Spółka Nałęczów Zdrój domaga się od Skarbu Państwa ponad 5 mln zł odszkodowania za straty wywołane dyskryminującymi przepisami podatkowymi. Jako że sądy są zazwyczaj po stronie Skarbu Państwa, to za bardzo w skuteczność tego pozwu nie wierzę, ale zapytany o komentarz przez dziennikarza pozwoliłem sobie na stwierdzenie, że z wielkim zainteresowaniem przeczytam odpowiedź Skarbu Państwa na ten pozew. A z jeszcze większym odpowiedź na pytania Komisji Europejskiej, która przyjęła skargę tej samej spółki na polski rząd za stosowanie niedozwolonej pomocy publicznej dla producentów wód smakowych i energetyków.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Czysta woda i woda posłodzona to bez wątpienia inne produkty

Preferencyjna stawka na wodę posłodzoną zagęszczonym sokiem

Tutaj napiszę nieco więcej. Bo to taki „local content”. Z tym że „à la polonaise”. Jesteśmy przecież, jak pisał wieszcz Słowacki, „pawiem narodów”.

Zacznijmy od przypomnienia: woda ma stawkę VAT 23 proc. A woda z udziałem w składzie surowcowym masy soku owocowego lub warzywnego nie mniejszym niż 20 proc. jest obciążona już stawką tylko 5 proc. Po pierwsze w „masie”. Jako że sok jest cięższy i gęstszy od wody, to objętościowo jest go w butelce mniej niż 20 proc.  Po drugie, jest to sok zagęszczony – czyli wcześniej podgrzany, a więc bez tych wartości odżywczych, choć te są reklamowane. I teraz najciekawsze: przez blisko półtora roku, i to na dodatek w pandemii, gdy rząd i lekarze rekomendowali nawadnianie się – było to 0 proc. Jakby można się było nawodnić energetykiem, piwem zero czy nawet smakową wodą!

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Państwo włada szpitalem, a państwem politycy. Więc się w nim leczą

Bardzo więc jestem ciekaw, co reprezentująca Skarb Państwa Prokuratoria Generalna nakłamie sądowi polskiemu i Komisji Europejskiej w obronie ustawodawcy i rządu. Bo nie wierzę, że tym razem nie nakłamie. Choć to przecież był były rząd. Ten niedobry. Choć nowy rząd – ten dobry – w większości przypadków robi to samo, co tamten niedobry.

Gdy rząd (formalnie to Sejm, ale przecież on tylko klepie projekty ustaw przygotowane przez rząd) daje przywileje fiskalne producentom jakiegoś towaru kosztem innego, to musi mieć do tego dobry powód. Na przykład „interes publiczny”. Czy ten interes miał polegać na tym, żeby ludzie pili zamiast czystej wody wodę posłodzoną jakimś zagęszczonym sokiem?

W interesie publicznym na pewno to nie jest. Ale w interesie producentów takich napojów to już jest jak najbardziej. Zwłaszcza gdy rząd wprowadza na nie stawkę 0 proc. (a tak zrobił rząd PiS). Władza nie może działać w interesie jakiegoś producenta czy grupy producentów. Skoro tak ochoczo rząd się posługuje orzecznictwem TSUE w kwestiach praworządności, to może niech sięgnie do niego także w kwestiach podatkowych, bo tworzenie niczym nieuzasadnionych przywilejów w postaci preferencyjnych stawek podatku VAT na niektóre towary, z praworządnością nie ma nic wspólnego.

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Porno na Radzie Ministrów

Spieszmy się kochać protokoły, tak szybko znikają

W 2018 r., gdy pojawił się projekt nowej matrycy VAT, stawki na napoje dosładzane miały być podwyższone do takiego samego poziomu podstawowego 23 proc. jak woda czysta. Ale podniósł się wrzask, że to uderzy w polskie rolnictwo. Można o tym poczytać w protokołach posiedzeń komisji sejmowych procedujących projekt nowelizacji ustawy o podatku od towarów i usług. Jeszcze można. Bo na przykład – jak mi wyjaśniono w sejmowym archiwum – nie zachowały się protokoły z posiedzeń podkomisji, która w 2001 r. w projekcie nowelizacji ustawy o wychowaniu w trzeźwości dopisała słowa: „z wyjątkiem piwa”. W efekcie nie wiemy kto i dlaczego wyłączył piwo spod zakazu reklamy. Więc nie wiadomo jak długo się zachowają protokoły z posiedzeń sejmowej Komisji Finansów Publicznych z lipca 2019 r., na której były rozpoznawane trzy identycznie brzmiące poprawki zmierzające do tego, żeby nie tylko zachować preferencyjną stawkę VAT na napoje owocowe, ale by objęto nią również napoje energetyczne, piwo bezalkoholowe i suplementy diety w płynie. Jakby się znowu nie zachowały, a ktoś pytał – na przykład prokuratura – to tym razem porobiłem kopie.

Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego