O tym, że Łukasz Jankowski ma w samorządzie lekarskim wielu przeciwników, wiadomo co najmniej od dwóch lat. To właśnie w 2024 r. część izb lekarskich wystosowała pismo do Naczelnej Izby Lekarskiej z żądaniem zwołania nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Lekarzy i odwołania go z funkcji prezesa. Wśród najgłośniejszych krytyków byli działacze z Poznania, Katowic, Krakowa czy Wrocławia.

W otwartym liście podpisanym przez przedstawicieli ośmiu okręgowych izb lekarskich padały mocne zarzuty: pogłębianie konfliktów wewnątrz środowiska, „korporacyjny” styl zarządzania i ograniczanie debaty. Autorzy przypominali, że „lekarski samorząd zawodowy nie jest partią polityczną” i apelowali o bardziej demokratyczny model działania. Pisali też wprost o pełnej napięć i konfliktów atmosferze w NIL. Do tego dochodziły zarzuty dotyczące odejść pracowników, zerwania kontaktów z Polonią Medyczną czy sposobu prowadzenia sporów wewnętrznych.

I ten podział było widać podczas tegorocznych wyborów. Jankowski reelekcję wywalczył dość wyraźnie, ponieważ zdobył 266 głosów, a jego rywal Tadeusz Urban dużo mniej, bo 193. To przewaga bezdyskusyjna, ale jednocześnie wynik, który pokazuje skalę pęknięcia w środowisku. Bo o ile wybory zostały rozstrzygnięte, o tyle konflikt wcale się nie skończył.

Czytaj więcej

Lekarze wybrali szefa samorządu. Mimo krytyki Łukasza Jankowski wygrywa

Łukasz Jankowski liczy na dialog. Łatwo to zadeklarować, trudniej go nawiązać

Podczas zjazdu Jankowski dużo mówił o dialogu, rozmowie i ścieraniu się różnych poglądów. Problem w tym, że teraz te deklaracje trzeba będzie przekuć w praktykę. A to już znacznie trudniejsze niż wyborcze obiecanki i slogany.

Nie chodzi zresztą o to, by wszyscy prezesa polubili. Wybory w samorządzie lekarskim nie mogą być konkursem popularności. W końcu chodzi o utrzymanie w ryzach ogromnej struktury, która reprezentuje środowisko w momencie wyjątkowo trudnym dla ochrony zdrowia. Rosnące kolejki do specjalistów, problemy z dostępem do badań obrazowych, przeciążony system i frustracja pacjentów będą coraz mocniej uderzać właśnie w lekarzy. To oni stoją na pierwszej linii i to na nich społeczne emocje będą się wyładowywać.

Sam Jankowski podczas prezentacji programu mocno akcentował kwestie kryzysu ochrony zdrowia oraz cyfryzacji i sztucznej inteligencji, wobec których część środowiska nadal pozostaje sceptyczna. – Nasza grupa zawodowa będzie pod pręgierzem, będzie cały czas oskarżana, bo my jesteśmy przy pacjencie – mówił podczas zjazdu. I trudno odmówić mu racji. Tyle że nową kadencję trudno było rozpocząć w bardziej nerwowej atmosferze.

Pierwszy dzień Krajowego Zjazdu Lekarzy zamienił się momentami w organizacyjny chaos. Dwugodzinne opóźnienie obrad po ataku na system do głosowania, przyjazd policji i późniejsze improwizowane głosowanie przez podnoszenie mandatów skutecznie podgrzały emocje wśród delegatów. Nawet przy dużej dozie wyrozumiałości nie można było uznać tego za pokaz pełnej kontroli nad sytuacją ze strony dotychczasowych władz samorządu. I właśnie w takiej atmosferze Łukasz Jankowski będzie teraz próbował odbudowywać relacje i nawiązać dialog. Problem polega na tym, że murów, które rosły przez ostatnie lata, nie burzy się jednym przemówieniem.