Sąd Okręgowy w Warszawie wydawał list żelazny dla Marcina Romanowskiego. To porażka prokuratury, która nie zgadzała się na to, by były wiceminister sprawiedliwości oskarżony m.in. o ustawianie konkursów na dofinansowanie z Funduszu Sprawiedliwości, odpowiadał z wolnej stopy. Zdarza się. Postanowienie jest nieprawomocne, można wnieść zażalenie i zobaczyć, jakie będzie ostateczne rozstrzygnięcie.

Ale nie. Minister sprawiedliwości – prokurator generalny (którym jest, zaznaczmy, Waldemar Żurek, a nie Zbigniew Ziobro) postanowił przy okazji informacji o wniesieniu środka zaskarżenia, publicznie zbesztać w social mediach sędziego za wydane postanowienie.

Czytaj więcej

Minister Żurek o liście żelaznym dla Romanowskiego. Zapowiada „porządek z tzw. neosędziami”

Wydał list żelazny dla Marcina Romanowskiego. Żurek o sędzim Mielcarku

Żurek podkreślił przy tym, że Konrad Mielcarek to neosędzia. „Awansowany do Sądu Okręgowego przez upolitycznioną neo-KRS. Komisarz wyborczy z nadania ekipy Ziobry. Sygnatariusz list poparcia do neo-KRS dla Stanisława Zduna – jednego z przedstawicieli tamtego układu zamkniętego. Człowiek, którego orzeczenia Sąd Apelacyjny w Warszawie musiał już uchylać z powodu wadliwości powołania i braku niezależności sądu”.

Waldemar Żurek stwierdził też, że „szczytem hipokryzji” było pominięcie „ziobrowego” przepisu (art. 281 § 2 k.p.k.), który zakazuje sądowi wydania listu żelaznego, jeśli sprzeciwi się temu prokurator i „zasłanianie się konstytucją, którą przez lata deptano!” – grzmi Waldemar Żurek.

Na miejscu prokuratora generalnego nie szafowałbym jednak tak z oskarżeniami o hipokryzję na prawo i lewo w sytuacji, gdy sam krytykował ostro Zbigniewa Ziobrę za atakowanie sędziów z powodu wydanych przez nich orzeczeń. To samo ze stosowaniem rozproszonej kontroli konstytucyjności, która jest dobra, jak stosują ją nasi, ale staje się niedopuszczalna, jak po ten instrument sięgają oponenci. Wreszcie, czyż nie hipokryzją jest ochocze stosowanie „ziobrowego” przepisu, który był przedmiotem ogromnej krytyki, i który jeszcze niedawno obecna władza chciała usunąć (ostał się na skutek weta prezydenta)? To nie sędzia Mielcarek wymyślił, że art. 281 § 2 k.p.k. można pominąć, bo pierwsze takie – słuszne zresztą – orzeczenie, które zapoczątkowało schizmę w orzecznictwie, wydał sędzia Sławomir Steinborn. Nie dość, że legalny sędzia, to jeszcze członek Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego działającej przy ministrze sprawiedliwości.

W jednym Waldemar Żurek ma rację: „Gdy te same przepisy uderzają w obywateli – mają działać bezlitośnie. Gdy uderzają w partyjnego kolegę – nominat tamtej władzy wyrzuca ustawę do kosza”.

Tyle tylko, że ta zasada działa po obydwu stronach barykady. No proszę. A mówią, że środowisko sędziowskie jest tak podzielone, że już nic zwaśnionych stron nie łączy.

Czytaj więcej

Burza po decyzji ws. Romanowskiego. „Kuriozalne orzeczenie”