Figura Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu pod Toruniem będzie najwyższą figurą maryjną w Europie. Monument ma zostać poświęcony i otwarty dla publiczności w sobotę 15 sierpnia 2026 r. Od samego pomnika mogą okazać się jeszcze ciekawsi jego fundatorzy – Roman i Grażyna Karkosikowie, jedni z najbogatszych Polaków, należący do pokolenia przedsiębiorców, którzy zaczynali budować majątki jeszcze w PRL i skorzystali na transformacji gospodarczej. Inwestowali razem, choć to o nim mówiło się głównie. Grażyna Karkosik nie była jednak tylko żoną biznesmena. Przez lata sama należała do znaczących akcjonariuszy giełdowych spółek związanych z imperium Karkosika. Małżonkowie mieli rozdzielność majątkową, a Grażyna Karkosik trafiała w przeszłości do rankingów najbogatszych Polaków.
Roman Karkosik przez dziesięciolecia budował majątek w świecie giełdy, przejęć, przemysłu i wielkich transakcji. Teraz, mając 75 lat i pozostając człowiekiem niemal całkowicie nieobecnym w mediach, finansuje obiekt, który ma przetrwać znacznie dłużej niż jego biznesowe imperium. Inwestor zakłada, że monument przetrwa 300 lat, przez pierwsze 50 lat nie będzie wymagał konserwacji.
Miliarder, którego trudno spotkać
Roman Karkosik mieszka w oddalonym o około 2 km od pomnika pałacu Zboińskich w Kikole. Ten XVIII-wieczny pałac kupił jeszcze w latach 90. wraz z 10-hektarowym parkiem i gruntownie odrestaurował. Ma stąd piękny widok na pomnik Maryi zlokalizowany na sąsiednim wzgórzu.
Roman Karkosik nigdy nie był miliarderem wśród celebrytów. Ubierający się zwykle na czarno – w ciemną marynarkę, spodnie i koszulę bez krawata (głównie tak uwieczniono go na dostępnych w mediach zdjęciach) – traktował ten prosty zestaw niemal jak roboczy mundur. Zamiast brylować w telewizji czy na konferencjach, potrafił bez zapowiedzi pojawić się na hali produkcyjnej w swoich zakładach, by bezpośrednio z robotnikami rozmawiać o wydajności czy zużyciu surowców. Przez lata pozostawał przede wszystkim nazwiskiem z komunikatów giełdowych, rankingów najbogatszych Polaków i sporadycznych wywiadów w pismach branżowych na temat mu najbliższy, czyli inwestowania i perspektyw rynkowych. W szczycie giełdowej hossy jego portfel akcji był wart ponad 5 mld zł. Karkosik należał wówczas do ścisłej czołówki najbogatszych Polaków, w różnych rankingach figurując na drugim lub trzecim miejscu obok takich postaci jak Zygmunt Solorz-Żak czy Jan Kulczyk. Skrytość i zasada „cicho jesteś, dalej zajedziesz” stała się częścią jego biznesowego stylu. Nie jest wyjątkiem. Podobnie w wielkiej ciszy budowali swoje majątki inni miliarderzy, m.in. właściciel LPP Marek Piechocki czy Tomasz Biernacki, właściciel sieci Dino. W przeciwieństwie do nich Karkosik należał do generacji biznesmenów, którzy fortuny budowali przede wszystkim w pierwszych dekadach transformacji. Jego droga była wyjątkowo mocno związana z giełdą i przejmowaniem niedowartościowanych aktywów. – Lubię kupować spółki z kłopotami – mawiał. Jak tłumaczył, trzeba po prostu wiedzieć, co z nimi zrobić, zmienić zarządzanie i obciąć zbędne koszty.
Poza giełdą miał jednak także znacznie spokojniejsze hobby. W ogrodzie w Kikole hodował róże i sam je szczepił. Jak pisał „Puls Biznesu”, korzystał przy tym z usług ogrodnika, który pracował również dla brytyjskiej królowej Elżbiety II. W jego bibliotece znaczną część książek o kwiatach stanowiły publikacje poświęcone właśnie różom. Mówił, że gdy się czymś zajmuje, poznaje temat od podszewki – niezależnie od tego, czy chodzi o hodowlę kwiatów, czy analizę sprawozdań finansowych. W ten sposób budował jedną z najbardziej charakterystycznych fortun polskiego kapitalizmu początków transformacji.
Od magazyniera do giełdowego imperium
Jego droga do miliardów nie zaczęła się od wielkiego kapitału. Zanim zaczął budować własny biznes, pracował jako magazynier w Spółdzielni Kółek Rolniczych w rodzinnym Czernikowie. Później prowadził tam bar „Relaks”, rozlewnię napojów i handlował złomem. Kiedy po 1989 r. Polskę zalała fala zagranicznego piwa i napojów w puszkach aluminiowych, Karkosik jako jeden z pierwszych dostrzegł, że zbieranie i złomowanie aluminium to żyła złota. Aby poznać zasady rynku, jeździł na giełdę do Katowic i ze współpracownikami mozolnie tłumaczył niemieckie katalogi technologiczne. Ze złomu i tworzyw sztucznych przeszedł do produkcji przewodów, a stamtąd – wprost na warszawski parkiet, otwarty w 1991 r. – Giełda stała się dla mnie w pewnym sensie fascynacją, pracą i hobby jednocześnie – mówił w rozmowie z „Parkietem”. Karkosik zaczął przejmować kolejne przedsiębiorstwa, a jego nazwisko zostało związane przede wszystkim z Boryszewem, jedną z największych polskich grup przemysłowych, a także Impexmetalem i Alchemią. Z czasem grupa obejmowała firmy z bardzo różnych sektorów przemysłu.
Potrafił powierzać odpowiedzialne stanowiska ludziom, którzy dopiero zdobywali doświadczenie. Nie patrzył na dyplomy elitarnych uczelni. Wolał sprawdzać, czy kandydat potrafi wejść w detale technologiczne i przyznać się do braku wiedzy, zamiast serwować wyuczone formułki z podręczników do zarządzania. Karina Wściubiak została w 2001 r. prezesem Garbarni Brzeg, późniejszej Alchemii, mając 24 lata. Była wówczas najmłodszym prezesem spółki giełdowej. Do grupy Karkosika trafiła wcześniej jako asystentka. Karkosik stawiał na samodzielnych menedżerów, ale jednocześnie pozostawał decyzyjnym centrum grupy. – Nie jestem prezesem, moja funkcja ogranicza się do członkostwa w radach nadzorczych kilku firm. Generalnie nie interesuje mnie zarządzanie operacyjne, po to są zarządy – mówił. – Najbardziej cenię lojalność, prawdomówność oraz profesjonalizm. Mam od lat grono najbliższych współpracowników, z którymi budowałem swój sukces.
Menedżerowie, którzy pracowali z Karkosikiem, opowiadają o jego świetnej pamięci do danych finansowych. Potrafił w jednej chwili przeliczyć bardzo skomplikowaną transakcję. Karkosik przez lata zarządzał swoim przemysłowym imperium w sposób „analogowy”. Na jego biurku w Kikole długo nie było komputera – raporty ze spółek i notowania surowców analizował w formie papierowych wydruków, robiąc notatki długopisem na marginesach.
Nie przeszkadzało to w szybkiej ekspansji grupy. Współpracownicy zaczęli w końcu żartobliwie nazywać kontrolowane przez niego przedsiębiorstwa „Imperium Romanum”. To określenie dobrze oddawało nie tylko rozmiar grupy, lecz także sposób budowania biznesu, w którym miał decydujący głos. Jego firmy zatrudniały tysiące ludzi, produkowały dla największych koncernów motoryzacyjnych i działały na kilku kontynentach. Flagowy Boryszew stał się międzynarodową grupą produkującą komponenty dla motoryzacji, przejmując zagranicznych rywali, jak włoski Maflow. Szukający okazji inwestor giełdowy stał się przemysłowcem i fabrykantem.
Mimo że Karkosik budował potęgę na warszawskim parkiecie, omijał giełdowe salony szerokim łukiem. Wiesław Rozłucki, pierwszy prezes GPW, który kierował nią w latach 1991-2006, przyznaje, że nie przypomina sobie, by kiedykolwiek osobiście spotkał Karkosika – biznesmen po prostu nie pojawiał się na giełdzie ani na towarzyszących jej wydarzeniach.
Twórca GPW docenia jednak jego rzadką na polskim rynku trwałość: – Przedsiębiorcę, który zaczynał w latach 90., nie zbankrutował tak jak wielu innych, utrzymał majątek i rozwinął biznes, trzeba docenić. Wtedy były okazje, można było tanio przejąć fabryki, ale trzeba było umieć coś z nimi zrobić i postawić na nogi. Nie każdy to potrafił. Teraz na pewno trudniej jest stworzyć i rozwinąć taki tradycyjny biznes, co innego w nowych technologiach – tłumaczy Wiesław Rozłucki.
Nie wszystkie jego decyzje wynikały jednak z biznesowej kalkulacji. W 2006 r. zainwestował w toruński klub żużlowy, późniejszy Unibax od nazwy jego spółki (obecnie KS Toruń). Paradoksalnie sam przyznawał, że wcześniej na żużlu był tylko raz i sport nie był jego pasją. Klub miał przede wszystkim potrzebować inwestora, który uratuje go przed upadkiem. Do tej nietypowej, kilkuletniej inwestycji namówili go bracia.
Czytaj więcej
Multimiliarder Peter Thiel stał się symbolem wpływów nowego typu: nie potrzebuje urzędu, partii ani stanowiska państwowego. Wystarczy kapitał, sieć...
Giełda, która zaczęła być problemem
W pierwszej dekadzie XXI wieku każda inwestycja Karkosika wywoływała na warszawskiej giełdzie ogromne zainteresowanie inwestorów. Jego nazwisko zaczęto łączyć z umiejętnością wyszukiwania tanich aktywów i późniejszego zwiększania ich wartości. Stał się największym graczem na giełdzie. Podążała za nim wielka rzesza drobnych inwestorów, kopiując jego ruchy inwestycyjne, oczywiście w zdecydowanie mniejszej skali. Wystarczyła plotka, że miliarder przygląda się danej spółce, by jej kurs na GPW eksplodował. Gdy w 2006 r. ujawnił przejęcie NFI im. Eugeniusza Kwiatkowskiego, akcje funduszu w ciągu kilku dni podrożały z około 5 do 37 zł.
Jarosław Dominiak, prezes Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych, ocenia, że fenomen Karkosika miał także drugą stronę. – To twardy gracz i niejednoznaczna postać. Inwestorzy mieli nieraz pretensje o komunikację z rynkiem, brak otwartości, a przecież działa na rynku publicznym. Przed dekadą zaczął tracić swoją magię na giełdzie, kiedy idący jego śladem inwestorzy zorientowali się, że na jego spółkach nie tylko się zarabia, a na wizerunku pojawiły się rysy związane z karami KNF – mówi.
Drobni inwestorzy nazywali go „cesarzem spekulacji” „polskim Midasem” czy „polskim Warrenem Buffettem”
Drobni inwestorzy nazywali go „cesarzem spekulacji”, „polskim Midasem” czy „polskim Warrenem Buffettem”. – Inwestuję długoterminowo – powtarzał, zastrzegając, że nie ma wpływu na zachowania drobnych inwestorów, którzy kupują akcje pod wpływem emocji lub samego jego nazwiska. – Przysłowiowemu Kowalskiemu, który ma trochę pieniędzy i szuka miejsca ich ulokowania, mogę zarekomendować aktywność giełdową tylko wtedy, gdy ma on wystarczająco dużo czasu, aby śledzić i analizować wszystko, co się na giełdzie i wokół spółek giełdowych dzieje – zastrzegał.
Jednak giełda stała się także miejscem największych kontrowersji w karierze miliardera. W 2007 r. Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na Karkosika i jego żonę kary za naruszenie obowiązków związanych ze znacznymi pakietami akcji Boryszewa. KNF zarzuciła im m.in. brak terminowego poinformowania rynku o przekroczeniu progu 66 proc. głosów. Kary wyniosły odpowiednio 200 tys. i 30 tys. zł, jednak w 2009 r. Naczelny Sąd Administracyjny je uchylił, uznając m.in., że małżonkowie nie mieli obowiązku informowania o zwiększeniu zaangażowania, ponieważ „nie wynikało ono z czynności prawnej”.
Wkrótce pojawiła się znacznie poważniejsza sprawa dotycząca podejrzenia manipulacji akcjami Boryszewa. Chodziło o transakcje zawierane od 19 do 30 kwietnia 2013 r., które – zdaniem śledczych – sztucznie zwiększały obrót akcjami spółki i wprowadzały w błąd co do rzeczywistego popytu i podaży. W czerwcu 2016 r. prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia. W listopadzie 2017 r. Sąd Rejonowy w Toruniu warunkowo umorzył postępowanie, a we wrześniu 2018 r. Sąd Okręgowy w Toruniu utrzymał to rozstrzygnięcie w mocy.
Gdy w styczniu 2018 r. prokuratura skierowała do sądu kolejny akt oskarżenia – tym razem dotyczący manipulacji akcjami Krezusa w 2012 r. – miliarder, odrzucając oskarżenia, zareagował stanowczo. W rozsyłanym do mediów oświadczeniu przekonywał, że jest „osobą nie tylko niewinną, ale też bezpodstawnie pomawianą”. Twierdził, że nie dokonywał transakcji, które mogłyby mieć manipulacyjny charakter.
Przedstawiał się wówczas jako „orędownik rozwoju polskiego rynku kapitałowego” i krytykował działania regulatora. „Podejście nadzorcy paraliżuje rynek. Inwestorzy boją się zawierać transakcje w obawie o ewentualne oskarżenia o manipulację czy inne wykroczenie. Poprzez represyjne działania rośnie ryzyko inwestycyjne” – argumentował. W reakcji na te wydarzenia zapowiedział ograniczenie działalności inwestycyjnej na GPW oraz wycofanie części kontrolowanych spółek z obrotu.
Dominiak zwraca jednak uwagę, że ogromna popularność Karkosika była dla niego także obciążeniem. – Takie uwielbienie inwestorów musiało być dla niego także dużym obciążeniem, bo nie każda inwestycja musi być przecież trafiona. A wtedy drobni gracze idący za mistrzem potrafią formułować najgorsze oskarżenia. Trzeba przyznać, że Karkosik o popularność nie zabiegał i nie pompował wokół siebie balona – mówi.
W tle ograniczenia działalności były jednak także szersze problemy warszawskiej giełdy: niższa płynność rynku, rosnące koszty obecności na giełdzie oraz coraz bardziej rozbudowane obowiązki informacyjne.
Czytaj więcej
Każda epoka miała swoją finansową gorączkę: tulipany, koleje, internet i nieruchomości. Dziś rolę obiektu zbiorowej fascynacji przejęła sztuczna in...
Zmierzch Imperium Romanum?
Z czasem imperium przestało jednak rosnąć. Część aktywów została sprzedana, część wycofana z giełdy (Alchemia i Impexmetal z branży metalowej), a niektóre inwestycje nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, jak próba wydobycia w Afryce czy Indonezji złota i boksytów (Krezus). Ciekawym epizodem w biznesowej karierze Karkosika była próba stworzenia sieci komórkowej „wRodzinie” wspólnie z o. Tadeuszem Rydzykiem. W 2008 r. należący do Karkosika CenterNet porozumiał się z Fundacją Lux Veritatis. Pomysł zakładał wykorzystanie ogromnej społeczności Radia Maryja jako bazy klientów. Karkosik przekonywał, że podobne modele biznesowe sprawdzają się na Zachodzie.
Przedsięwzięcie, choć wystartowało, zakończyło się porażką. W 2010 r. Karkosik wycofał się ze współpracy, a między stronami wybuchł spór o rozliczenia.
Jeszcze w 2025 r. Roman Karkosik i jego żona Grażyna, z majątkiem 1,96 mld zł, znaleźli się na 44. pozycji listy najbogatszych Polaków według „Wprost”. W tegorocznej edycji ich majątek oszacowano już „tylko” na 1,5 mld zł (56. miejsce). Z kolei w tegorocznym rankingu „Forbesa” małżeństwa już nie ma w pierwszej setce, co oznaczałoby, że wartość majątku stopniała poniżej 1,29 mld zł. Na wartość aktywów wpływa m.in. sytuacja flagowego Boryszewa, który obserwuje kryzys na światowym rynku motoryzacyjnym, konkurencję ze strony chińskich producentów i wysokie koszty pracy czy energii. – Choć segment motoryzacyjny i obszar stalowy są pod presją niekorzystnej sytuacji gospodarczej, dobrze rozwija się m.in. obszar aluminiowy, który jest naszą perłą w koronie. Chcemy także skorzystać na zbrojeniach. Przygotowujemy z partnerami z Instytutu Technicznego Wojsk Lotniczych produkcję dronów bojowych – zaznacza Anna Janocha, rzecznik Boryszewa.
Dziś majątek Karkosików to przede wszystkim udziały w spółkach oraz nieruchomościach. Podczas gdy inni miliarderzy kupowali jachty czy nieruchomości w Monako, on lokował prywatne pieniądze w pałace. Jeszcze w latach 90. kupił i odrestaurował XVIII-wieczny pałac Zboińskich, zatrudniając najlepszych polskich konserwatorów zabytków. W 2016 r. kupił także XIX-wieczny Pałac Przeździeckich, przy ulicy Foksal w Warszawie, wcześniej związany z polską dyplomacją.
Pomnik, wiara i filantropia
Teraz skupia się na budowie wielkiego pomnika, który może stać się nowym celem pielgrzymek. Monumentalny obiekt wzbudził nawet zainteresowanie za granicą. „Financial Times” zwracał uwagę na skalę projektu i jego nietypową lokalizację pośród pól w centralnej Polsce.
Czytaj więcej
„Potworek”, „king kong w szczerym polu” i „pomnik za życia” – tak o gigantycznej figurze Matki Bożej w Konotopiu mówił w rozmowie z RadioZET.pl dom...
Rzeźbiarz Adam Jakub Matejkowski, na zlecenie Karkosika, powiedział w rozmowie z polskim wydaniem magazynu „Forbes”, że założyciel miał specjalne życzenie. Chciał, aby posąg Maryi był większy niż postać Chrystusa w Świebodzinie.
Pomnik powstał w Konotopiu, w sąsiedztwie sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. Jest prywatnym przedsięwzięciem Romana i Grażyny Karkosików, określanym przez nich jako wotum wdzięczności. W ostatnich latach w opowieści o Karkosiku pojawia się także religijny przełom. Według skąpych relacji medialnych przedsiębiorca, wcześniej deklarujący dystans do wiary, po ciężkiej operacji miał inaczej spojrzeć na swoje życie. Ważną rolę w jego przemianie miała odgrywać Grażyna, która zawsze była osobą głęboko wierzącą.
Już 15 lat temu małżeństwo sfinansowało odbudowę Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Konotopiu, miejsca pielgrzymkowego od XIX w. Nowy pomnik to imponująca konstrukcja, ma 55 metrów wysokości – 40,6 metra przypada na figurę, a kolejne 15 metrów na postument w kształcie korony. W środku zaplanowano windę i taras widokowy. Spoiwo i domieszki mineralne sprowadzono z wyspecjalizowanych włoskich zakładów z rejonu Wenecji. Sam obiekt budzi różne opinie – od zachwytu, po krytykę i określenie „Matka Boska Karkosikowa”.
Pomnik Matki Boskiej Milosienej ma 55,6 metra wysokości i jest najwyższym tegop typu obiektem maryjnym w Europie
Koszt budowy szacowany jest na około 100 mln zł, choć fundatorzy nie ujawnili oficjalnego kosztorysu. Te pieniądze pochodzą z własnego majątku małżeństwa, a nie majątku firm, w których mają udziały. Na tym etapie swojej biznesowej kariery człowiek, który zbierał miedź, cynk i stal, buduje gigantyczną figurę ze stali i betonu.
– Widzimy już rosnące zainteresowanie działkami pod inwestycje, w tym lokale gastronomiczne. Ale za wcześnie jeszcze, by ocenić wpływ na sytuację gminy – mówi nam burmistrz Kikoła Renata Gołębiewska. Przyznaje, że wielokrotnie spotkała miliardera, a jego wizerunek „biznesowy” i w mediach jest inny niż w rzeczywistości. – To ciepły i pomocny człowiek, dofinansowuje nasze wydarzenia, jak dożynki, interesuje się sprawami gminy. Ale w samych imprezach udziału nie bierze – przyznaje.
Miliarder poświęca się w coraz większym stopniu filantropii. W grudniu 2025 r. podarował województwu kujawsko-pomorskiemu swój żaglowiec wyceniany na 15 mln zł. Żaglowiec ma służyć młodym ludziom jako szkoła pod żaglami.
Nie zmienia to faktu, że pozostaje twardym biznesmenem. I jak słyszymy od osób z jego firm, wciąż bardzo aktywnym. W tym samym czasie, gdy Karkosik przygotowywał się do poświęcenia swojego wielkiego religijnego przedsięwzięcia, w należącej do jego grupy Walcowni Metali Dziedzice trwały negocjacje związane z restrukturyzacją. Początkowo planowano likwidację 200 z 447 etatów, po negocjacjach ze związkami liczbę tę ograniczono do maksymalnie 150. Te dwa wydarzenia nie mają ze sobą bezpośredniego związku. Pokazują jednak dwie strony obecnej działalności Karkosika: prywatnego majątku, który coraz częściej przeznacza na filantropię, zabytki i projekty religijne, oraz biznesu, w którym nadal obowiązują rachunek kosztów, wydajność i zysk.