Gwałtowny rozwój gospodarczy Polski po 1989 r. zawdzięczamy z jednej strony reformom Leszka Balcerowicza, z drugiej rozbudzeniu przedsiębiorczości dzięki ustawie Wilczka ze sztandarowym przesłaniem „co nie jest zakazane, jest dozwolone”, oraz wstąpieniu do Unii Europejskiej. Istotnym elementem reform była prywatyzacja rozpoczęta w czasie rządów premiera Mazowieckiego, kontynuowana przez premiera Bieleckiego oraz część jego następców.

W rezultacie tych reform i działań udział instytucji rządowych i samorządowych w polskiej gospodarce waha się obecnie w przedziale 43-45 proc. PKB, co nie odbiega od średniej w UE. W poszczególnych krajach przedstawiało się to następująco: Francja 57-58 proc., Finlandia 53-55 proc., Austria 50-52 proc., Belgia 51-53 proc., Włochy 56-57 proc., Niemcy 48-50 proc., Szwecja 48-49 proc., Hiszpania 46-48 proc., Łotwa 45-46 proc., Estonia 45-45,5 proc., Czechy 43-43.5 proc., Litwa 41-41,5 proc. i Irlandia 21-23 proc. (wszystkie dane za Eurostatem 2022-2025).

Poziom udziału państwa w gospodarce (w PKB) jest wynikiem w dużym stopniu modeli społeczno-rynkowych gospodarek krajów członkowskich. Co za tym, istotna jest kontrola państwa nad redystrybucją, polityką socjalną i w dużej mierze inwestycjami.

Modele społeczno-gospodarcze Europy

Istnieje kilka modeli gospodarczych w UE. Nordycki (Szwecja, Dania, Finlandia) to wysokie podatki i redystrybucja przy dużej swobodzie działalności gospodarczej oraz bardzo wysokiej jakości usług publicznych. Model kontynentalny (Francja, Niemcy) to rozbudowany system ubezpieczeń społecznych z dużą liczbą regulacji i silnymi związkami zawodowymi oraz istotnym udziałem państwa w gospodarce. Model śródziemnomorski (Włochy, Hiszpania i Grecja) zbliżony jest do kontynentalnego, ale z problemami z wysokością długu publicznego. Model wschodnioeuropejski (Polska, Czechy, kraje bałtyckie) to stopniowy wzrost udziału państwa w gospodarce oraz rozwój programów społecznych. Wreszcie model anglosaski (Irlandia) to bardzo niskie podatki dla firm, deregulacja oraz wsparcie innowacji.

Czytaj więcej

Polityczne DNA państwowych spółek

Historia prywatyzacji w Polsce

Prywatyzacja naszego państwowego przemysłu przebiegała od przełomu 1989/1990 kilkoma drogami, w tym poprzez nowo odtworzoną Giełdę Papierów Wartościowych, poprzez sprzedaż poszczególnych przedsiębiorstw państwowych krajowym i zagranicznym inwestorom oraz masowy program restrukturyzacji i prywatyzacji ponad 500 przedsiębiorstw w ramach tzw. Programu Powszechnej Prywatyzacji (PPP).

Dla upowszechnienia prywatyzacji wprowadzono dla wszystkich chętnych obywateli tzw. świadectwa udziałowe pozwalające na wymianę na akcje poszczególnych NFI. Ten program się zakończył w 1998 r. Prywatyzacją zajęło się 15 tzw. Narodowych Funduszy Inwestycyjnych (NFI). Wartość aktywów tego programu prywatyzacyjnego ocenia się 2-5 proc. ówczesnego majątku narodowego. W programie wzięło udział ok. 96 proc. uprawnionych obywateli, którzy otrzymali tzw. powszechne świadectwa udziałowe, często wymieniane potem na akcje w NFI.

Jednocześnie przyjęła się praktyka, że w przypadku sprzedaży przedsiębiorstw inwestorom – przez Skarb Państwa, reprezentowany przez Ministerstwo Przekształceń Własnościowych lub wojewodów – pracownicy z reguły otrzymywali pulę akcji (do 20 proc.) do swojej dyspozycji.

Przekształcenia banków

Trochę inaczej została przeprowadzona prywatyzacja części systemu bankowego. Początkowo ani PKO BP, ani Pekao nie były przeznaczone do prywatyzacji. Dokonano natomiast restrukturyzacji NBP, z którego wydzielono dziewięć regionalnych banków, które następnie poddano restrukturyzacji za pomocą tzw. winding arrangement polegającego na tym, że każdy otrzymał doradcę w postaci banku zagranicznego, który miał na celu restrukturyzację polskiego banku, poczynając od nowoczesnej organizacji, zagospodarowania aktywami (w tym tzw. NPL – non performing loans) do wprowadzenia nowej oferty dla klientów indywidualnych i korporacyjnych.

Gdy uznano, że restrukturyzacja została pomyślnie zakończona i banki mogą operować samodzielnie, rozpoczęto w latach 1992-1993 proces ich prywatyzacji – poprzez GPW i sprzedaż inwestorom strategicznym.

Udział kapitału zagranicznego

W okresie 1999-2001 udział kapitału zagranicznego w inwestycjach w prywatyzowane przedsiębiorstwa państwowe był największy (do 82 proc.). Po 2002 r. istotnie spadał. Do 2008 r. postęp w prywatyzacji był znaczny, właśnie w tym okresie prywatyzacja poprzez GPW była intensywna, objęła szereg dużych firm m.in. Orlen, Lotos, PGE, JSW, PKO BP, Pekao, Bank Handlowy, Eneę, KGHM, Tauron, ale i TP SA. Te prywatyzacje niekoniecznie oznaczały utratę kontroli Skarbu Państwa nad firmami, m.in. z powodu sprzedaży mniejszościowych udziałów, względnie tzw. złotej akcji (posiadającej nadzwyczajne uprawnienia). Upublicznienie spółek poprzez giełdę pozwalało im jednak na pozyskiwanie dodatkowych funduszy na rozwój i inwestycje, rozszerzając jednocześnie grono akcjonariuszy.

Po przegranych przez PO wyborach doszło do władzy PiS i proces prywatyzacji został zahamowany, wręcz w wielu przypadkach zaczęło dochodzić do tzw. polonizacji, a więc odkupowano udziały od prywatnych inwestorów lub je konsolidowano. Tak było w przypadku Pekao, Aliora , PZU, fuzji Orlen/Lotos itd.

Obecnie ok. 420 spółek Skarbu Państwa jest nadzorowanych przez Ministerstwo Aktywów Państwowych. Niewielką ich liczbę nadzorują: Ministerstwo Rozwoju i Technologii, Ministerstwo Kultury, MSWiA i inne.

Równolegle z programem prywatyzacji zreformowano system samorządowy na szczeblu miast i gmin, wraz z czym przekształcono przedsiębiorstwa na tym terenie w różnego rodzaju spółki będące majątkiem samorządów.

Prywatyzacja z lat 90. oraz późniejsza uruchomiła z jednej strony dodatkowe dochody finansów publicznych, z drugiej umożliwiła spłatę zaciągniętych wcześniej kredytów oraz realizację szeregu obietnic wyborczych, w tym zwiększenie transferów socjalnych.

Korzyści z prywatyzacji

Szybki rozwój gospodarczy kraju pozwalał na wzrost dochodów finansów publicznych i finansowanie niezbędnych inwestycji mających na celu podniesienie poziomu życia całego społeczeństwa. Prywatyzacja spowodowała też rozwój profesjonalnych kadr zarządzających sprywatyzowanymi podmiotami, stworzyła możliwości szybkich karier dla ambitnych jednostek. Unowocześniła i podniosła konkurencyjność naszego przemysłu, a wraz z akcesją do Unii Europejskiej otworzyła praktycznie nieograniczony dostęp do ogromnego rynku.

Dowodem jest wzrost eksportu Polski z ok. 17 mld dol. w 1990 r. (głównie do ówczesnego ZSRR) do 411 mld dol. w 2025 r. Udział eksportu w PKB w 1990 r. wyniósł 20 proc., aby w 2025 r. sięgnąć niemal 50 proc. Jego wartość w tym okresie wzrosła aż 24-krotnie, efektem czego jest awans Polski do grona 20 największych gospodarek na świecie.

Przyjęte w Polsce i realizowana przez wszystkie partie polityka prywatyzacji gospodarki umożliwiła nie tylko upowszechnienie udziału społeczeństwa w tym procesie, ale – co nie mniej istotne – wyeliminowała groźbę oligarchizacji gospodarki, co miało miejsce w innych krajach np. w Rosji, Czechach czy na Węgrzech.

O tych zaletach prywatyzacji zapominano. I prawdopodobnie dlatego w połowie pierwszej dekady XXI w. pojawiła się idea „polonizacji”, czyli wzrostu roli państwa w gospodarce.

Czytaj więcej

Kontrowersje na Śląsku. Żony, córki i synowie polityków w radach spółek

Politycy obsiedli państwowe spółki

Wraz ze wzrostem gospodarki oraz wzrostem poziomu życia społeczeństwa stopniowo zaczęło się pojawiać zjawisko obsadzania stanowisk w gałęziach i przedsiębiorstwach będących pod kontrolą państwa przez przedstawicieli rządzących partii, jak i osoby z nimi w różny sposób powiązane (nepotyzm). To zjawisko szczególnie nabrzmiało w okresie 2015-2023, ale i obecnie istnieje w niektórych sektorach, np. w transporcie kolejowym.

Partie „nagradzają” swoich zwolenników posadkami w wybranych sektorach gospodarki, czego jednym z najbardziej jaskrawych przypadków były Lasy Państwowe, opanowane przez członków i zwolenników partii Suwerenna Polska, wchodzącej z PiS w skład koalicji rządzącej.

Prywatyzacja pomogłaby zmniejszyć deficyt budżetowy

Obecna sytuacja gospodarcza kraju, pomimo osiągnięcia wysokiego tempa rozwoju, ma istotną słabość: duży i wzrastający poziom deficytu finansów publicznych, co wobec regulacji UE grozi radykalnym zmniejszeniem wydatków publicznych. Niestety, jak się wydaje, brak woli do podjęcia radykalnych reform uzdrawiających tę sytuację.

Analiza stanu posiadania państwa w gospodarce pokazuje, iż chcąc stopniowo dokonać sanacji stanu finansów publicznych, nie potrzeba bynajmniej wyprzedaży całego jego majątku, wystarczy rozłożona w rozsądnym czasie analiza stanu posiadania oraz sprzedaż nieistotnych aktywów, a także udziałów w innych, co nie musi oznaczać utraty kontroli nad takimi podmiotami.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Ekonomiści biją na alarm w sprawie długu publicznego. „Sytuacja wygląda groźnie”

Pro

Co można sprywatyzować

Na potrzeby niniejszego tekstu dokonałem bardzo wstępnej analizy tzw. spółek skarbu państwa nadzorowanych tak przez MAP, jak i inne resorty, gdzie takie działania można by podjąć.

I tak wśród 109 spółek nadzorowanych przez MAP jest aż 89, które nie są uznane za spółki o istotnym znaczeniu dla gospodarki (wg wykazu na 31.03.2026). A więc nie istnieją żadne powody, aby MAP nie mogłoby sprywatyzować – lub wyprzedać szczątkowe udziały w tych podmiotach i tym sposobem zasilić dochody finansów publicznych. Po co we władztwie państwa ma pozostawać Beskidzki Hurt Towarowy? Albo Centrum Handlowe Wschód? Nadwiślańska Spółka Mieszkaniowa lub Przedsiębiorstwo Usług Hotelarskich PUH?

We władztwie MAP jest też 20 spółek o tzw. istotnym znaczeniu dla gospodarki, To m.in. firmy energetyczne, jak ENEA , Tauron czy PGE, dalej Orlen, Azoty, PGZ, JSW, czy KGHM, gdzie istnieje – w miarę potrzeb – możliwość utrzymania poziomu udziału państwa, względnie niewielkiej sprzedaży.

Podobnie ma się sprawa z udziałem państwa w sektorze finansowym, gdzie nadzór właścicielski sprawuje MAP, czyli nad PZU, bankami PKO BP, Pekao, Alior, gdzie również istnieje teoretyczna możliwość regulowania poziomu udziału państwa w zależności od bieżących czy przyszłych potrzeb.

Co z tymi bankami

W czerwcu 2025 r. odbyła się na Impact’25 interesująca debata nt. udziału państwa w sektorze bankowym. Debatowało 21 uczestników reprezentujących KNF i banki. Kontekstem było przemówienie premiera Tuska z kwietnia 2025 r. o potrzebie odejścia od naiwnego globalizmu i skupienia się na kapitale krajowym. Premier mówił, że „jest nacjonalistą gospodarczym” i wezwał do wsparcia polskich przedsiębiorstw oraz repolonizacji, względnie „udomowienia” miejscowych firm oraz przedsiębiorstw. Te hasła – jak wiemy – szybko podchwycili politycy tak z prawej, jak i lewej strony. Wypowiedzi uczestników debaty wskazywały jednak, że państwo nie jest optymalnym właścicielem z punktu widzenia efektywnego zarządzania posiadanym majątkiem oraz – co gorsza – ma coraz większą skłonność do upolityczniania zarządów swoich spółek.

Owszem, przeważała opinia, że Polska, kraj o dużym potencjale gospodarczym , powinna posiadać silne instytucje finansowe efektywnie wspierające ambicje rozwojowe. Powtarzało się jednak w debacie pytanie, czy posiadanie banków państwowych jest skuteczna droga do budowy narodowych „czempionów” gospodarczych, czy też może pułapka blokująca ekspansję, innowacyjność i przedsiębiorczość?

Wskazywano również, że menedżerowie w SSP nie mają pewności, czy nie będą rozliczani z podejmowanych decyzji. W rezultacie w tych firmach procesy podejmowania decyzji są niezwykle przewlekłe. Istotną bolączką w tym sektorze jest brak dużego polskiego kapitału prywatnego, poza bankowością spółdzielczą, co ogranicza możliwości tak rozumianej polonizacji tego i innych sektorów.

W Czechach sektor bankowy jest w 90 proc. w rękach zagranicznych inwestorów i nie powoduje to żadnych problemów o charakterze politycznym. To samo na Słowacji. Na Węgrzech dominuje giełdowy bank OTP o rozproszonym akcjonariacie, a w Rumunii prywatny lokalny Transylwania Bank.

W Polsce spośród 12 liczących się banków nie ma ani jednego z krajowym, prywatnym kapitałem, a państwo ma ponad 50-proc. udział w aktywach tego sektora. Banki spółdzielcze to zaledwie 8-9 proc. aktywów branży, a do inwestorów zagranicznych należy 40 proc. Trzeba przyznać, że banki w Polsce z przeważającym udziałem państwa są wysoce konkurencyjne i w większości – jak stwierdzili uczestnicy dyskusji – mają dobrą efektywność.

Dla uczestników zastanawiający był fakt praktycznie braku obecności naszych banków za granicą, z wyjątkiem szczątkowej obecności w Ukrainie, i pojedynczych oddziałów w Czechach i Słowacji – pomimo jak się ocenia, bardzo wysokiego profesjonalizmu naszej kadry w bankach.

Reasumując, w sektorze bankowym drzemią istotne zasoby, które z jednej strony, przy częściowej wyprzedaży mogłyby zasilić finanse publiczne kraju, z drugiej mogłyby wspomagać inne sektory w ekspansji zagranicznej, w pierwszym rzędzie w krajach Unii.

Ile jest wart majątek państwa

Wartość notowanych na GPW spółek, w których udziały (30-49,9 proc.) posiada Skarb Państwa, wyniosła na początek 2026 r. ok. 480,7 mld zł. Skarb Państwa za ostatni okres dostał z trzech banków (PKO BP, Pekao, Alior; w tym poprzez PZU) łącznie 4,32 mld zł dywidendy, a z Orlenu, KGHM, Enei, Tauronu i GPW - łącznie 5,05 mld zł.

Wyobraźmy sobie sprzedaż średnio 10 proc. udziałów Skarbu Państwa w wymienionych podmiotach. Oznaczałoby to wpływ do budżetu ok. 20 mld zł (przy obecnej wycenie) i teoretycznie obniżkę przyszłej dywidendy (po sprzedaży) o 10 proc. z kwoty 9,34 mld zł, czyli o 0,94 mln zł. Łączny efekt dla budżetu będzie niewątpliwie pozytywny – jednorazowy zastrzyk 19 mld zł! Czy takie kalkulacje są dokonywane w resortach kontrolujących te podmioty, trudno powiedzieć, ale najprawdopodobniej nie.

Taka operacja wymagałaby zatrudnienia profesjonalnego doradcy i rozłożenia w czasie bez nagłaśniania, aby uzyskać maksymalnie wysokie wpływy bez obniżania wartości sprzedawanych aktywów. Kontrola i nadzór nad spółkami pozostałyby w rękach Skarbu Państwa, można by – też przy aktywnej roli doradcy –z wykorzystaniem koniunktury od czasu do czasu dokupywać udziały na rynku, a następnie po zwyżkach ponownie upłynniać. To jednak wymagałoby modyfikacji roli państwowego właściciela oraz profesjonalizmu we właściwych ministerstwach.

Sprzedaż aktywów państwowych w spółkach nieposiadających statusu istotnego znaczenia – o czym wspomniałem wcześniej – również wymagałaby zatrudnienia profesjonalnych doradców i oczywiście woli politycznej.

Co zrobić ze spółkami samorządowymi

Zupełnie inną kategorią quasi-państwowych aktywów są podmioty, gdzie formalnie właścicielem są samorządy. W każdej gminie, mieście i innej jednostce samorządowej działają podmioty zajmujące się m.in. wywozem śmieci i oczyszczaniem miast (gospodarka komunalna), transportem miejscowym, pracami budowlanymi, pracami związanymi z miejscową infrastrukturą drogową, ciepłownictwem i energetyką, zarządzaniem nieruchomościami, a także spółki o charakterze komercyjnym i rozwojowym, takie jak infrastruktura i sport, rozwój i promocja regionalna, turystyka i kultura.

Pytanie nasuwa się samo: czy własność samorządowa jest najbardziej efektywną formą dla zapewnienia profesjonalnej i jakościowej usługi? Czy np. niektóre formy działalności nie byłyby bardziej efektywne, gdyby zostały sprywatyzowane przez miejscowy prywatny kapitał? Tym bardziej że zakorzeniła się niedobra praktyka obsadzania organów nadzorczych w takich podmiotach zaprzyjaźnionymi ludźmi z władz w sąsiednich regionach. Gdy urzędnicy i radni w miejscowości A nie mogą wchodzić do organów nadzorczych podmiotów w swoim regionie, mogą to robić w podmiocie w miejscowości B. I odwrotnie. To pozwala dorobić do posiadanego w A (ale i B) uposażenia. W ten sposób tworzy się nieformalna sieć powiązań, z pewnością nie poprawiająca efektywności działań na rzecz miejscowych społeczności.

Sprywatyzowanie części takich samorządowych podmiotów z pewnością przyniosłyby istotny zastrzyk dochodów miejscowym budżetom , co mogłoby poprawić efektywność i profesjonalizm oferowanych usług. Miałoby to pozytywny wpływ na rozwój przedsiębiorczości w danej miejscowości/regionie. I ograniczyło możliwości obsadzania „swoimi” ciepłych posadek.

Nie dokonałem analizy wartości całości majątku samorządów – z powodu ich wielkiej ilości, ale i też braku publicznie dostępnych wycen. Niemniej mamy do czynienia z bardzo pokaźnym majątkiem.

Szacuje się, że np. wartość odtworzeniowa (majątkowa) spółek komunalnych może wynieść w skali kraju 150-200 mld zł, przy łącznym zadłużeniu samorządów ok. 27 mld zł. Dla przykładu, szacunek wartości pojedynczego zakładu wodnokanalizacyjnego w dużej metropolii może wynieść od 0,52 mld zł do 2-3 mld zł. Z kolei w średnich miastach lub gminach to od ok. 20 mln zł do 80-100 mln zł. Podobnie rozkładać się będą wartości spółek gospodarujących odpadami i ciepłownictwem (30-300 mln zł) czy spółek zajmujących się komunikacją miejską (50-500 mln zł). Koniecznie trzeba zaznaczyć, że ta bardzo szacunkowa wycena wartości oparta jest na potwierdzonej niskiej marżowości, co jest cechą charakterystyczną tych firm wynikającą z charakteru ich usług.

W powyższym kontekście koniecznie trzeba – w przypadku spółek komunalnych - jasno określić zadania i nadzór nad ich działalnością gospodarczą oraz realizacją celów, jakimi jest zaspokajanie potrzeb wspólnoty samorządowej. Miejscowa społeczność wybiera różne szczeble miejscowej władzy m.in. po to – jak to opisuje Krzysztof Izdebski z Fundacji Batorego – by decydowały o kierunkach rozwoju, priorytetach oraz jakości oferowanych usług. Dlatego operacyjnie spółkami samorządowymi kierowali profesjonalni menedżerowie, a nadzór właścicielski powinien być profesjonalny, a nie polityczny (chyba że dana „polityczna” osoba może się pochwalić profesjonalnymi dokonaniami i doświadczeniem).

Prywatyzacja spółek Skarbu Państwa i zasobów samorządowych jest w stanie w stosunkowo krótkim czasie – do 12 miesięcy – dokonać poprawy stanu finansów publicznych i stopniowo zmniejszyć, a nawet wyeliminować deficyty budżetowe, zwiększyć udział krajowego kapitału prywatnego w gospodarce i istotnie zmniejszyć jej upolitycznienie. Czy dzisiejsza klasa polityczna , w tym rządząca KO, jest na to gotowa? Trudno powiedzieć, ale sądzę , że mogłoby to mieć istotny wpływ na wynik przyszłorocznych wyborów do Sejmu

O autorze

Dr Hubert A. Janiszewski

Autor jest ekonomistą, członkiem Polskiej Rady Biznesu i rad nadzorczych spółek notowanych na GPW. W przeszłości był szefem bankowości inwestycyjnej w takich bankach, jak HSBC, Bankers Trust i Deutsche Bank Polska. Wszystkie dane pochodzą z Eurostatu oraz oficjalnych danych poszczególnych resortów nadzorujących podmioty gospodarcze