„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga – i Bogiem było Słowo” – usłyszeli, jak co roku 25 grudnia w kościołach, uczestnicy uroczystości Narodzenia Pańskiego. Słowo, jak wiemy, może jednak także ranić, znieważać czy uwłaczać, choćby właśnie katolikom. Dziś za obrazę uczuć religijnych prawo przewiduje do dwóch lat pozbawienia wolności i taka kara groziła w 2012 r. piosenkarce Dorocie Rabczewskiej za określenie autorów Biblii mianem „naprutych winem i palących jakieś zioła”. Skończyło się na 5 tys. zł grzywny i późniejszej wygranej Dody w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, który w 2022 r. uznał polskie regulacje za zbyt surowe.
Obraza uczuć religijnych karana łagodniej. Co proponuje Ministerstwo Sprawiedliwości?
Obecny rząd postanowił doprowadzić do ich złagodzenia. Do konsultacji publicznych właśnie trafił projekt ustawy, który z katalogu możliwych kar za obrazę uczuć religijnych wykreśla więzienie – pozostawiając grzywnę i ograniczenie wolności (czyli np. prace społeczne).
Czytaj więcej
Kara pozbawienia wolności nie będzie już groziła za obrazę uczuć religijnych – to główne założeni...
Inicjatywa godna pochwały, szkoda jednak, że projektodawcy z Ministerstwa Sprawiedliwości, przygotowując nowelizację kodeksu karnego, znów „przegapili” pobliski przepis, też pozwalający surowo karać za słowo. Mam na myśli okryty złą sławą art. 212 dotyczący zniesławienia.
Organizacje pozarządowe, ale też np. wydawcy i dziennikarze od dawna zabiegają o jego uchylenie, przekonując, że używanie środków karnych, zwłaszcza kary pozbawienia wolności, jako formy odpowiedzialności za publiczne wypowiedzi, nie odpowiada standardom demokratycznego państwa prawa. Bo do ochrony dobrego imienia co do zasady powinna wystarczyć ścieżka cywilna – zwłaszcza politykom i szerzej ludziom władzy, dziś nader chętnie korzystającym z dobrodziejstwa przepisów karnych, co nieraz przybiera formę SLAP-ów obliczonych na wywołanie efektu mrożącego i uciszenie krytyków.