Dobre prawo nie powstaje w próżni. Jeśli ustawodawca chce np. zmieniać zasady funkcjonowania tysięcy spółdzielni i życia milionów ich członków, powinien znać argumenty tych, których przepisy będą dotyczyć.
Lobbing w pracach nad ustawą o spółdzielniach?
Czym innym jest jednak wysłuchanie argumentów, a czym innym sytuacja, w której gotowe propozycje przepisów wraz z uzasadnieniem pojawiają się niemal w identycznym brzmieniu w dokumentach dwóch resortów. Wtedy pytanie „kto to napisał?” przestaje być złośliwością. Staje się pytaniem o przejrzystość procesu stanowienia prawa.
Czytaj więcej
Dwa resorty zgłosiły miejscami identyczne uwagi do przepisów mających wprowadzić kadencyjność zarządów spółdzielni mieszkaniowych. Ministerstwo roz...
Państwo ma prawo korzystać z wiedzy ekspertów. Nie ma nic złego w tym, że zainteresowane środowisko wskazuje, jak może działać konkretny przepis. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy granica między konsultowaniem prawa a jego pisaniem staje się niewidoczna.
W przypadku spółdzielni mieszkaniowych konflikt interesów jest szczególnie wyraźny. Z jednej strony są zarządy i ich organizacje, które bronią obecnego modelu zarządzania. Z drugiej – członkowie spółdzielni. W takim sporze państwo powinno być arbitrem. Arbiter powinien wysłuchać obu stron. Nie powinien pisać przepisów razem z jedną z nich.
Jeżeli w toku prac pojawiają się argumenty grupy, której reforma ma ograniczyć wpływy, powinny one zostać jawnie przedstawione i rozważone.
Dlatego najważniejsze pytanie nie brzmi nawet: kto napisał uwagi ministrów? Brzmi: czy obywatel może mieć pewność, że przepisy regulujące jego życie powstają w ministerstwach, czy w gabinetach tych, których interesy mają regulować?
Czytaj więcej:
Scenariusz działania na wypadek kryzysu ułatwi zarządzanie w krytycznym momencie, ale może też uchronić zarząd spółdzielni mieszkaniowej przed utra...
Pro
To pytanie wykracza daleko poza spółdzielnie mieszkaniowe. Dziś chodzi m.in. o kadencyjność zarządów. Jutro może chodzić o inne sfery naszego życia. Jeśli raz zaakceptujemy zasadę, że zainteresowana grupa dostarcza państwu niemal gotowe przepisy, trudno będzie ustalić, gdzie kończą się konsultacje, a zaczyna wpływanie na prawo.