Reklama

Jan Maciejewski: To samo tchnienie

Są jak wrogowie, którzy nie mogą bez siebie żyć. Jeśli jednego zabraknie, drugi popadnie w marazm, roztyje się i skończy z pilotem w fotelu.
Jan Maciejewski: To samo tchnienie

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Najlepiej wczesną wiosną – jak wiele innych rzeczy w przyrodzie – on także zdradza się ze swoją naturą właśnie wtedy. Wśród pól i w ogrodach. Twarzą w twarz, wdechem z powietrzem, wypełnionym nim jak treścią. Idealnie byłoby wczesnym ranem, w półmroku nadchodzącego dopiero dnia. Spotkanie ze smrodem powinno być jak schadzka.

Jest płodny – tym, co ma z niego wyniknąć. Nawóz wlany w ziemię. I brzemienny wszystkim, co go poprzedziło. Trawienie, fermentacja, choroba, śmierć. Jest tajemnicą, kto wie, czy nie bardziej nawet fascynującą niż zapach. Jest fermentem (ex definitione), pomieszaniem, chaosem, z którego dochodzą co i rusz tony melodii. Polska poezja składała mu hołd piórami Kasprowicza, Staffa („czcigodny gnoju, dobroczynne łajno (…) Pachniesz jak wszystkie wonności Arabii”) czy Rymkiewicza.

Pozostało jeszcze 83% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama