Druga rocznica wejścia w życie ustawy o ochronie sygnalistów to dobra okazja, żeby zastanowić się, czy system zgłaszania informacji o naruszeniach prawa uzyskanych w kontekście związanym z pracą spełnia pokładane w nim nadzieje, a jeśli nie, to gdzie leżą problemy.
Wiemy już na pewno, że nie potwierdziły się obawy dotyczące spodziewanego zalewu zgłoszeń sygnalistów. Dotyczy to zarówno zgłoszeń wewnętrznych dokonywanych w miejscu pracy, jak i zgłoszeń zewnętrznych kierowanych do rzecznika praw obywatelskich i innych organów publicznych. Zgłoszeń dokonywanych specjalnymi kanałami uruchomionymi dla sygnalistów jest obecnie mniej niż zakładano. Opublikowany wiosną przez Instytut Spraw Obywatelskich raport mówi wręcz o „głuchej ciszy” ze strony sygnalistów.
Taki opis sytuacji dotyczącej zupełnie nowych przepisów wydaje się zbyt dramatyczny. Niewątpliwie jednak niewielka liczba zgłoszeń jest istotnym sygnałem dotyczącym przystępności przepisów ustawy o ochronie sygnalistów dla obywateli oraz stanu polskiej kultury dotyczącej jawności i reagowania na nieprawidłowości. Warto po raz kolejny podkreślić, że wbrew często podzielanej opinii brak zgłoszeń nie powinien być dla pracodawców i organów publicznych powodem do zadowolenia, ale raczej sygnałem alarmowym. Pokusa utożsamiania braku zgłoszeń z informacją o braku naruszeń jest oczywiście silna, ale w rzeczywistości świadczy to po prostu o braku zaufania pracowników i obywateli do systemu i jego niewydolności.
Czytaj więcej:
Przygotowanie nowej polityki antymobbingowej nie powinno być kłopotem dla podmiotów, które jak dotąd nie miały żadnej wewnętrznej procedury w tym z...
Pro
Praktyka dwóch ostatnich lat pokazuje, że wdrażana pod presją czasu i groźbą unijnych sankcji ustawa o ochronie sygnalistów w różnych obszarach może i powinna zostać usprawniona. Dotyczy to przykładowo katalogu przedmiotowego, który może być niezrozumiały dla sygnalistów oraz definicji organu publicznego właściwego do podjęcia działań następczych, która z kolei stwarza trudności samym instytucjom publicznym.
Sygnaliści. Sprawozdania organów publicznych wpływają do Biura RPO
Do rzecznika praw obywatelskich wpłynęło w tym roku 5285 sprawozdań od organów publicznych, ale tylko 339 z nich (ok. 6,4 proc.) wykazało przyjęcie choćby jednego zgłoszenia. Wydaje się, że duża część tych organów wdrożyła więc procedury zgłoszeń zewnętrznych „z ostrożności” i nie weryfikowała w ogóle swojej właściwości do podejmowania działań następczych w dziedzinach wskazanych w ustawie.
Problemem dla RPO i innych organów jest także fakt, że ustawa milczy na temat tego, jak powinny być załatwiane sprawy, które trafiają specjalnymi kanałami dla sygnalistów, ale nie spełniają kryteriów pozwalających na uznanie ich za zgłoszenia zewnętrzne. Należy pamiętać, że autorzy takich wniosków często kierują się przekonaniem, że przysługuje im ochrona przed działaniami odwetowymi. Automatyczne rozpoznanie tych wpływów jako skarg lub wniosków może więc generować problemy dotyczące chociażby ujawnienia danych takiej osoby i działania wbrew jej woli. Świadczy o tym chociażby kilka głośnych medialnie spraw, które obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 2 lat. Organy publiczne powinny wykazywać się proobywatelskim podejściem i w zrozumiały sposób tłumaczyć różnice pomiędzy potocznym rozumieniem pojęcia sygnalisty, a jego rzeczywistą prawną treścią.
Czytaj więcej:
Potrzeba wyjaśnienia zgłoszenia nie uzasadnia udostępniania całej jego treści każdej osobie zaangażowanej w sprawę.
Pro
Wreszcie ponownego przemyślenia wymaga przyjmowanie zgłoszeń anonimowych. Obecny stan, w którym poszczególne organy publiczne i pracodawcy mogą przyjąć odmienne regulacje w tym zakresie, nie jest przyjazny dla sygnalistów. W ocenie RPO w okresie budowania zaufania do nowych przepisów dopuszczanie zgłoszeń anonimowych byłoby rozwiązaniem korzystnym zarówno z punktu widzenia powszechności korzystania z mechanizmu sygnalizowania naruszeń, jak i z uwagi na zapewnienie ochrony sygnalistów przed działaniami odwetowymi. Dotychczasowe doświadczenia Rzecznika nie potwierdzają obaw dotyczących ogromnej ilości anonimów i ich niemerytorycznego charakteru.
Czekamy na ewaluację stosowania unijnej dyrektywy o sygnalistach
Istotniejszym wyzwaniem niż reforma samych przepisów jest jednak zapewnienie ich rzeczywistego stosowania. Podobna refleksja towarzyszy tegorocznej ewaluacji unijnej dyrektywy o sygnalistach przeprowadzanej przez Komisję Europejską, której efektów możemy spodziewać się pod koniec roku. W następnych latach należy więc oczekiwać nie tyle zmian treści dyrektywy, co działań zachęcających państwa członkowskie do pełniejszego wdrażania jej postanowień. Sama dyrektywa traktowana jest więc tutaj jako minimalny standard, który powinien być następnie rozwijany.
W podobny sposób powinniśmy myśleć o polskiej ustawie o ochronie sygnalistów. Wydaje się, że zbyt łatwo zapomniano, że stanowi ona kamień milowy i realizację wieloletnich postulatów organizacji zajmujących się tematyką praw człowieka. Stworzenie podstaw prawnych dla whistleblowingu jest niewątpliwym sukcesem. Warto, żeby organizacje te powiedziały teraz „sprawdzam” i aktywnie przyglądały się funkcjonowaniu polskiego systemu whistleblowingu. Samo wprowadzenie do powszechnej świadomości terminu „sygnalista” już wpływa na zmianę postrzegania osób zgłaszających nieprawidłowości.
Ustawa o ochronie sygnalistów nie jest bezzębna, ale ma luki
Wdrożenie nowych procedur to jednak oczywiście za mało. Konieczna jest edukacja i budowanie zaufania. Szczególnie w interesie pracodawców powinno leżeć podejmowanie działań upowszechniających wiedzę o stworzonych kanałach dokonywania zgłoszeń wewnętrznych i zachęcających do efektywnego ich wykorzystywania. Duże podmioty gospodarcze od lat wiedzą, że to w ich interesie leży pozyskanie informacji, którą dysponują sygnaliści. Umożliwia to bowiem rozwiązywanie problemów bez konieczności ponoszenia szkód wizerunkowych. Czas, żeby zrozumieli to również mali i średni przedsiębiorcy.
ggł
Organy publiczne z kolei powinny dużą wagę przywiązywać do rzeczywistej skuteczności przepisów dotyczących ochrony przed działaniami odwetowymi. Bo to obawa przed nimi wciąż jest podstawowym czynnikiem zniechęcającym potencjalnych sygnalistów. Ustawa o ochronie sygnalistów nie jest bezzębna w tym zakresie. Oprócz odwrócenia ciężaru dowodu w sprawach dotyczących działań odwetowych, przewiduje przecież odpowiedzialność karną za podejmowanie takich działań i niewdrożenie procedury zgłoszeń wewnętrznych. To rolą sądów i organów ścigania jest więc czynienie użytku z tych przepisów.
Przepisy o ochronie sygnalistów nie istnieją w próżni. Nie będzie możliwe zapewnienie ich pełnej realizacji bez debaty publicznej opartej na zaufaniu i wspierającej kulturę jawności. Sygnaliści oprócz poczucia słuszności swoich działań potrzebują również zwykłego ludzkiego wsparcia. Polaryzacja dyskursu, ostracyzm wśród współpracowników, brutalność komentarzy w mediach społecznościowych i tworzenie treści prasowych nastawionych na generowanie negatywnych emocji pod dyktat algorytmów potrafią ich zniechęcać równie skutecznie, co wizja negatywnych konsekwencji w miejscu pracy. Brak wzajemnego szacunku w miejscu pracy i w sieci nie sprzyja dbaniu o interes publiczny. Za współtworzenie społeczeństwa, w którym wskazywanie na nieprawidłowości i odwaga cywilna są doceniane, odpowiedzialny jest więc każdy z nas.