Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Embriologii zapytało kliniki, które są realizatorami rządowego programu wsparcia in vitro, o poziom wyczerpania środków na ten rok i zapotrzebowanie pacjentów na udział w programie. Wśród 24 podmiotów, które wypełniły ankietę, wszystkie odpowiedziały, że pieniądze na realizację programu w 2026 r. już się wyczerpały. Wszystkich realizatorów programu jest 58.

Tegoroczny budżet na in vitro to 600 mln zł. – Na podstawie odpowiedzi świadczeniodawców oszacowano, że w 2026 r. około 8,6 tys. par może nie zostać włączonych do programu, a dodatkowa potrzeba finansowa może wynosić około 264,3 mln zł – przekazał „Rzeczpospolitej” prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, lekarz w Klinice Płodności TFP Fertility Vitrolive w Szczecinie.

– Wpływa do nas coraz więcej wiadomości od pacjentów, którzy pytają, dlaczego muszą czekać na leczenie – przyznaje Marta Górna ze Stowarzyszenia na Rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”. Jak uzupełnia, pierwsze sygnały o wyczerpywaniu się budżetu pojawiły się na początku wakacji, a problem nasilił się na przełomie sierpnia i września.

Czytaj więcej

Czy doszło do wyłudzenia środków na in vitro? Prokuratura bada jedną z klinik

Kwestia wysokości finansowania to jednak nie największa bolączka flagowego programu obecnej ekipy rządzącej. Problemem są ustawienia fabryczne. – Jedyne, co można zrobić przy obecnej konstrukcji programu, żeby z leczenia skorzystało więcej par, to dosypać kolejne pieniądze – wskazuje jeden z rozmówców „Rz”.

Dlaczego zabrakło pieniędzy na in vitro?

– Na wyczerpaniu tegorocznej puli środków cierpią przede wszystkim pary niezakwalifikowane jeszcze do programu. Po zgłoszeniu się do kliniki dowiadują się o braku funduszy i konieczności czekania na kolejną pulę środków najprawdopodobniej do przyszłego roku – mówi Marta Górna. Do Stowarzyszenia „Nasz Bocian” piszą jednak również pary w trakcie leczenia, które usłyszały w klinice, że jego kontynuacja stoi pod znakiem zapytania, bo pieniądze się skończyły. A to jest już niezgodne z prawem, bo realizator ma obowiązek kontynuować leczenie do trzech miesięcy od zakończenia poprzedniego etapu i zabezpieczyć na ten cel odpowiednie środki.

Brak pieniędzy szczególnie dotkliwy dla par, u których czas gra kluczową rolę, np. w przypadku kobiet w zaawansowanym wieku rozrodczym lub zbliżających się do górnej granicy wieku kwalifikacji do programu z użyciem własnych komórek jajowych. To 42 lata.

Pieniędzy na in vitro też zabrakło w ubiegłym roku. – Ta sytuacja ma bezpośrednie konsekwencje, jeżeli chodzi o liczbę dzieci, które urodziły się w ramach programu. Przerwa w kwalifikowaniu pacjentek z powodu wyczerpania środków we wrześniu ubiegłego roku poskutkowała widocznym spadkiem liczby urodzeń dzieci dziewięć miesięcy później – uważa prof. Kurzawa. Jak wynika z danych, w czerwcu w ramach rządowego in vitro urodziło się 781 dzieci. Średnia w maju i kwietniu wyniosła 1012 urodzeń, szczyt przypadł zaś na grudzień 2025 r., kiedy odnotowano 1430 urodzeń. W Ministerstwie Zdrowia dominuje jednak przekonanie, że to zbyt proste wytłumaczenie. – Największy boom, jeżeli chodzi o zainteresowanie programem już za nami i zaczyna to być widoczne w liczbie urodzeń – wskazuje nasz rozmówca w resorcie.

Liczba urodzeń w ramach rządowego programu wsparcia in vitro

Liczba urodzeń w ramach rządowego programu wsparcia in vitro

Foto: Radosław Ditrich

Inny kłopot dotyczy par, które po narodzinach dziecka w ramach rządowego in vitro wracają do programu, by urodzić kolejne dziecko. Jak tłumaczy Górna, teoretycznie taki powrót powinien być możliwy, jeśli para nie wyczerpała limitu sześciu procedur in vitro lub posiada zamrożone zarodki z wcześniejszego cyklu. – Pacjenci zgłaszający gotowość np. do transferu kolejnego zarodka dowiadują się jednak, że muszą ponownie ustawić się w kolejce. W tej kwestii potrzebujemy interpretacji resortu – mówi.

Zapytaliśmy Ministerstwo Zdrowia o tegoroczne finansowanie in vitro. Z odpowiedzi resortu wynika, że w 2026 r. z klinikami, które realizują program, zawarto aneksy do umów na łączną kwotę 509 mln zł. MZ zabezpieczyło też 8,4 mln zł dla podmiotów włączonych do realizacji programu w konkursie uzupełniającym. Ten został rozstrzygnięty 16 września. Co z resztą tegorocznego budżetu na leczenie niepłodności? „Pozostała kwota, tj. 82 705 637,84 zł, pozostająca w dyspozycji ministra zdrowia w ramach Programu, została podzielona pomiędzy 58 realizatorów z zachowaniem zasady proporcjonalności (…). Realizatorzy zostali poinformowani o możliwości pozyskania dodatkowych środków odrębnym pismem” – wskazuje MZ.

Powstanie centralny rejestr in vitro

– Właściwe rozłożenie wydatkowania środków w ciągu roku to odpowiedzialność realizatorów programu, bo to oni kwalifikują pary do leczenia i z góry wiedzą, jaką pulą pieniędzy dysponują – słyszymy w MZ. Zdaniem Marty Górnej brak pieniędzy na kwalifikację nowych par nie jest jednak winą złego gospodarowania środkami przez kliniki, lecz wynika z wadliwej konstrukcji systemu dystrybucji funduszy. – Potwierdzeniem jest fakt, że w niektórych klinikach pieniądze skończyły się już dwa miesiące temu, a w innych pula wyczerpuje się dopiero teraz. Optymalnym rozwiązaniem byłaby dystrybucja środków „za pacjentem”, umożliwiająca wybór ośrodka ze względu na zaufanie do lekarza, bliskość czy wcześniejszą diagnozę, a nie ze względu na niewyczerpany limit środków – wskazuje.

Zdaniem prof. Kurzawy pomocnym narzędziem w planowaniu wydatków w ochronie zdrowia są rejestry medyczne. – Brak takiego rejestru w przypadku programu wsparcia in vitro stanowi główną przeszkodę we właściwym monitorowaniu jakości leczenia, jego skuteczności, dostępności oraz prawidłowości wydatkowania środków publicznych – zauważa. Z informacji uzyskanych przez „Rzeczpospolitą” w Ministerstwie Zdrowia wynika, że resort pracuje nad uruchomieniem takiego rejestru w przypadku in vitro. Mowa o centralnym rejestrze pacjentów i świadczeń realizowanych w programie in vitro. Jak słyszymy, projekt przepisów w tej sprawie ma ujrzeć światło dzienne jeszcze w październiku. W planach są narzędzia kontroli i sankcje za sprawozdawanie nieprawdy. Obecnie cały system opiera się wyłącznie na deklaracjach pacjentów i ośrodków. Te w praktyce nie podlegają zaś weryfikacji. 

Leczenie niepłodności metodą in vitro

Leczenie niepłodności metodą in vitro

Foto: PAP

Z jednej strony realizatorzy programu wsparcia in vitro nie posiadają cyfrowego narzędzia weryfikacji analogicznego do systemu eWUŚ, który pokazuje, czy pacjent ma prawo do świadczenia finansowanego ze środków publicznych. W efekcie pary, które chcą zakwalifikować się do programu, mogą blokować miejsca w kolejce w kilku klinikach jednocześnie lub obchodzić ustalone limity procedur i refundowanych leków, zatajając wcześniejszą historię leczenia. – Chodzi o sytuację, w której para wyczerpała limit sześciu procedur wspomaganego rozrodu w jednej klinice, a następnie zgłasza się do innej kliniki, gdzie ponownie zostaje zakwalifikowana do programu – wyjaśnia prof. Kurzawa.

Z drugiej strony rozliczenia z Ministerstwem Zdrowia opierają się na danych deklarowanych przez realizatorów programu. – Przecież to są liczby, a jak zweryfikować, czy one odpowiadają rzeczywistości, jeśli nie ma centralnego rejestru? Wiemy, jaka jest deklarowana liczba ciąż klinicznych z in vitro i znamy dobrze liczbę narodzonych dzieci, ale nie mamy potwierdzonych danych na temat innych istotnych parametrów mówiących o bezpieczeństwie i jakości leczenia. Bez tego wyciąganie wniosków na temat tego, dlaczego pieniądze na realizację programu kończą się w III kwartale roku, jest obarczone dużym ryzykiem – uważa prof. Kurzawa.

Czytaj więcej

Kolejna afera w Szpitalu Południowym. Pacjentce podano zarodek innej pary

W tej sytuacji wyczerpanie środków w konkretnej klinice może wynikać zarówno ze słabej skuteczności leczenia i ciągłego powtarzania procedur u tej samej grupy pacjentów, jak i z bardzo wysokiej skuteczności, która przekłada się na dużą popularność danej kliniki wśród nowych pacjentów. Z kolei niewykorzystanie budżetu przez mniejszy ośrodek może świadczyć o wysokiej skuteczności leczenia w stosunku do liczby par, które chcą skorzystać z programu w regionach o mniejszej liczbie pacjentów – tłumaczy lekarz. Jak ustaliliśmy, w ubiegłym roku całego budżetu nie wykorzystał tylko jeden podmiot realizujący program wsparcia in vitro. Chodzi o Warszawskie Centrum Leczenia Niepłodności należące do Szpitala Południowego w Warszawie. W ten sposób miało przepaść ok. 1 mln zł, z którego mogły skorzystać pary starające się o dziecko. Pieniądze, których realizator programu nie wydał, nie przechodzą do jego puli na kolejny rok.

Według stanu na 31 sierpnia 2026 r., w ramach rządowego programu wsparcia in vitro przyszło na świat łącznie 17 474 dzieci. W 2025 r. było ich 9252. To 4 proc. wszystkich dzieci, które urodziły się w Polsce w ubiegłym roku.