Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego sieci handlowe powinny dzielić się z klientami oszczędnościami z kas samoobsługowych.
  • Jakie problemy generują kasy samoobsługowe i w jaki sposób regulatorzy w USA próbują im zaradzić.
  • Dlaczego pomysł rabatów za korzystanie z samoobsługi nie ma na razie szans na wdrożenie w Polsce.

Politycy Partii Demokratycznej z Nowego Jorku przygotowują projekt ustawy, która przyznawałaby klientom zniżki za korzystanie z kas samoobsługowych. Propozycję tego rozwiązania przedstawiła Nikki Lucas, członkini stanowej legislatywy. Uważa, że za takie odciążenie sklepu z obowiązków powinno się klientowi należeć 10 proc. rabatu.

Rabat za samoobsługę

Pomysł nie jest nowy, ale staje się coraz bardziej aktualny w miarę upowszechniania się kas samoobsługowych. Korzystanie z nich nie zawsze jest dobrowolne, sklepy po prostu redukują liczbę kasjerów, więc klienci, nie chcąc stać w długiej kolejce – chcąc nie chcąc – idą do kas samoobsługowych.  

– Sieci coraz częściej korzystają z kas samoobsługowych, aby zmniejszyć koszty zatrudnienia i operacyjne, przerzucając obowiązki tradycyjnie wykonywane przez pracowników na konsumentów – mówi  Nikki Lucas. Projekt ogranicza liczbę produktów, za jakie można zapłacić w kasie samoobsługowej do 15.

Sąsiedni stan Rhode Island stał się niedawno pierwszym w USA, który uchwalił ustawę regulującą kasy samoobsługowe. Wszystkie sklepy spożywcze muszą mieć jedno stanowisko kasjera obsługującego klientów na trzy z samoobsługą. Pracownik przydzielony do pomocy przy kasie samoobsługowej nie może mieć żadnych innych obowiązków, a przynajmniej jedno stanowisko z kasjerem musi być zawsze otwarte. Ten zapis dopisano do ustawy o osobach niepełnosprawnych.

W Polsce w wielu sieciach nie ma stałej osoby do pomocy przy kasach samoobsługowych, mimo że zdarzają się awarie, a wiele produktów wymaga zatwierdzenia i kontroli wieku (napoje energetyczne, alkohol). Brak takiej osoby powoduje problemy, wydłuża czas obsługi. Ale sieci wolą ciąć etaty kosztem swoich klientów.

Według badania SW Research 47,5 proc. Polaków chętnie korzysta z kas samoobsługowych i woli maszynę od kasjera. 34,1 proc. korzysta z nich, gdy jest długa kolejka do tradycyjnej kasy, a 10,1 proc. tylko wtedy, gdy musi.

Z kasami bez pracowników są też inne problemy, miały ograniczyć koszty zatrudnienia w sklepach, a stały się sposobem na nowe oszustwa. W efekcie np. Walmart, gigant z USA, ogranicza klientom dostęp do kas samoobsługowych. Sieć wprowadziła nawet testowo specjalny abonament 98 dol. rocznie, który dawał priorytet w korzystaniu z takich kas. Na firmę posypały się jednak gromy.

Kradzieże przy samoobsłudze

Także Long Beach w Kalifornii, jako pierwsze miasto w USA, wprowadziło w sierpniu 2025 r. rozporządzenie z wymogami kadrowymi dla kas samoobsługowych. Sprzedawcy detaliczni muszą obsadzić stanowiska automatów co najmniej jednym pracownikiem na trzy stanowiska i ograniczyć zakupy dokonywane w kasach samoobsługowych do maksymalnie 15 produktów. Klienci nie mogą również korzystać z kas samoobsługowych w celu zakupu towarów objętych ograniczeniami wiekowymi, takich jak alkohol i tytoń, ani produktów zabezpieczonych przed kradzieżą.

– Handel nie chce takich regulacji, musimy redukować liczbę pracowników nie tylko z powodu oszczędności. Po prostu mamy ciągłe braki kadrowe – przyznaje przedstawiciel jednej z sieci w Polsce.

Dlatego kas bez pracowników przybywa, a sklepy mają też problem z towarami w ten sposób znikającymi bez opłacenia. W 2025 r. Komenda Główna Policji stwierdziła nieco ponad 31,7 tys. przestępstw kradzieży sklepowej. To o 5,5 proc. więcej niż w 2024 r., kiedy odnotowano ich 30,1 tys. Średnia wskazana wartość strat materialnych w efekcie kradzieży sklepowej wynosi nieco ponad 1,8 tys. zł.