz już wcześniej, przed wybuchem afery, lojalnie bronił z trybuny sejmowej ministra Marcina Kierwińskiego, przy okazji wniosku PiS o wotum nieufności. Ludowcy nie chcą palić za sobą żadnych mostów.
PSL chce zacząć przedwyborcze działania jeszcze zanim zdecyduje się na to KO. Donald Tusk w listopadzie 2025 r., na zamkniętym posiedzeniu klubu KO, miał mówić, że decyzje dotyczące formatu startu zapadną zapewne w 2027 r., na pół roku przed wyborami. Chwalił też PSL jako sprawdzonego sojusznika. Warto też odnotować, że w obecnej prekampanii na prezydenta Krakowa wspólnym kandydatem KO i PSL jest senator Monika Piątkowska. Nasi rozmówcy z Koalicji Obywatelskiej podkreślają, że partia Donalda Tuska nadal liczy na to, że w 2027 r. pójdzie do wyborów na wspólnych listach z PSL.
Czytaj więcej
Liderka Polski 2050 Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz uważa, że jej ugrupowanie ma w swoich szeregach bardzo dobrego kandydata do startu w wyborach prezy...
Z kolei politycy PSL, z którymi rozmawialiśmy, cały czas zapewniają, że o żadnym starcie z Koalicją Obywatelską nie ma mowy. Gdyby ludowcy mieli wejść na listy KO, to musieliby mieć co najmniej gwarancję samodzielnego klubu w Sejmie po wyborach. I tu wiele może zmienić właśnie afera w Warszawskim Szpitalu Południowym i jej wpływ na notowania KO. A to kluczowa dla PSL zmienna. Jeśli poparcie dla KO w sondażach mocno spadnie, to wspólny start może nie dawać ludowcom gwarancji zdobycia co najmniej 15 miejsc w Sejmie. A tyle potrzeba do założenia samodzielnego klubu.
W części koalicji rządzącej powszechna jest dziś opinia, że nawet jeśli afera szpitalna nie doprowadzi do nagłego załamania notowań KO, którego na razie nie widać, to i tak można się spodziewać ich powolnej erozji. A to z punktu widzenia kalkulacji budowy wspólnej listy jest to może nawet groźniejsze niż nagłe tąpnięcie. Zwłaszcza, że decyzje co do formatu startu zapadną dopiero wiosną przyszłego roku – i nikt w koalicji nie jest pewny, ile kolejnych problemów czy afer pojawi się do tego czasu.
Politycy Koalicji w rozmowach w sejmowych kuluarach sprawiają wrażenie przekonanych, że PSL mówiąc o samodzielnym starcie blefuje i nie podejmie tak dużego ryzyka. Podobnie politycy PiS, z którymi rozmawialiśmy, obstawiają, że ludowcy na wspólne listy z KO trafią.
To sprawia, że dziś PSL jest w sytuacji, w której musi jednocześnie wzmacniać wizerunek własnych polityków i pozycję w sondażach, ale jednocześnie do ostatniej chwili wprost nie zamknie drzwi do wyborczej koalicji z KO. Nawet jeśli jego politycy oficjalnie taki scenariusz absolutnie wykluczają. Nikt się im nie dziwi – los Nowoczesnej i Inicjatywy Polskiej, obecnie części KO, jest memento dla ludowców. I dla Nowej Lewicy. W polityce nigdy nie mówi się jednak „nigdy” i Władysław Kosiniak-Kamysz jako wytrawny polityk dobrze o tym wie.