Do Kijowa marszałek Sejmu pojechał wiedząc, że nie będzie tam ani Karola Nawrockiego ani Donalda Tuska. Dla premiera rocznicowy wyjazd na Ukrainę byłby jednak politycznie ryzykowny. Rząd stara się szukać w kwestii ukraińskiej pewnego wyważenia. Werbalnie i politycznie wspiera Kijów, ale co do wysłania na Ukrainę – w przypadku zawieszenia broni – polskich jednostek, zachowuje pełną rezerwę. Cóż, sondaże są jednoznaczne; większość Polaków tego nie popiera. Podobnie jak coraz częściej daje o sobie znać nad Wisłą ukrainosceptycyzm; Tusk w trosce o przewagę nad PiS-em musi się trzymać sondażowych realiów. Nie może pozwolić sobie na szarżę.

Reklama
Reklama

Foto: Tomasz Sitarski

Czego nie może Tusk, może marszałek Czarzasty

Odkąd zasiadł na fotelu marszałka próbuje wykorzystać ten wyrok historii na swoją rzecz. Stawia się Nawrockiemu, w Sejmie stosuje „marszałkowskie weto”, wobec zarzutów dotyczących swojej biznesowo-towarzyskiej przeszłości wyciąga przeciw prezydentowi armatę jego potencjalnie „nieciekawych” relacji z czasów trójmiejskich. Wypad do Kijowa był dla niego niezwykłą okazją, by zaistnieć już nie tylko w polskiej, ale i europejskiej polityce.

Marszałek nie był oszczędny w słowach. Nie używał eufemizmów: —„Trzeba naprawdę umieć nazwać zło” — mówił. — „Putin i Rosja to jest po prostu nieszczęście dla Ukrainy, potencjalnie nieszczęście dla Polski i dla całej Europy. Tu nie ma żadnego relatywizowania, to wszystko trzeba nazywać po imieniu”. Podczas wystąpienia w ukraińskiej Radzie Najwyższej zapewnił, że „chyli czoło przed poległymi w obronie niepodległej Ukrainy i potępia Władimira Putina jako zbrodniarza”. W sprawie akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej też był nadzwyczaj jednoznaczny: — „Nie ma narzekań. Ukraina musi wejść do UE. Musimy to zrobić. Nie ma co jęczeć”. Wypada podkreślić, że był jedynym z europejskich polityków, któremu dane było wystąpić 24 lutego 2026 r. na forum Rady Najwyższej. Dlatego echo tego wystąpienia rozniosło się tak szeroko. Formalnie – jako marszałek Sejmu – jest drugą osobą w państwie. Takich polityków się słucha.

Czarzasty gra na wzrost popularności Nowej Lewicy

Czy posunął się za daleko? Nie mam takiego wrażenia; większość europejskich liderów ceni sobie odwagę i determinację na rzecz Ukrainy. Zarazem słowa Włodzimierza Czarzastego mają wartość czysto deklaratywną. Jako lider niewielkiej partii i średnio liczącego się klubu parlamentarnego ma – w przeciwieństwie do premiera, czy prezydenta – niewielką sprawczość. Gra tylko na konto swoje i swojej partii. Ale zyskuje rozgłos i tak potrzebne jego ugrupowaniu punkty. Przy okazji załatwił jeszcze jedną ważną dla siebie rzecz. Ostry atak na Putina miał na celu jednoznaczne odcięcie się od swoich podejrzanych relacji z tą czy tamtą Rosjanką. Po powrocie z Kijowa może śmiało spojrzeć w twarz Nawrockiemu i powiedzieć: nie bałem się tam jechać. Po to, by znaleźć się na czarnej liście Putina. A pan, panie prezydencie?