Ja jestem tak stary, że pamiętam od czego zaczął się najazd PiS na Krajową Radę Sądownictwa w 2018 r. A zaczął się po tym, jak zdominowana przez zwolenników Platformy Obywatelskiej KRS wydała 30 października 2017 r. komunikat „o skutecznym złożeniu sprzeciwu wobec powierzenia obowiązków sędziego 265 asesorom, którzy złożyli ślubowanie 21 września 2017 r.”. Bo ponoć zaświadczeń o stanie zdrowia nie przedstawili. A tak naprawdę dlatego, że potrzeba była eskalacji sporu politycznego wokół wymiaru sprawiedliwości po tym, jak nie powiodła się PO próba „skoku” na Trybunał Konstytucyjny dokonana w maju 2015 r. przez wybór na zapas nowych sędziów przez Sejm zdominowany przez PO, gdy jeszcze nie skończyła się kadencja starych sędziów TK.
Czytaj więcej
Politycy w ramach szkoleń powinni obowiązkowo uczestniczyć w pierwszej rozprawie sądowej. Może gdyby na własne oczy zobaczyli, jak ważne są formali...
Czy kontrasygnata może zostać cofnięta?
W 2017 r. ślubowanie odebrał od nowych sędziów ówczesny minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro. Miało to być dowodem ich upolitycznienia. Dziś kontrasygnata premiera nie jest już dowodem ich upolitycznienia. Ale dziś premierem jest przecież sam Donald Tusk. W ramach „disclaimera” napiszę, że o ministrze Ziobrze podzielam opinię premiera Leszka Millera, wyrażoną przed „Komisją Rywinowską”, ale argumenty KRS i podjęte przez nią wówczas działania były absurdalne z prawnego, politycznego i czysto ludzkiego punktu widzenia.
Zdecydowana większość tych asesorów ukończyła aplikację w Krajowej Szkole Sądownictwa i Prokuratury w latach 2009-2016, a więc głównie za rządów Donalda Tuska. Wszyscy, bez żadnych wyjątków, którzy uzyskali pozytywny wynik egzaminu i nie podjęli decyzji o rezygnacji z asesury – a nie „wybrani” przez ministra sprawiedliwości, jak raczył rozpowiadać ówczesny rzecznik KRS, sędzia Waldemar Żurek. Oprócz nich na liście znajdują się referendarze sądowi oraz asystenci sędziów, którzy po kilku latach wykonywania zawodu w latach 2011-2016 zdali egzamin sędziowski na takich samych zasadach, jak absolwenci KSSiP.
Niektórym zwolennikom przywracania praworządności mającym chyba postępującą amnezję przypomnę też, że zdaniem premiera Tuska, jego Kancelarii i różnych akolitów kontrasygnata premiera może być cofnięta! Prezydent nie może cofnąć powołania sędziego. A premier ponoć może. Tak się przecież już stało. 9 września 2024 r. premier cofnął kontrasygnatę pod postanowieniem prezydenta Andrzeja Dudy o wyznaczeniu prowadzącego zgromadzenie sędziów Izby Cywilnej SN, które miało wyłonić kandydatów na prezesa tej Izby.
Czytaj więcej
Dwie instytucje odpowiedzialne za ochronę i respektowanie konstytucji, zawiązały coś na kształt politycznego spisku, aby tę konstytucję złamać - mó...
Ponoć „podpisy prezydenta i premiera są uzewnętrznieniem ich woli. Prezydent występuje z określoną inicjatywą, informuje o tym premiera, a premier, składając swój podpis, wyraża zgodę albo jej odmawia. Daleko idącym i wprowadzającym w błąd uproszczeniem jest więc twierdzenie, że nie można uchylić podpisu. Wycofując kontrasygnatę, premier cofa w rzeczywistości swoją zgodę, a nie dematerializuje podpis”. Z litości nie napiszę kto wyraził tę światłą myśl i kto ją poparł – najbardziej zainteresowani łatwo znajdą. Bo nie chodzi o to, kto, tylko co. Jeżeli premier „wyraża zgodę” na akt prezydenta, a potem „może ją cofnąć”, to znaczy, że powołania asesorów zależą od woli premiera. W przypadku kontrasygnaty pod postanowieniem prezydenta Dudy o wyznaczeniu prowadzącego zgromadzenie sędziów IC SN, Kancelaria Premiera „walnęła babola” i podsunęła Tuskowi do podpisu postanowienie prezydenta bez analizy skutków. Ale precedens mamy. W przyszłości analiza skutku powołania asesora też może wypaść negatywnie. Nieprawdaż?
Ciekawe, co na to Komisja Wenecka, Trybunał Sprawiedliwości UE i Europejski Trybunał Praw Człowieka?
Autor jest adwokatem i doradcą podatkowym, profesorem Uczelni Łazarskiego