Korespondencja z Nowego Jorku
W 1924 r., pod wpływem obaw związanych z przestępczością, zmianami demograficznymi i stratami gospodarczymi, amerykański Kongres wprowadził limity, które ograniczyły imigrację z południowej Europy, w tym z Włoch, a także z Polski i Rosji. W praktyce niemal całkowicie zamknął również możliwość imigracji z Azji i ustanowił roczny limit 150 tysięcy imigrantów mogących wjechać do kraju.
– W podejściu administracji Trumpa do imigracji wyraźnie pobrzmiewają echa lat 20. XX wieku – zauważa w wywiadzie dla „New York Timesa” Julia Gelatt z Migration Policy Institute, bezpartyjnego ośrodka analitycznego. Różnica polega jednak na tym, że prezydent Trump zaostrza politykę wobec obcokrajowców w dużej mierze, opierając się na własnych uprawnieniach, a nie na mocy Kongresu. Za pomocą działań administracyjnych Trump zakazał ubiegania się o azyl na południowej granicy, na podstawie którego wcześniej granicę Stanów Zjednoczonych przekraczały tysiące imigrantów uciekających z krajów Ameryki Południowej pogrążonych w trudnych warunkach gospodarczo-społecznych. Zlikwidował ochronę przed deportacją dla osób pochodzących z krajów dotkniętych klęskami żywiołowymi i wojnami. Wstrzymał przyjmowanie uchodźców, z wyjątkiem grupy składającej się głównie z białych mieszkańców Republiki Południowej Afryki. Ograniczył i zawiesił wydawanie wiz imigracyjnych, co w praktyce niemal całkowicie wstrzymało długoterminową imigrację z części Bliskiego Wschodu i Afryki.
Czytaj więcej
Skrupulatne pytania urzędników, szczegółowe kontrole bagażu, a czasem nawet odmowa wjazdu – tak może wyglądać próba legalnego przekroczenia granicy...
Podjął również próbę ograniczenia dostępu do zielonych kart osobom, które potrzebują świadczeń publicznych. Innym utrudnieniem dla obcokrajowców ubiegających się o zalegalizowanie stałego pobytu jest przepis, który tylko w drodze wyjątku pozwala ubiegać się o stały pobyt z terenu USA. Normalnie procedurę tę nakazuje przechodzić w kraju pochodzenia.
Polityka migracyjna Trumpa. Kto nie wjedzie do Stanów Zjednoczonych?
Posiadacze zielonych kart oraz różnego rodzaju wiz są pod lupą służb imigracyjnych. Na początku sierpnia Departament Stanu poinformował, że za administracji prezydenta Donalda Trumpa cofnięto już ponad 175 tysięcy wiz wydanych cudzoziemcom, argumentując, że dotyczyły one osób, które „naruszyły warunki swoich wiz, popełniły przestępstwa, nawoływały do przemocy wobec obywateli USA, oszukiwały Amerykanów, nadużywały naszego systemu imigracyjnego lub stanowiły zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”.
Jednocześnie deportowane zostały setki tysięcy nieudokumentowanych imigrantów, a innym oferowano pieniądze za dobrowolny wyjazd z kraju, grożąc im – jeśli zdecydują się pozostać – deportacją do niebezpiecznych państw trzecich.
Od wiosny administracja rozpatruje po 150 przypadków miesięcznie z każdego z setek dystryktów imigracyjnych w całym kraju, dotyczących imigrantów, którym potencjalnie można odebrać obywatelstwo, dopatrując się w ich wnioskach o obywatelstwo nieścisłości albo oszustw.
Czytaj więcej
Administracja Donalda Trumpa temu zaprzecza, ale eksperci i media donoszą, że wojna z Iranem uszczupliła amerykańskie zapasy uzbrojenia do niepokoj...
Jako kandydat Donald Trump obiecywał uszczelnić granicę i usunąć z kraju nielegalnych imigrantów. Ostrą retoryką antyimigracyjną, w ramach której przedstawiał imigrantów jako przestępców, zjednał sobie konserwatywnych Amerykanów w pierwszej kampanii wyborczej. Tłumaczył, że chce się koncentrować na zatrzymywaniu i deportowaniu nielegalnych imigrantów, którzy popełnili przestępstwa, zabezpieczaniu granicy przed osobami próbującymi przekroczyć ją nielegalnie oraz stawianiu Amerykanów na pierwszym miejscu we wszystkich naszych działaniach. W ostatnim czasie – podobnie jak ruch antyimigracyjny w latach 20. XX wieku – administracja zaczęła argumentować, że kultura i gospodarka kraju są niszczone przez nieograniczoną legalną imigrację z niektórych części świata. Przekaz ten wyraźnie widać w hasłach używanych przez administrację Trumpa, między innymi: „Importujesz Trzeci Świat – sam stajesz się Trzecim Światem”. Wyjaśniając, dlaczego administracja zezwoliła na przyjazd w charakterze uchodźców wyłącznie grupie białych mieszkańców Republiki Południowej Afryki, sekretarz stanu Marco Rubio wskazywał właśnie na ich zdolność do asymilacji w amerykańskim społeczeństwie.
Obywatelstwo amerykańskie nie dla każdego. Obietnice wyborcze Donalda Trumpa
W ramach realizacji obietnicy wyborczej w drugiej kadencji Donald Trump wydał dekret zakazujący przyznawania obywatelstwa z tytułu urodzenia dzieciom nieudokumentowanych imigrantów oraz dzieciom obcokrajowców przebywających w USA na podstawie wiz. Sąd Najwyższy utrzymał w mocy zasadę obywatelstwa z tytułu urodzenia, zgodnie z którą, według Konstytucji, obywatelstwo przysługuje każdej osobie urodzonej w Stanach Zjednoczonych, a przedstawiciele administracji Trumpa wykorzystali tę okazję do krytyki niektórych kultur.
– Mamy ludzi z całego świata, z krajów Trzeciego Świata – krajów, które same nigdy nie wynalazłyby nawet koła, nie mówiąc już o nowoczesnych technologiach, medycynie czy transporcie lotniczym. A oni mogą po prostu przyjechać do naszego kraju, urodzić dziecko w szpitalu – za co płacimy ty i ja – a to dziecko automatycznie zostaje obywatelem – powiedział Stephen Miller, doradca Białego Domu, który w dużej mierze kształtuje agresywną politykę imigracyjną obecnej administracji, w programie „Jesse Watters Primetime” na Fox News. Administracja Trumpa nie daje za wygraną w kwestii obywatelstwa z tytułu urodzenia. Od decyzji Sądu Najwyższego podjęła już kilka prób przywrócenia niektórych elementów zakazu.
Czytaj więcej
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych unieważnił dekret Donalda Trumpa ograniczający prawo do obywatelstwa z urodzenia – informują amerykańskie media,...
Ustawa z 1924 r. o ograniczeniu imigracji ostatecznie doprowadziła do znaczącego spadku imigracji. Według Migration Policy Institute odsetek osób urodzonych za granicą w USA zmniejszył się z niemal 12 proc. w 1930 r. do zaledwie 4,7 proc. w 1970 r. Trend spadkowy odwrócił się dopiero po 1965 r., gdy prezydent Lyndon B. Johnson i Kongres gruntownie zreformowali amerykański system imigracyjny, otworzyli nowe możliwości osiedlania się w USA dla imigrantów spoza Europy Zachodniej, a obywatelom USA umożliwili ubieganie się o zielone karty dla członków rodzin mieszkających za granicą.
Kryzys demograficzny w Stanach Zjednoczonych. Starzejące się społeczeństwo potrzebuje młodych pracowników
Tendencje spadkowe w imigracji również są już widoczne za prezydentury Donalda Trumpa. Dane ze spisu ludności pokazują, że w ubiegłym roku liczba nowych imigrantów zmniejszyła się o ponad 50 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – z 2,7 miliona do 1,3 miliona osób. Spadki dotyczą również legalnej imigracji. Tylko w pierwszych ośmiu miesiącach drugiej kadencji Donalda Trumpa w Białym Domu Departament Stanu wydał o ćwierć miliona mniej wiz nieturystycznych niż w tym samym okresie rok wcześniej, w tym o 30 proc. mniej wiz studenckich i 27 proc. mniej wiz dla dzieci i rodzeństwa obywateli amerykańskich.
Czytaj więcej
Departament Stanu USA przekształca pilotażowy program kaucji wizowych w stałe prawo. Obywatele 50 krajów będą musieli wpłacić do 20 tys. dolarów za...
Problem w tym, że spowolnienie imigracji zbiega się w USA ze spadkami wskaźnika urodzeń. To z kolei sprawiło, że Stany Zjednoczone odnotowują jedno z najwolniejszych temp wzrostu liczby ludności w swojej historii. Demografowie wyrażają obawy o szersze skutki kurczenia się imigracji, która w dekadzie od 2010 do 2020 r. odpowiedzialna była za 40 proc. wzrostu populacji, a potem, biorąc pod uwagę drastyczne spadki liczby urodzeń w całym kraju – za 80 proc. przyrostu populacji. Ograniczanie imigracji w momencie spadków liczby narodzin to krok w kierunku gospodarczych i społecznych zawirowań. Starzejące się społeczeństwo potrzebuje młodych pracowników oraz podatników do finansowania opieki nad starszym pokoleniem. Przy czym imigranci stanowią spory procent pracowników w sektorze opieki zdrowotnej oraz opieki nad osobami starszymi. Poza tym, wiele gałęzi amerykańskiej gospodarki jest wręcz uzależnionych od imigrantów, w tym rolnictwo, budownictwo, gastronomia, a także sektory wymagające wysokich kwalifikacji, takie jak inżynieria, medycyna i szkolnictwo wyższe.