– Jestem chrześcijaninem. Mój Bóg Jezus Chrystus powiedział mi, że powinienem walczyć za Rosję. (…) A kiedy wrócę do domu, to planuję kierować moim krajem, zostać prezydentem. Jestem silny, nie boję się – mówił kameruński student w Rosji Belibi Belibi Albert II jr. Christ.

Zginął w lipcu podczas ataku ukraińskich dronów na rafinerię w leżącym daleko od frontu Jarosławiu.

Ideowi jak kubańscy najemnicy

Tysiące najemników (ale i ideowych ochotników) z krajów Afryki, Azji i Ameryki Łacińskiej walczą w rosyjskiej armii przeciw Ukrainie. Według danych kilku organizacji próbujących oszacować skalę problemu rosyjskiego najemnictwa w Afryce zwerbowano już nie mniej niż 3 tys. osób i około 8 tys. w Ameryce Łacińskiej.

Jednak w przypadku tej ostatniej dane są bardzo rozbieżne z powodu Kuby. Jedna z grup niezależnych rosyjskich dziennikarzy śledczych twierdzi, że z wyspy zaciągnęło się już do rosyjskiej armii aż 20 tys. ludzi. Ale amerykański Departament Stanu szacuje ich liczbę na 5 tys.

Czytaj więcej

Rosja wabi Kubańczyków. Werbunek cudzoziemców do rosyjskiej armii trwa

Na Kubie dużą rolę odgrywają antyamerykańskie i antyzachodnie resentymenty oraz tradycyjne związki z Rosją. Oszukanych, którym obiecywano dobrze płatną pracę na przykład na budowach (a takich jest większość wśród zwerbowanych w innych krajach), wśród Kubańczyków jest niewielu. Podobnie z Brazylii, gdzie sympatycy zarówno skrajnej prawicy, jak i skrajnej lewicy zaciągają się na wojnę Putina z pobudek ideologicznych: nienawiści do USA. Ale jest ich tylko kilkuset.

Kolumbijskie oddziały w armii ukraińskiej. W rosyjskiej tylko 150 dni życia na froncie

Ukraińskie służby specjalne uważają, że do 40 proc. Kubańczyków przechodziło szkolenie wojskowe w swojej ojczyźnie. Stanowią wyjątek wśród prawie wszystkich zwerbowanych na wojnę z innych krajów. Po szkoleniu wojskowym w swoim kraju był też student rosyjskiego technikum leśnego Belibi Belibi Albert II jr. Christ. Dlatego Rosjanie przydzielili go do obrony przeciwlotniczej, co doprowadziło do jego szybkiej śmierci.

Czytaj więcej

Bloomberg: Kreml wysyła na wojnę studentów z Afryki

Podobnie Kolumbijczycy. Ale z tą różnicą, że mający doświadczenie wojskowe – weterani tamtejszej wojny domowej albo z armii, albo z lewicowych partyzantek – przeważnie zaciągają się do armii ukraińskiej. Tam sformowane są specjalne oddziały kolumbijskie. Większość niemających doświadczenia bojowego ciągnie do Rosji, gdzie rozdzielają ich po różnych oddziałach rosyjskich, głównie w obwodzie charkowskim i donieckim.

Tam toczą się najcięższe walki pozycyjne, stąd straty wśród „rosyjskich” Kolumbijczyków (jak i najemników z innych krajów) są bardzo duże. „Szacujemy, że średni czas przeżycia (na froncie) wynosi 150 dni od chwili przydzielenia do oddziałów frontowych” – pisze o Kubańczykach ukraińska organizacja „Choczu Żyty”. Szacunki Ukraińców są znacznie wyższe od tych z CIA, która „przeżywalność” w walkach rekrutów z samej Rosji ocenia na 20-30 minut.

Czytaj więcej

Wojna w Ukrainie: Armie rosyjskich najemników na froncie

– Dostaliśmy jedzenia na trzy dni, mało wody i po cztery magazynki z amunicją. (…) Co 5-10 metrów leżały ciała. Nikt nie przeżył z powodu (ataków) dronów. (…) Zostawiliśmy tam ciężko rannego, któremu urwało nogę. Błagał, żebyśmy go dobili. Dowódca powiedział, żeby się sam zastrzelił – opowiadał o walkach na froncie jeniec z Zimbabwe. Dziennikarze znaleźli go w obozie jenieckim we Lwowie.

– Jeśli ktokolwiek mówi ci, że tu jest jakaś praca, to kłamie. Tu jest tylko wojna – dodał Zimbabwejczyk.

Werbownicy Kremla działają na całym świecie. Coraz więcej krajów protestuje

Rosja zbudowała ogólnoświatową sieć werbunku ludzi na swoją wojnę. Część organizacji obrony praw człowieka już klasyfikuje ją jako „sieć handlu żywym towarem”. W przytłaczającej większości przypadków werbownicy obiecują pracę „na budowach, przy kładzeniu płytek w łazienkach, montowaniu umywalek”, ewentualnie „przy usuwaniu gruzów”. Płace oferowane ludziom z biednych krajów są kosmiczne: to 16-20 tys. dolarów za sam przejazd (za który płaci werbownik) i 1-3 tys. dolarów miesięcznie na miejscu.

Z powodu sankcji zwerbowani jadą do Rosji krętymi drogami. Na przykład część Kolumbijczyków (i z innych krajów Ameryki Łacińskiej) najpierw przybywa do Afryki Zachodniej, do baz rosyjskiego „Korpusu Afrykańskiego”. Stamtąd rosyjskimi samolotami wojskowymi, przez Syrię dociera do Rosji.

Masowy werbunek wywołał gwałtowne sprzeciwy rządów poszczególnych krajów. Jeszcze w 2023 r. protestowały Indie. Skutecznie – Kreml wolał nie antagonizować neutralnego mocarstwa. Później rosyjskie problemy dyplomatyczne rozlały się na Afrykę i Amerykę Łacińską. Obecnie Boliwia prowadzi energiczne śledztwo w sprawie werbunku swoich obywateli. Miejscowy rosyjski ambasador Dmitrij Wierczenko powiedział, że nie rozumie, o co chodzi, bo „odnajdywano boliwijskich obywateli w szeregach armii ukraińskiej”, a nie rosyjskiej.

Czytaj więcej

Ponad tysiąc Kenijczyków zwerbowanych do walki po stronie Rosji

W sąsiednim Peru również trwa śledztwo, a rodziny zwerbowanych protestują zarówno przed własnym MSZ, jak i rosyjską ambasadą. Podobnie było w Kenii, co zmusiło tamtejszego ministra spraw zagranicznych do podróży do Moskwy i żądania od ministra Siergieja Ławrowa zaprzestania werbunku w jego kraju.

Jak się dostać na „listę przyjaznych” państw

W rezultacie Kreml stworzył podobno listę 36 „przyjaznych” krajów, w których „tymczasowo zalecano wstrzymanie” naboru do rosyjskiej armii. Wśród „przyjaznych” miały znaleźć się zarówno mocarstwa, jak Indie, Chiny i Brazylia (której władze również protestowały przeciw werbunkowi) oraz RPA czy nawet Kenia. Nie chcąc psuć sobie dobrych stosunków z Pretorią Moskwa nawet zorganizowała uroczysty „zwrot” kilkunastu zwerbowanych Afrykanów.

Mniej ważne dla Kremla kraje nie mogą na nic liczyć. Zasada chyba jest taka, że jeśli władze kraju głośno i natarczywie protestują (jak na przykład Kenii), to Moskwa stara się ograniczać u nich werbunek. Kluczowy okazuje się dyplomatyczny nacisk. Od połowy 2024 r. różni przedstawiciele rosyjskich władz publicznie zapewniali, że przerywają werbunek w poszczególnych krajach.

Czytaj więcej

Rosja werbuje studentów na Węgrzech. Mają zacząć działać za 10–20 lat

Ale jeśli „lista” nawet istnieje, to wraz z narastającymi kłopotami z werbunkiem w samej Rosji przestają działać jej ograniczenia. Od wiosny widać narastające starania werbowników, by dostarczyć armii Putina jak najwięcej chętnych do walki. Jednak w wielu krajach (jak w Peru czy Boliwii) ograniczają się one już tylko do reklam w sieciach społecznościowych. – Szefowie siatek werbunkowych nie rozsyłają już w teren swoich agentów. To zbyt niebezpieczne, policja ich szuka. Można też wpaść w kłopoty w lokalnych społecznościach – mówi jeden z dziennikarzy z Kenii.