Ochrona zdrowia kosztuje przeciętnego Polaka 6 tys. zł rocznie, przedszkola i szkoły 4,5 tys.  zł, a administracja 2,6 tys. zł, tyle samo, co obsługa rosnącego długu publicznego – to tylko część danych z dorocznego „Rachunku od państwa” fundacji FOR. Bardzo pożytecznego, bo pokazującego, na co idą nasze podatki.

O tym, że je płacimy, przypomina każdy paragon z listą stawek i kwot VAT. Także co roku wypełniane PIT-y miały przypominać, że państwo wydaje zarobione przez nas pieniądze. Miały, ale nie przypominają.

Czytaj więcej

FOR: coraz wyższy rachunek od państwa dla Polaków. To już ponad 53 tys. zł na osobę

PIT-y jak labirynt pełen zasadzek

Jak desperat sam wypełniający swoje PIT-y muszę ze smutkiem stwierdzić, że co roku stają się one coraz bardziej skomplikowanym labiryntem. Tak jakby układającym je urzędnikom nie zależało na użytkownikach. Na szczęście fiskus automatycznie wypełnia za podatników ePIT-y, które – nawet jeśli się do nich nie zajrzy – same się wyślą do urzędu skarbowego. Bardzo to przydatne, ale gubi się gdzieś świadomość, że to my utrzymujemy nasze państwo i kolejne ekipy polityków rozdają nasze pieniądze.

Nie dziwię się więc, że najbardziej wyczuleni na poziom opodatkowania i to, co w zamian otrzymujemy, są przedsiębiorcy. Osobiście co miesiąc lub kwartał wysyłają przelew do fiskusa i widzą, jak saldo na koncie topnieje. Mogą się wydać roszczeniowi etatowcom, którzy tego bólu nie czują, bo na konto dostają pensję pomniejszoną już o daniny. Ale i ci buntują się, gdy jesienią potkną o poprzeczkę nisko zawieszonego drugiego progu podatkowego.

Reforma podatku trudna, choć konieczna

Powoli rośnie więc oczekiwanie gruntownego uporządkowania podatku dochodowego od osób fizycznych. Po setkach poprawek przypomina on nawet nie dziurawy patchwork, ale stajnię Augiasza (czego skomplikowane PIT-y są symbolem). Pytanie, czy któraś ekipa polityczna zdobędzie się na takie wyzwanie?

Gdy równo 35 lat temu uchwalano ustawę o podatku dochodowym, było łatwiej, bo nie naruszał on niczyich interesów. Nieszczęśnikom, których dopadał PRL-owski podatek wyrównawczy, przyniósł nawet ulgę. Reszta wcześniej nawet nie wiedziała, że płaci podatki, bo były pobierane ryczałtem z całego funduszu płac danej firmy czy instytucji. Dlatego wprowadzając PIT, ubruttowiono pensje.

Teraz reforma naruszałaby interesy wielu grup, choćby ryczałtowców czy zwolnionych z podatku dochodowego rolników. Dlatego nie widać wielu chętnych do czyszczenia tej stajni Augiasza. Ale może kiedyś jakiś Herakles się znajdzie? W końcu starożytna Grecja znów w modzie.