Prawie dokładnie rok temu, po rekonstrukcji rządu, porzucił on forsowanie dopłat „dla młodych polskich rodzin” do komercyjnych kredytów mieszkaniowych i postawił na wspieranie budownictwa społecznego oraz komunalnego. Na początku tego roku do Funduszu Dopłat wpłynęło na ten cel 4 mld zł, w kolejnych latach nakłady mają rosnąć, docelowo do 10 mld zł do 2030 r. Skorzysta na tym nie tylko budownictwo mieszkań: w tym roku prawie pół miliarda z owego funduszu przeznaczono na dopłaty do remontów, modernizacji i na budowę publicznych akademików.

Na pierwszy rzut oka w statystykach GUS widać w I połowie br. znaczny wzrost aktywności budownictwa mieszkaniowego skierowanego do najemców korzystających ze wsparcia do czynszów. Nominalnie to jednak wciąż niewiele wobec tego, ile budują deweloperzy czy własnym sumptem Polacy. W I półroczu ruszyła budowa 1,83 tys. lokali społecznych czynszowych (o 62 proc. więcej niż rok wcześniej) i 924 komunalnych (wzrost o 65 proc.). Jak dotąd nie udało się zaprząc do budowy tego typu mieszkań spółdzielni, na co mocno liczył resort rozwoju. Spółdzielnie, jeśli już budują, to na sprzedaż – lokali na tani wynajem zaczęły budować jedynie 76. Mamy więc w sumie 2,75 tys. mieszkań w ramach budownictwa społecznego, gdy deweloperzy ruszyli z budową blisko 70 tys. mieszkań, a osoby fizyczne 42 tys. domów.

Czytaj więcej

Państwo jednak pomoże przy kredycie na pierwsze mieszkanie. „Rz” dotarła do projektu

Ponadto w I półroczu wydano pozwolenia na budowę 2,95 tys. lokali społecznych czynszowych (wzrost o 13 proc.), 949 komunalnych (spadek o 40 proc.) i 145 spółdzielczych. Deweloperzy uzyskali w tym czasie zgodę na budowę 96 tys. lokali, o 25 proc. więcej niż rok wcześniej – tak znaczna dynamika to jednak efekt zmian przepisów i konieczności uwzględniania miejsc doraźnego schronienia w nowoprojektowanych blokach.

Samo fizyczne postawienie mieszkań komunalnych czy społecznych (TBS-y, SIM-y) nie rozwiązuje wszystkich problemów mieszkaniowych. Są przecież programy wsparcia osób o najniższych dochodach, np. dopłaty do czynszów w lokalach komunalnych. Jest jednak grupa osób w tzw. luce czynszowej – zarabiających za dużo, by dostać lokal komunalny, ale za mało, żeby kupić mieszkanie lub chociaż wynająć na warunkach rynkowych. Teoretycznie dla nich jest budownictwo społeczne na wynajem, jednak tu barierą jest często opłata partycypacyjna (udział w kosztach budowy) sięgająca nawet 30 proc. wartości mieszkania.

Wiosną zeszłego roku resort rozwoju przymierzał się do stworzenia preferencyjnego dofinansowania na ten cel, ale w pakiecie obok forsowanego jeszcze wtedy programu dopłat do kredytów komercyjnych. Dlatego koncepcja upadła. Dziś ministerstwo wraca do pomysłu instrumentu wsparcia dla klientów TBS-ów – tym bardziej, że od pewnego czasu równolegle działa program państwowych gwarancji pozwalający rodzinom uzyskać kredyt komercyjny na zakup mieszkania bez wkładu własnego (odnotujmy, że system ten premiuje dzietność). Część ekspertów mówi, by nie brnąć w biurokrację i po prostu zmniejszyć opłatę partycypacyjną lub zrezygnować z niej całkowicie – jeśli państwu zależy na usuwaniu barier w dostępie do budownictwa społecznego, a kurek z pieniędzmi został mocno odkręcony. Dopłacać czy znosić – o tym powinny stanowić wyliczenia, które - miejmy nadzieję - zobaczymy w ocenie skutków regulacji.