Reklama

„Resident Evil” inny niż wiele adaptacji filmowych gier. Recenzja filmu

Cregger nie kopiuje gry. Rozumie, co sprawia, że chcemy w nią grać – i właśnie to przenosi na ekran.
„Resident Evil” inny niż wiele adaptacji filmowych gier. Recenzja filmu

Foto: materiały prasowe

Gry rzadko mają szczęście do filmowych adaptacji. Zazwyczaj na ekran trafiają ich najbardziej powierzchowne elementy: fabuła, bohaterowie i widowiskowe starcia. Znacznie trudniej przenieść na język kina to, co sprawia, że granie w ogóle daje nam przyjemność. Dlatego większość ekranizacji gier kończy jako produkcje o wątpliwej wartości artystycznej, niekiedy nawet zbyt złe, by mogły stać się „guilty pleasure”.

Nie inaczej było z filmami opartymi na „Resident Evil”. Seria z Millą Jovovich wprawdzie zdobyła wierne grono fanów, którym odpowiadał jej specyficzny miks horroru, kina akcji i science fiction, ale trudno uznać ją za udaną próbę przeniesienia na ekran atmosfery pierwowzoru. Nic więc dziwnego, że zapowiedź kolejnego filmu budziła raczej sceptycyzm niż entuzjazm. Tym razem jednak za kamerą stanął Zach Cregger, który w „Barbarzyńcach” i „Zniknięciach” udowodnił, że potrafi łączyć grozę z czarnym humorem i nieoczywistymi rozwiązaniami fabularnymi. W nowym „Resident Evil” Cregger opowiada historię Bryana, kuriera medycznego, który podejmuje się dostarczenia przesyłki do szpitala w Raccoon City. Nie wie, że awaria w laboratorium Umbrelli uwolniła wirusa zamieniającego ludzi w krwiożercze potwory. A jako że jest zwykłym kolesiem, bez żadnych specjalnych umiejętności, będzie i straszno, i śmiesznie. Jednak siła tego obrazu nie tkwi wyłącznie w tym, że Cregger ponownie wykorzystuje rozwiązania, które znamy z jego wcześniejszych filmów.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama