Co pan pomyślał, gdy od Macieja Kawalskiego dostał pan propozycję zagrania Wokulskiego w nowej ekranizacji „Lalki”?

Najpierw poczułem lęk, bałem się oczekiwań. Wszyscy czytali książkę, wiele osób widziało film Wojciecha Hasa, a potem serial Ryszarda Bera, każdy ma swój obraz Wokulskiego. Zrozumiałem, że to ogromna odpowiedzialność. Miałem zagrać postać, w którą kiedyś wcielali się Mariusz Dmochowski, Jerzy Kamas. Wiele osób też pytało: „Po co ekranizować „Lalkę” jeszcze raz?”. Ale pomyślałem: „Kiedy, jak nie teraz? Następna „Lalka” za 50 lat.” Dziś mam nadzieję, że nasz film spełni oczekiwania widzów i obudzi w nich emocje.

Reklama
Reklama

Zrozumiałem, że to ogromna odpowiedzialność. Miałem zagrać postać, w którą kiedyś wcielali się Mariusz Dmochowski, Jerzy Kamas 

Marcin Dorociński

Jak zapamiętał pan „Lalkę” jako lekturę z czasów szkolnych? I tego bohatera zawieszonego gdzieś między romantyzmem i pozytywizmem?

Ja wtedy jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałem. Myślę, że większe wrażenie robiły na mnie pamiętniki Rzeckiego czy wspomnienia z wojny niż ambicje, romantyczne porywy i miłosne starania Wokulskiego. Gdy dostałem propozycję zagrania Stasia, przeczytałem scenariusz Macieja Kawalskiego i na nowo powieść Prusa. I pomyślałem, że dopiero dzisiaj wiem, z czym ten człowiek się borykał. Ja sam w czasie premiery w Teatrze Wielkim czułem się trochę jak Wokulski. Nawet nie wiem, jak to opisać.

Byłem stremowany, zaskoczony. Z jednej strony bardzo szczęśliwy, bo rola Wokulskiego jest ukoronowaniem wielu lat mojej ciężkiej pracy, a z drugiej – ja nigdy aż o tyle nie prosiłem. Czułem się całym tym splendorem i zainteresowaniem przytłoczony. Bardzo wszystko przeżywałem. Dlatego mam wrażenie, że w Wokulskim jest 100 proc. mnie. I we mnie jest 100 proc. Wokulskiego. Bardzo go rozumiem. Te jego ambicje, to jego zapatrzenie czy wręcz szaleństwo w sferze uczuciowej.

Będzie pan Wokulskim dla innego pokolenia. Zwracacie się do innej widowni niż kiedyś Wojciech Has. Współcześni młodzi ludzie czytają „Lalkę”, bo jest obowiązkową szkolną lekturą, ale na co dzień żyją w Internecie i niewykluczone, że pisząc o niej wypracowania korzystają ze sztucznej inteligencji.

No, właśnie jestem bardzo ciekawy, jak odbiorą nasz film młodzi ludzie. Jak moja córka, mój syn. Chciałem im wiele przez postać Wokulskiego przekazać. On jest pracowity, przyjacielski, bezinteresownie pomaga innym. No i jest na zabój zakochany. Życzę moim dzieciom i wszystkim ich rówieśnikom, żeby przeżyli wielką miłość i poznali smak prawdziwej przyjaźni. Żeby ktoś spojrzał na nich tak, jak Marek Kondrat jako Rzecki patrzy na mnie w tym filmie. I akceptuje moje decyzje, choć się z nimi nie zgadza. Przyjaciel może ci powiedzieć wszystko, a ty nie możesz się na niego obrazić. To właśnie chciałbym młodym ludziom powiedzieć. I jeszcze to, że czasami jesteśmy zaślepieni i źle lokujemy swoje uczucia, nie dostrzegając obok czegoś pięknego, co mogłoby nasze życie wzbogacić. Ale każdy musi zdobyć własne doświadczenia. Jednak wie Pani co? Jestem równie ciekawy zdania osiemnastolatków, co osób starszych. Tego, co powie moja osiemdziesięcioczteroletnia mama, bo w jej sercu na pewno jest Jerzy Kamas i serial, który oglądała przed laty.

Jestem bardzo ciekawy, jak odbiorą nasz film młodzi ludzie. Jak moja córka, mój syn. Chciałem im wiele przez postać Wokulskiego przekazać. On jest pracowity, przyjacielski, bezinteresownie pomaga innym. No i jest na zabój zakochany. Życzę moim dzieciom i wszystkim ich rówieśnikom, żeby przeżyli wielką miłość i poznali smak prawdziwej przyjaźni.

Marcin Dorociński

A pan wrócił przed zdjęciami do „Lalki” Hasa i serialu Bera z końca lat 70. XX wieku?

Nie. Obejrzałem je zaraz po zakończeniu zdjęć. Zaczęliśmy kręcić 20 lipca 2025 r., wtedy padł pierwszy klaps w Pałacyku Sobańskich przy Alejach Ujazdowskich. Ostatnie ujęcia zrobiliśmy w Łodzi 20 grudnia. A w czasie Świąt telewizja emitowała i serial Bera i film Hasa. Teraz zaś obejrzałem jeszcze na Netfliksie „Lalkę” Pawła Maślony. Bardzo mi się podobała.

Czytaj więcej

Maciej Kawalski. Reżyser z dyplomem lekarza

Miło, że pan tak mówi o konkurencji.

Zadzwoniłem od razu do Pawła. I do Tomka Schuchardta. Miałem nawet taki pomysł, żebyśmy razem z Tomkiem udzielali wywiadów. Żebyśmy mogli mówić o dwóch spojrzeniach na Wokulskiego. Bo fajne jest to, że dyskutujemy o książce, która przetrwała już kawał historii.

Gra pan dziś w filmach zagranicznych i w wielkich hollywoodzkich przebojach. Ale wraca pan wciąż do produkcji polskich. Co daje aktorowi wejście na planie w świat, który dobrze zna, w tradycję, którą wyniósł z domu?

Teraz zaś obejrzałem jeszcze na Netfliksie „Lalkę” Pawła Maślony. Bardzo mi się to podobała.

Marcin Dorociński

Byłem na początku września w Nowym Jorku na premierze „Mayday” i to było wielkie przeżycie. Zagrałem w dwóch obcych językach i jestem z tego bardzo dumny. Po premierze udzielałem wywiadów po angielsku. Ale ja zagraniczne przygody traktuję jak wspaniały, superdodatek. Jestem patriotą. Będąc za granicą reprezentuję swój kraj najlepiej, jak potrafię. Jednak moje miejsce jest tutaj. Tu czuję się potrzebny.

Więc nie przeprowadzi się pan z Warszawy do Los Angeles?

Pomidor.