O tym, że prezydent zawetował ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa, nie ma co się specjalnie rozpisywać. Pewnie większość z państwa tak samo się ostatnio zdziwiła, jak po poniedziałku był wtorek. Liczyć na to, że namaszczony przez Prawo i Sprawiedliwość prezydent podpisze ustawę oddającą w ręce sędziów prawo do decydowania o powoływaniu tychże, mógł tylko niepoprawny optymista albo oszołom. W końcu nie po to PiS włożył tyle wysiłku w ograniczenie niezależności sądownictwa i wzmocnienie władzy Sejmu, by teraz tak po prostu te zdobycze oddać. Zwłaszcza, gdy ustawa odbierała prawo udziału w wyborach do KRS dużej części neosędziów.
Czytaj więcej
Zakaz kwestionowania statusu tzw. neosędziów, surowe kary – nawet 5 lat więzienia – za podważanie...
Czy nowelizacja ustawy o KRS ograniczyłaby chaos w sądach?
W zasadzie cały ten wysiłek legislacyjny sprowadzał się do tego, by pójść na zwarcie i móc obwinić prezydenta o blokowanie zmian. Co prawda nie przybliża nas to rozwiązania konfliktu, który trawi polskie sądy, o czym coraz boleśniej przekonują się obywatele, ale kto by się tym przejmował. W dodatku negatywne skutki tego stanu rzeczy odczuwają na własnej skórze zarówno ci, którzy poparli przy urnach polityków obiecujących rozprawę z kastą, jak i ci, którzy głosowali przeciwko nim.
Czytaj więcej
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki ostro skrytykował koncepcję dotyczącą wyborów sędziow...
Dlatego trudno się nie zgodzić ze słowami Karola Nawrockiego, kiedy mówi „Jeśli prawo ustrojowe jest pisane pod interes konkretnej władzy czy wąskiej grupy, to zwykły obywatel zawsze przegrywa – czasem powoli, w ciszy codziennych trudności, a czasem nagle, gdy okazuje się, że nie ma się do kogo odwołać i gdzie szukać sprawiedliwości”.