Z tego artykułu dowiesz się:
- W jaki sposób popularna sieć fast-food wykorzystuje "błąd systemu" do podnoszenia cen klientom, którzy nie zostawiają napiwku.
- Skąd bierze się rosnące znużenie kulturą napiwków i jak przekłada się ono na decyzje zakupowe konsumentów.
- Kto traci, a kto zyskuje na napiwkach z kas samoobsługowych i dlaczego budzą one coraz większe kontrowersje.
Najnowsze przykłady dotyczą popularnej sieci z burgerami Shake Shack, która dla klientów zamawiających w jej lokalach z wykorzystaniem samoobsługowych ekranów dotykowych przygotowała nieprzyjemną niespodziankę. Po skompletowaniu zamówienia pojawia się opcja dania napiwku, ale jeśli nie zostanie on dodany, wówczas wyświetlony jest komunikat o błędzie w systemie i konieczności aktualizacji cen. Te, które pokazują się później, są już wyższe np. o kilka dolarów.
Wymuszanie napiwków w USA
Amerykanie mają już dość wymuszania napiwków nawet w sklepach bezobsługowych czy automatach z napojami. Co więcej, jest pomysł, by za samoobsługowe kasy do zakupów doliczany był rabat, a nie jeszcze dodatkowa płatność. Zwyczajowo to przynajmniej 20 proc., ale wiele restauracji domaga się wyższych – nawet 40- czy 50-proc. Zgodnie z badaniem Popmenu 78 proc. konsumentów jest znudzonych tą praktyką, w porównaniu z 65 proc. w 2025 r. Trend jest widoczny od lat – takiej odpowiedzi udzieliło 60 proc. w 2024 r. i 53 proc. w 2023 r. Co więcej, uważają, że praktyki dawania napiwków stały się absurdalne, a w efekcie 44 proc. przyznaje, że w tym roku dali mniej napiwków niż w zeszłym roku, często z czystej złośliwości.
42 proc. konsumentów twierdzi również, że coraz chętniej rezygnują z napiwków za niektóre usługi i chociaż 59 proc. konsumentów nadal czują się zobowiązani do ich zostawiania, gdy zostanie o to poproszony na ekranie cyfrowym, liczba ta spadnie z 66 proc. w 2025 r. Prawie jedna czwarta konsumentów nadal daje napiwki w restauracjach typu fast food, takich jak Shake Shack, ale liczba ta również spadła z 27 proc. w zeszłym roku.
Chociaż objęci ubezpieczeniem pracownicy nieobjęci przepisami, w tym wielu pracowników fast foodów, mają prawo do federalnej płacy minimalnej wynoszącej nie mniej niż 7,25 dol. za godzinę, osoby, których dochody pochodzą głównie z napiwków, ponoszą największe konsekwencje zmęczenia napiwkami.
Mundialowy szok
Amerykański absurd z napiwkami doskonale widać było podczas niedawnego Mundialu, kiedy to fala europejskich turystów była wręcz zszokowana częstym wymuszaniem napiwków przez obsługę. Restauracje posuwały się do zamieszczania informacji, że jeśli kogoś nie jest stać na napiwek, to niech je w domu. Klienci odpowiadali, że jeśli z kolei restauracji nie stać na godne wynagradzanie pracowników, którzy muszą w ten sposób dorabiać do pensji, to nie powinna działać. Tym bardziej, że ceny w restauracjach to główne kryterium wyboru lokalu.
Często podnoszono też zarzut, że napiwek zostawiany w samoobsługowym kiosku do zamówień trafia właściwie nie wiadomo do kogo i nie ma żadnej pewności, że otrzymują go pracownicy, a nie trafia po prostu na konto firmy.
Czy wrzawa wokół Shake Shack coś zmieni? Raczej nie. Napiwki nie są regulowane prawem, a sieć oczywiście zaprzecza takim praktykom. – Dziękujemy za zwrócenie naszej uwagi. To nie jest polityka Shake Shack i obecnie badamy tę kwestię z naszym licencjobiorcą, HMSHost, który zarządza punktem sprzedaży – wyjaśnia firma w stanowisku.
Debata na temat napiwków jest szczególnie znacząca w przypadku sieci Shake Shack, ponieważ jej założyciel Danny Meyer wcześniej krytykował presję na dawanie napiwków przy pewnych transakcjach. W 2023 r. stwierdził, że klienci odbierający jedzenie lub kupujący kawę nie mają obowiązku dawania napiwków. – Jeśli po prostu wyjmujesz jedzenie i to była tylko transakcja – ja daję ci pieniądze, a ty dajesz mi kawę – nie sądzę, żeby istniał jakikolwiek obowiązek ich dawania – powiedział.