Korespondencja z Nowego Jorku
Patryk przyleciał do Nowego Jorku na tydzień, żeby odwiedzić znajomych. Nie był to jego pierwszy pobyt w tym mieście. Często podróżuje po świecie, a do Stanów Zjednoczonych wraca co kilkanaście miesięcy – wcześniej na podstawie wizy turystycznej, teraz w ramach programu bezwizowego ESTA.
Tym razem, podczas wiosennego przylotu, po kontroli paszportowej został poproszony na przesłuchanie do osobnego pomieszczenia.
Czytaj więcej
Amerykański zwyczaj wymuszania napiwków na klientach wchodzi na kolejny poziom. Teraz w razie odmowy jego zapłacenia sieci po prostu podnoszą ceny...
Kontrola przy wjeździe do USA. „Nigdy wcześniej nie zadawano mi tylu pytań”
– Pytali, po co przyjechałem, na jak długo, czy mam alkohol, co przywożę. Nie spodobało im się, gdy powiedziałem, iż nie miałem prezentów dla znajomych, bo nie zdążyłem ich kupić, ani że nie przywiozłem gotówki, bo planowałem płacić kartą podczas pobytu w Nowym Jorku. Całość trwała półtorej godziny. Na koniec jeszcze dokładnie przeszukano moją walizkę – opowiada.
Przyznaje, że podobna sytuacja spotkała go tylko raz – podczas pierwszego wyjazdu do USA ponad dziesięć lat temu. – Później, odkąd zaczął obowiązywać program ESTA, praktycznie nikt nie pytał mnie o cel podróży czy długość pobytu. Nie zaglądano też do walizki. Był spokój, aż do teraz – mówi.
Podobne doświadczenie miała pani Krystyna, posiadaczka wizy turystycznej, która w czerwcu leciała do córki mieszkającej w New Jersey. – Nigdy wcześniej nie zadawano mi tylu pytań. Do kogo przyjechałam, na jak długo, gdzie córka mieszka i czym się zajmuje. Urzędnik podejrzliwie zapytał nawet, czy to na pewno moja wiza. To było bardzo stresujące – wspomina. Podobnie jak Patryk, do Stanów leciała już po raz kolejny. Wcześniej przez pół roku była u córki, która urodziła synka, później ponownie jeździła w krótkie odwiedziny.
Czytaj więcej
Wielu młodych Amerykanów w wieku poniżej 35 lat wprowadza się z powrotem do rodziców. Nie stać ich bowiem na własne mieszkanie, bądź chcą zaoszczęd...
Więcej pytań słyszą również niektórzy obywatele amerykańscy. Monika wracała pod koniec maja z Warszawy do Newark. – Urzędnik pytał, jak długo byłam poza krajem, co robiłam, ile pieniędzy wydałam i co przywożę do Stanów. Zaskoczyła mnie ta liczba pytań. Być może chodziło o sprawdzenie, czy nie przewożę czegoś podlegającego ocleniu – zastanawia się.
Wjazd do USA. Większość polskich turystów się nie skarży
Takie historie się zdarzają, choć nie są nagminne. Polonijni agenci podróży, z którymi rozmawialiśmy, twierdzą, że większość ich klientów wraca do kraju bez problemów i nie skarży się na nieprzyjemne sytuacje na granicy.
Magdalena Muszyńska, autorka przewodników po Nowym Jorku, oprowadzająca po Manhattanie indywidualnych turystów i grupy z Polski, mówi, że wśród jej klientów takie sytuacje praktycznie się nie zdarzają. To głównie osoby przyjeżdżające do Stanów po raz pierwszy, na krótki wypoczynek. – Nikt z moich turystów nie został zawrócony ani szczegółowo przepytywany – mówi „Rzeczpospolitej” Muszyńska. Przyznaje jednak, że przed podróżą wielu klientów dopytuje się o procedury na lotnisku.
Czytaj więcej
58 proc. uczestników przeprowadzonego w USA sondażu Reuters/Ipsos spodziewa się, że ceny paliwa jeszcze wzrosną. Badanie przeprowadzono w dniach 29...
– Docierają do nich niepokojące relacje z mediów społecznościowych. Pytają, jak się zachować podczas kontroli. A po przylocie najczęściej mówią, że stres okazał się niepotrzebny, bo rozmowa z urzędnikiem była krótka i uprzejma – dodaje. Jej zdaniem największym problemem nowojorskich lotnisk pozostają dziś raczej długie kolejki do kontroli paszportowej, wynikające z małej liczby urzędników imigracyjnych. Aby skrócić czas oczekiwania, poleca podróżnym korzystanie z aplikacji Mobile Passport Control.
Co sprawdzają urzędnicy na lotnisku? „Przylatuje na wakacje, a w walizce ma zimowe ubrania czy dyplom ukończenia studiów”
Jak tłumaczy nowojorski prawnik imigracyjny Przemysław Jan Bloch, duża większość turystów przekracza granicę bez żadnych problemów. Ale od kilkunastu miesięcy więcej osób jest poddawanych dodatkowej weryfikacji, a zdarza się, że niektórzy otrzymują odmowę wjazdu. – Codziennie słyszę o kolejnych historiach z granicy. Zdecydowanie częściej niż jeszcze kilka lat temu – mówi „Rzeczpospolitej” Bloch, podkreślając, że przepisy wciąż są takie jak dawniej, ale są bardziej skrupulatnie egzekwowane.
W przypadku turystów podejrzenia urzędników mogą wzbudzić pozornie drobne szczegóły. – Ktoś deklaruje, że przylatuje na wakacje, a w walizce ma zimowe ubrania, dyplomy ukończenia studiów czy akt urodzenia. Albo często przyjeżdża do Stanów na kilka miesięcy. W oczach urzędnika może to sugerować, że zamierza podjąć pracę, co jest niezgodne z warunkami pobytu turystycznego – wyjaśnia.
Tom Homan, „car od granicy” Donalda Trumpa zajmował się też sprawą deportacji w administracji Baracka Obamy
Jak urzędnicy wyłapują takie osoby? – Obserwują zachowanie podróżnych, liczbę walizek, częstotliwość przyjazdów do USA. Sprawdzają także media społecznościowe. Jeśli ktoś chwali się tam pracą w Stanach, może mieć problem. Nawet opieka nad wnukiem jest z punktu widzenia amerykańskiego prawa traktowana jako wykonywanie pracy – mówi mecenas Bloch. W skrajnych przypadkach podróżny zostaje odesłany do kraju. – Najgorsze jest to, że nie zawsze dzieje się to od razu. Czasem trzeba spędzić kilka dni, a nawet tygodni w ośrodku detencyjnym. Warunki nie należą do przyjemnych – dodaje.
Jednocześnie prawnik uspokaja, że zdecydowana większość podróżnych nadal bez problemu przekracza granicę. – Mówimy o wzroście liczby drastycznych przypadków. Jeśli kiedyś dotyczyły około 1 proc. podróżnych, dziś może to być około 3 proc. Nadal jednak około 97 proc. osób zostaje wpuszczonych bez nieprzyjemnych komplikacji – podkreśla.
Czytaj więcej
Charakterystyczne żółte karty z czarnym paskiem magnetycznym, które przez trzy dekady były przepustką do nowojorskiego metra i autobusów, odchodzą...
Problemy posiadaczy zielonych kart
Mecenas Bloch dodaje, że dokładniejsze kontrole dotyczą teraz posiadaczy zielonych kart, którzy, wydawać by się mogło, mają dodatkowe zabezpieczenie w postaci pozwolenia na stały pobyt. Obecna administracja z dużym dystansem podchodzi do tej grupy imigrantów. – Stały rezydent, przekraczając granicę, otwiera przed urzędnikiem całą swoją historię imigracyjną. Funkcjonariusz ma dostęp do dokumentów złożonych w urzędzie imigracyjnym wiele lat wcześniej i może zadawać pytania dotyczące sposobu uzyskania zielonej karty, sponsora czy szczegółów dawnych wniosków – wyjaśnia.
Przekonała się o tym Katerina, która na początku roku wracała z rodziną z wakacji. – Mąż i dzieci, jako obywatele amerykańscy, przeszli kontrolę imigracyjną bez problemu. Ja mam tylko zieloną kartę i zostałam zabrana do osobnego pomieszczenia. Przez ponad godzinę pytano mnie o szczegóły mojej dawnej wizy studenckiej i procesu uzyskania pozwolenia na stały pobyt. Nie pamiętałam wszystkich detali sprzed 20 lat, więc to było bardzo stresujące doświadczenie – opowiada, dodając, że po tych przejściach nie zamierza podróżować poza granice USA w najbliższym czasie. Katerina ostatecznie została wpuszczona do kraju.
Czytaj więcej
Stany Zjednoczone to kraj o wysokim poziomie przemocy. Jednak wbrew temu, co mówi prezydent Donald Trump, wskaźnik przestępczości znacznie spada od...
Bloch zaznacza jednak, że jeśli urzędnik uzna odpowiedzi za niewiarygodne, sprawa może trafić do sądu imigracyjnego, a to wiąże się potem z koniecznością zatrudnienia prawnika imigracyjnego, co pociąga za sobą spore koszty.
Nasz ekspert dodaje, że obecna administracja z dużo większą podejrzliwością podchodzi nie tylko do obcokrajowców wjeżdżających do Ameryki na zasadach turystycznych czy posiadaczy zielonej karty, ale też do imigrantów, którzy otrzymali obywatelstwo amerykańskie.
– Jeszcze do niedawna w całym kraju składano rocznie zaledwie kilkanaście lub kilkadziesiąt wniosków o odebranie obywatelstwa. W tym roku z Waszyngtonu wyszły wytyczne, aby każdy okręg imigracyjny – a takich w samym stanie Nowy Jork jest pięć – typował co miesiąc 150 kandydatów do postępowania o denaturalizację – mówi.
Pragmatyczni turyści z Polski. Mniej Kanadyjczyków z powodu polityki Trumpa
Mimo istniejących obaw przewodniczka Magdalena Muszyńska nie zauważa spadku zainteresowania Ameryką ze strony turystów z Polski. – Polacy podchodzą do podróży pragmatycznie. Korzystają z korzystnego kursu dolara i nadal chętnie przylatują do Nowego Jorku – mówi.
Natomiast znacznie wyraźniejszy spadek liczby turystów przewodnicy obserwują jeśli chodzi o turystów z Kanady oraz z Holandii i części innych krajów Europy – przypisują to efektowi bojkotu prowadzonego przez mieszkańców tych państw wobec polityki obecnej administracji USA. Prezydent Donald Trump rozpoczął wojnę handlową z sojusznikami, rozważał aneksję innych państw, zakazał wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywatelom kilkunastu krajów oraz zaostrzył działania wymierzone w imigrację, co skłoniło część turystów do rezygnacji z podróży do USA.
Jak wynika z danych National Travel and Tourism Office (NTTO), w 2025 r. Stany Zjednoczone odwiedziło o 4 miliony mniej zagranicznych turystów niż rok wcześniej. Był to pierwszy tak wyraźny spadek liczby odwiedzających od czasu pandemii Covid-19, która sparaliżowała sektor turystyczny na całym świecie. Wynik okazał się znacznie gorszy od prognoz. NTTO przewidywało, że w 2025 r. do USA przyjedzie 77 milionów zagranicznych gości, czyli o 4,7 miliona więcej niż w 2024 r. Ostatecznie kraj odwiedziło 68 milionów turystów, wobec 72 milionów rok wcześniej.
Czytaj więcej
Ponad 60 tys. Kanadyjczyków podpisało petycję wzywającą do wydalenia ambasadora USA w Ottawie Pete'a Hoekstry. Jej autorzy zarzucają amerykańskiemu...
Brak zagranicznych turystów mocno odczuwa wiele turystycznych destynacji w Ameryce. Przykładowo, w 2025 r. miasto Nowy Jork odwiedziło 3 proc. mniej obcokrajowców niż rok wcześniej; w Las Vegas, ich liczba spadła w 2025 r. o 6 proc.
Statystyki te mocno ciągną w dół Kanadyjczycy, którzy w ramach bojkotu polityki handlowej oraz roszczeniowego nastawienia obecnej administracji zawiesili podróżowanie do Stanów, jak również kupowanie produktów importowanych od swojego południowego sąsiada. Liczba Kanadyjczyków odwiedzających Las Vegas spadła w 2025 r. o około 20 proc. – z 1,4 miliona turystów w 2024 r.
Las Vegas nie jest jedynym miejscem w Stanach Zjednoczonych, którego Kanadyjczycy zaczęli unikać. Liczba podróży północnych sąsiadów do USA spadła o 25 proc. w 2025 r. – wynika z oficjalnych danych kanadyjskiego rządu.
Czytaj więcej
Premier Mark Carney jest pierwszym przywódcą kraju spoza starego kontynentu, który bierze udział w szczycie Europejskiej Wspólnoty Politycznej (EPC...
Warto tu podkreślić, że Kanada tradycyjnie stanowiła największe źródło zagranicznych turystów odwiedzających Stany Zjednoczone. Lokalne media w północnych stanach graniczących z Kanadą regularnie publikują artykuły opisujące negatywny wpływ spadku liczby kanadyjskich turystów na małe przedsiębiorstwa i lokalne gospodarki. Ich obserwacje znajdują odzwierciedlenie w ogólnokrajowych danych, wskazujących na to, że Kanadyjczycy wydali od 2,3 do 3,3 miliarda dol. mniej w Stanach Zjednoczonych w 2025 r. niż rok wcześniej.