Dawno, dawno temu, ale nie za górami, za lasami, tylko na FB, pochwaliłem się zdjęciem z jednego z pierwszych kolegiów redakcyjnych „Rzeczpospolitej”, przeprowadzonych całkowicie online. To był początek pandemii w Polsce i zebrania w takiej formie były prawdziwą rewolucją. Dumny, jak błyskawicznie to ogarnęliśmy, spodziewałem się gratulacji. Zamiast nich spotkał mnie hejt – ze strony kobiet. Przypadek bowiem sprawił, że akurat na tym kolegium byli sami faceci, choć kobiet u nas wśród redaktorów nie brakuje.

Czytaj więcej

Prezydent zapalił zielone światło dla 33-proc. udziału kobiet we władzach firm

Kobiety to lepiej wykształcone konkurentki

Ta pełna emocji reakcja pokazuje, jak silny jest popyt na wzmocnienie roli kobiet. Są one zwykle lepiej wykształcone – stanowią w Polsce większość studentów (58 proc.) i słuchaczy studiów podyplomowych (aż 70 proc.), ale na szczyty korporacji docierają nieliczne. W zarządach i radach nadzorczych największych firm z GPW jest ich mniej niż 20 proc. Z moich obserwacji wynika zresztą, że te, które już osiągnęły sukces w biznesie, często mają twardsze łokcie niż faceci, co nie sprzyja promowaniu empatii będącej wszak atutem płci pięknej.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne UE wymaga 33 proc. kobiet w zarządach. Giełdowe firmy mają problem z realizacją celu

Pro

Prezydent Nawrocki podpisuje feministyczną ustawę

I pewnie to jeden z powodów zbicia szklanego sufitu poprzez regulacyjne podniesienie pozycji kobiet we władzach firm za pomocą unijnej dyrektywy Women on Boards. Właśnie jej polskie wdrożenie w postaci ustawy podpisał prezydent Karol Nawrocki. A że to człowiek konserwatywnej prawicy, znalazł „excuse”, wysyłając ją jednocześnie do Trybunału Konstytucyjnego. To, że TK nie działa (m.in. dzięki prezydentowi), gwarantuje, że w praktyce wchodzącej w życie ustawie już nic nie grozi, mimo zmasowanej krytyki środowisk ultrakonserwatywnych. Tak oto prezydent Nawrocki stał się feministą mimo woli.

Więcej kobiet to korzyść dla gospodarki

Walne zebrania i rady nadzorcze około setki największych firm giełdowych, których ustawa dotyczy, będą musiały się teraz nieźle napocić, by znaleźć odpowiednie kandydatki. Wiele pań czeka błyskawiczna promocja, przy zgrzytaniu zębami kolegów z korpo. Ten męski opór bierze się stąd, że oto pojawia się równie, a nawet lepiej wykształcona konkurencja. I nie zniknie.

W długiej perspektywie będzie to dobre dla firm i ich akcjonariuszy, bo większy wybór daje większe szanse znalezienia prawdziwych talentów. Ale też większa konkurencja sprawi, że zarobki top menedżerów będą na wodzy. Jedno i drugie, w połączeniu choćby z większą empatią zarządów firm i poszerzeniem horyzontów powinno dobrze przysłużyć się gospodarce. Tak jak przyspieszyło jej wzrost uwolnienie kobiet z klatki 3K (Kinder, Küche, Kirche – dzieci, kuchnia, kościół) na przełomie XIX i XX w.