Jedni badacze twierdzili, że choroba krążyła po Europie jeszcze zanim Kolumb dotknął stopą amerykańskiej ziemi. Drudzy upierali się, że to właśnie jego wyprawy przywiozły ją ze Starego Świata. Najnowsze badania oparte na starożytnym DNA każą spojrzeć na tę historię od nowa.

Na łamach „Science” ukazał się właśnie artykuł o paleogenomicznych badaniach, w których natrafiono na coś nieoczekiwanego – nieznany dotąd podgatunek bakterii Treponema pallidum, odpowiedzialnej za kiłę i choroby z nią spokrewnione. DNA wyizolowano ze szczątków ludzkich odkrytych na terenie dzisiejszej Kolumbii. Wiek znaleziska? Około 5500 lat. Wynika z tego, że przodkowie bakterii wywołującej kiłę obecni byli w Amerykach o tysiące lat wcześniej, niż dotychczas sądzono.

Skąd wzięła się kiła? Nowe badania DNA ze szczątków w Kolumbii zmieniają historię medycyny

Wyniki omawia antropolożka Molly Zuckerman i jej doktorantka Lydia Bailey z Mississippi State University. Obie odwołują się do analiz DNA z dawnych pochówków w Kolumbii i Meksyku, pokazując, jak bardzo metody badania starożytnego materiału genetycznego przyspieszyły w ostatnich latach i co z tego wynika dla sporów toczonych od pokoleń.

Czytaj więcej

Ogromny wzrost zachorowań na choroby zakaźne w Polsce

Krętki z rodzaju Treponema były w obu Amerykach nie tylko obecne, ale i niezwykle zróżnicowane – tysiące lat przed jakimkolwiek kontaktem z Europą. Ameryka okazuje się biologiczną kolebką tej grupy bakterii, wywołujących kilka chorób o podobnym przebiegu: jaglicę, frambezję – zwaną też malinicą – i właśnie kiłę. To wszystko sprawia, że teoria o pochodzeniu stamtąd tej choroby staje się trudna do odrzucenia.

Nowe dane genetyczne wpisują się w hipotezę, zgodnie z którą kiła i jej bliskie „krewne”przez tysiąclecia rozwijały się wyłącznie na kontynentach amerykańskich. Do Europy miały trafić dopiero pod koniec XV wieku, wraz z powrotami pierwszych wypraw transatlantyckich.

„Ukryła się" w cieplejszych miejscach ciała. Niesamowita strategia przetrwania bakterii wywołującej kiłę

Prof. Zuckerman stawia też pytanie, które wydaje się równie frapujące: jak doszło do tego, że kiła stała się chorobą przenoszoną drogą płciową? Większość starożytnych szczepów odkrytych w Ameryce wywoływała choroby skóry – przenosiły się zwykłym dotykiem, szczególnie w wilgotnym, ciepłym klimacie. Europejski klimat i tutejsze standardy higieniczne zmusiły bakterię do adaptacji; chłodniejsze powietrze uniemożliwiło jej rozprzestrzenianie się w dotychczasowy sposób. Rozwiązaniem okazało się przeniesienie się w cieplejsze, wilgotne rejony ciała – narządy płciowe – co wymusiło zarazem zmianę drogi zakażenia na kontakt seksualny. Tak przynajmniej sugerują badacze z Mississippi.

Czytaj więcej

10 ważnych faktów o HIV i AIDS. Sprawdź, czy je znasz

Obserwując ewolucję bakterii przez pięć tysięcy lat, można próbować przewidzieć, w którą stronę może ona zmutować, by unikać antybiotyków. Jest jeszcze jeden, mniej oczywisty efekt tych badań: udowodnienie, że kiła towarzyszy ludzkości od zarania, pomaga zmniejszać wstyd, który do dziś powstrzymuje wielu ludzi przed zrobieniem testu.

Kiła wraca z ogromną siłą. Kryzys w Mississippi

Stan, z którego pochodzą obie naukowczynie, zmaga się dziś z czymś, co trudno nazwać inaczej niż epidemią. Mississippi jest uznawane za jedno z głównych ognisk kiły w Stanach Zjednoczonych, a sytuacja jest szczególnie dramatyczna w przypadku noworodków.

Liczby mówią same za siebie. W 2016 roku kiłę wrodzoną – przekazywaną z matki na dziecko – stwierdzono w stanie zaledwie u dziesięciorga niemowląt. W ostatnich latach ta liczba oscyluje między 110 a 130 przypadków rocznie. To wzrost o ponad tysiąc procent w ciągu jednej dekady. W sierpniu 2025 r. władze stanowe ogłosiły publiczny stan wyjątkowy, powołując się wprost na rosnącą śmiertelność niemowląt, za którą w znacznej mierze odpowiada właśnie kiła.