Może to z powodu limitów bagażu podręcznego w samolotach tanich linii. Wielu turystów nie ma długich spodni, a turystki czegokolwiek, co zakryłoby ramiona i uda. Dlatego pakują się do kościołów ledwo odziani, pokazując ciała różnej świeżości. Nie baczą na zamieszczane przy drzwiach piktogramy: znaki zakazu wchodzenia w strojach kojarzących się z plażą czy biwakiem. Konsekwencji żadnych, nikt nie reaguje. Zapewne babcie i diadkowie większości tych turystów – to głównie Europejczycy – byliby zaszokowani takim ubiorem. Niegdyś mężczyźni nawet przechodząc koło kościoła ściągali nakrycie głowy. Teraz panowie lubią paradować przed ołtarzem w czapce z daszkiem, choć kościoły mają dachy i słońce tam nie dociera.