Waldemar Żurek to ma pecha. Gdyby rozwiązania, które zapisano w skierowanym na początku września do Sejmu projekcie dotyczącym sędziów seniorów już obowiązywały, przypadek dyrektora z Ministerstwa Sprawiedliwości nie ujrzałby pewnie światła dziennego. Nowe przepisy mają usunąć obowiązek występowania o zgodę Krajowej Rady Sądownictwa przez sędziów, którzy po osiągnięciu wieku emerytalnego mogą i chcą dalej pracować. Póki co KRS jest jednak w cały proces zaangażowana i korzystając ze swoich kompetencji właśnie wyraziła zgodę na dalsze orzekanie sędziego Piotra Raczkowskiego. A w zasadzie na dalsze nieorzekanie, bo Raczkowski od 2025 r. jest delegowany do resortu sprawiedliwości, gdzie zajmuje jeden z dyrektorskich stołków. Za stołem sędziowskim nie siedział od miesięcy.
Czytaj więcej
Zgodę na orzekanie po ukończeniu 65. roku życia uzyskał sędzia delegowany do Ministerstwa Sprawiedliwości. Do orzekania ma on wrócić dopiero od sty...
Dlaczego Rada (niejednomyślnie, zaznaczę) wbrew przedłożonej opinii prawnej podjęła decyzję, przez którą macierzysty sąd Raczkowskiego ma zablokowany etat orzeczniczy, nie wspominając o konieczności ponoszenia kosztów delegacji? Na pewno fakt, że Raczkowski w przeszłości był wiceszefem KRS i część obecnego składu Rady to jego starzy druhowie z bojów o praworządność, nie miał znaczenia, ale lepsze uzasadnienie chwilowo nie przychodzi mi do głowy.
Awans zza biurka. Po dwóch latach w Ministerstwie Sprawiedliwości sędzia Marta Kożuchowska-Warywoda została delegowana do sądu okręgowego
Zwłaszcza że rysuje się tu pewien trend. Oto inna dyrektor w Ministerstwie Sprawiedliwości i zarazem jedna z twarzy walczącego o praworządność stowarzyszenia Iustitia, sędzia Marta Kożuchowska-Warywoda, po ponad dwóch latach delegacji do MS postanowiła wrócić do sądu. Ale już nie do rejonowego, z którym była związana przed dyrektorską karierą. Nieorzekanie przez długi czas najwyraźniej przekonało ministra Żurka, że warto przerzucić sędzię szczebel wyżej, do okręgu. Gdzie i tak się nie napracuje, bo właśnie awansowała na wicedyrektora Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (dla niewtajemniczonych: to kuźnia kadr wymiaru sprawiedliwości), a sędziowie zasiadający w kierownictwie KSSiP z zasady mają ograniczone do śladowych ilości obowiązki w sądzie.
Awanse sędziów zza biurka, powszechne w czasach, gdy wymiarem sprawiedliwości trząsł Zbigniew Ziobro, były piętnowane przez walczące o praworządność i uzdrowienie sądownictwa stowarzyszenia sędziowskie. No ale to byli „oni”. A teraz? Teraz k… my.