Polska zrobiła właśnie ważny krok w kierunku ochrony wolności słowa. Weszła w życie ustawa z 29 maja 2026 r. o szczególnych środkach ochrony osób uczestniczących w debacie publicznej, powszechnie określana jako ustawa anty-SLAPP. Po raz pierwszy polskie sądy otrzymały instrumenty pozwalające szybciej eliminować oczywiście bezzasadne pozwy służące uciszaniu krytyki. To sukces. Ale tylko połowiczny.

Bo w polskim prawie nadal pozostaje najdotkliwszy kaganiec dla mediów, blogerów, społeczników i zwykłych obywateli zabierających głos w sprawach publicznych – art. 212 kodeksu karnego.

Zniesławienie. Polska przegrywa przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka

Przepis ten penalizuje zniesławienie. Za pomówienie mogące narazić inną osobę, instytucję lub przedsiębiorcę na utratę zaufania grozi grzywna, kara ograniczenia wolności, a w przypadku publikacji w środkach masowego komunikowania – nawet kara pozbawienia wolności do roku. Sam fakt prowadzenia postępowania karnego oznacza jednak znacznie więcej niż grożącą sankcję. Oskarżony może zostać skierowany na badania psychiatryczne, przez lata uczestniczyć w procesie karnym, a w określonych sytuacjach postępowanie lub skazanie może wpływać na możliwość pełnienia niektórych funkcji publicznych. Nawet uniewinnienie nie usuwa kosztów psychicznych, finansowych i reputacyjnych takiego procesu.

Czytaj więcej

Ewa Szadkowska: Panie ministrze, a co z art. 212 Kodeksu karnego?

Nie jest przypadkiem, że właśnie sprawy dotyczące zniesławienia należą do najczęstszych powodów przegranych Polski przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. W wyrokach w sprawach Maciejewski przeciwko Polsce, Długołęcki przeciwko Polsce oraz Lewandowska‑Malec przeciwko Polsce Trybunał konsekwentnie przypominał, że sankcje karne wobec uczestników debaty publicznej powinny należeć do absolutnego wyjątku. Strasburg od lat powtarza prostą zasadę: więzienia nie są dla słów. Już sama możliwość orzeczenia kary pozbawienia wolności wywołuje efekt mrożący – zniechęca nie tylko oskarżonego, lecz także wszystkich, którzy obserwują jego sprawę i zastanawiają się, czy warto ujawniać nieprawidłowości lub krytykować osoby sprawujące władzę.

Ochrona dobrego imienia może być skutecznie realizowana środkami prawa cywilnego

Efekt mrożący nie polega wyłącznie na wydaniu wyroku. Często wystarcza samo wszczęcie postępowania. Dla lokalnego dziennikarza czy aktywisty wezwanie do sądu karnego jest komunikatem: następnym razem lepiej milczeć.

O dekryminalizację zniesławienia od lat apelują organizacje dziennikarskie i organizacje pozarządowe zajmujące się ochroną wolności słowa. Helsińska Fundacja Praw Człowieka, Sieć Obywatelska Watchdog Polska, Izba Wydawców Prasy, Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, Towarzystwo Dziennikarskie czy ARTICLE 19 od dawna wskazują, że ochrona dobrego imienia może być skutecznie realizowana środkami prawa cywilnego, natomiast prawo karne nieuchronnie wywołuje efekt mrożący.

Paradoksalnie, sukces ustawy anty‑SLAPP może ujawnić słabość pozostawienia art. 212 k.k. Skoro w postępowaniu cywilnym sąd może już na wczesnym etapie oddalić oczywiście bezzasadny pozew i obciążyć powoda kosztami, część podmiotów chcących uciszyć krytykę może częściej sięgać po prywatne akty oskarżenia. Są one relatywnie tanie dla oskarżyciela, natomiast ciężar prowadzenia postępowania ponosi państwo.

To dlatego ustawa anty‑SLAPP nie powinna być końcem reformy, lecz jej początkiem. Naturalnym kolejnym krokiem powinno być uchylenie art. 212 kodeksu karnego. Jednocześnie warto rozpocząć dyskusję nad nowym typem przestępstwa – oszczerstwa – obejmującego wyłącznie świadome rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji w złej wierze i z zamiarem wyrządzenia szkody. Chroniłoby ono przed kampaniami kłamstw, a nie przed ostrą krytyką w debacie publicznej.

Czytaj więcej

Maciej Zaborowski: Artykuł 212 k.k. – zakazany owoc władzy

To dobry moment na zmianę. Taki postulat zgłaszały organizacje społeczne podczas prac nad ustawą anty‑SLAPP. Potrzebę reformy sygnalizowało również Ministerstwo Sprawiedliwości kierowane przez Adama Bodnara. Co ważne, nie jest to kwestia partyjna. Z art. 212 mierzyli się przedstawiciele praktycznie wszystkich środowisk politycznych oraz dziennikarze o bardzo różnych poglądach.

Teraz decyzja należy do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeżeli reforma zatrzyma się na ustawie anty‑SLAPP, to najbardziej odczują to ci, którzy mają najmniejsze możliwości obrony – lokalni dziennikarze, blogerzy, społecznicy i mieszkańcy patrzący lokalnej władzy na ręce. Oni najczęściej nie dysponują sztabem prawników ani wsparciem instytucjonalnym. Zostają sami wobec procesu karnego.

Historia wolności słowa pokazuje, że demokracja nie umiera od jednego spektakularnego zakazu. Znacznie częściej gaśnie po cichu, wtedy, gdy coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku, że bezpieczniej jest nic nie powiedzieć. Jeżeli naprawdę chcemy zamknąć rozdział procesów mających uciszać debatę publiczną, po ustawie anty‑SLAPP musi przyjść czas na wykreślenie art. 212 k.k.

Autorka jest dr nauk prawnych, ekspertką w zakresie wolności słowa Rady Europy i Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, adiunktką na Uniwersytecie Gdańskim.