Podpis pod zdjęciem: Rafał Szymanowski, ekspert Instytutu Zachodniego, adiunkt UAM, specjalista w temacie polityki i gospodarki Niemiec
Niemcy wychodzące ze strefy euro w ciągu 10 lat – mrzonka czy scenariusz w granicach prawdopodobieństwa?
Sytuacja zmienia się tak dynamicznie, że być może powoli taki scenariusz można sobie zacząć wyobrażać, ale droga do jego realizacji jest bardzo długa. Natomiast musimy się przygotować na to, że przez najbliższe 10 lat natężenie populistycznych wypowiedzi w niemieckiej polityce będzie narastać. Osią dyskusji będzie jednak sens obecności Niemiec w Unii Europejskiej, a nie w strefie euro.
Czytaj więcej
Po przejęciu władzy w Meklemburgii-Pomorzu Przednim nacjonalistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) chciałaby utworzyć policję deportacyjną. Miałaby...
Nawet zakładając, że Alternatywa dla Niemiec (AfD), która podnosi zasadność wyjścia ze strefy euro, przejmie władzę nie tylko w Saksonii-Anhalt, ale też w całej Bundesrepublice?
To raczej mało prawdopodobny wariant na dziś, ale gdyby faktycznie ta partia przejęła kontrolę nad niemiecką polityką i desygnowała swojego kanclerza, to wydaje się, że nadal główne populistyczne hasła skupione byłyby wokół ewentualnego opuszczenia UE. Temat zamiany euro na markę ma obecnie marginalne znaczenie w debacie publicznej. Miejmy także w pamięci, że nawet na poziomie kierownictwa AfD nie ma jednego głosu, jeśli chodzi o przyszłość Niemiec w strefie euro. W lutym 2025 r. współprzewodnicząca partii, Alice Weidel mówiła, że „jest już za późno na wyjście ze strefy euro”.
Czyli bardziej zagrywka pod publiczność? Na ile ta zapowiedź kampanijna ze strony AfD buduje im poparcie społeczne?
Odkąd istnieje wspólna waluta, poparcie dla euro w Niemczech nigdy nie było tak wysokie, jak obecnie. Eurobarometr podaje, że pozytywnie o wspólnej walucie wypowiada się rekordowe 87 proc. Niemców, przy średniej w UE na poziomie 74 proc. To spory wzrost względem badań sprzed 10 i 15 lat. Nawoływanie do porzucenia euro nie przysparza więc AfD dodatkowych głosów. Zdecydowanie bardziej nośne są tematy migracji czy sprzeciwu wobec polityki klimatycznej UE.
To dlaczego w kampanii przed wyborami w Saksonii-Anhalt AfD grała tą kartą?
To nie jest do końca jasne nawet wśród niemieckich politologów. Być może był to ruch populistyczny nacelowany jedynie na wyborców z Saksonii-Anhalt, czyli landu z terenu byłej Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Tam wciąż jest spora tęsknota za NRD, dominuje żal do politycznego establishmentu w Berlinie i Brukseli. Mieszkańcy wschodnich Niemiec wciąż czują się niezrozumiani i niezaopiekowani, mówią o niewydolności politycznej kolejnych rządów. AfD daje im – zgodnie z nazwą – pewną alternatywę i proponuje niestandardowe rozwiązania. Przypomnę też, że AfD wyrosła na sprzeciwie wobec polityki UE polegającej na pomaganiu bankrutującej Grecji. Mieszkańcy Niemiec niechętnie patrzyli wtedy na kolejne miliardy euro płynące do tego kraju, tym bardziej, że w części były to pieniądze niemieckich podatników.
Czytaj więcej
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen ma w orędziu o stanie Unii ogłosić znaczne zaostrzenie ochrony przed chińskim importem.
Niemcy mają poczucie, że jako największa gospodarka kontynentu i trzecia największa na świecie stracili przewagę w kształtowaniu polityki UE, w tym polityki monetarnej?
To celne spostrzeżenie. W ciągu ostatnich dwóch-trzech lat wpływ Niemców na politykę wspólnoty europejskiej znacznie zmalał. To jeszcze nie ten etap, że są blokowani czy spychani na margines, ale nagle przy stole negocjacyjnym znaleźli się po stronie mniejszości. To nowa sytuacja. Niemcy byli przyzwyczajeni, że to Unia Europejska robiła to, co oni chcą, a nie na odwrót. Przykładem jest polityka Brukseli wobec samochodów elektrycznych z Chin czy polityka handlowa UE, gdzie przeważa protekcjonistyczne podejście Paryża, a nie liberalne Berlina. Również wysoki budżet UE na kolejne lata jest nie po linii Berlina. Więc faktem jest, że po latach dominacji pozycja Niemiec jest dziś wyraźnie słabsza, co opinia społeczna nad Renem dostrzega.
Jak do takiego wyjścia ze strefy euro miałoby dojść od strony formalnej?
Artykuł 23. niemieckiej konstytucji mówi o tym, że strategiczne decyzje dotyczące obecności RFN w UE wymagają udziału Bundestagu i Bundesratu, a zmiany podstaw traktatowych ingerujące w treść ustawy zasadniczej wymagają 2/3 poparcia w obu izbach. Ten próg jest więc bardzo wysoko zawieszony.
Z kolei od strony UE nie ma ustalonej procedury wyjścia ze strefy euro. Artykuł 139. Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej wskazuje derogacje, które umożliwiają krajom członkowskim UE pozostawanie poza strefą euro. Z tego prawa korzysta choćby Polska i Czechy, a jeszcze dłużej Szwecja. Natomiast nie ma procedury wyjścia ze strefy euro i nigdy takiego przypadku nie odnotowano. Zakładam, że taki ruch wymagałby renegocjacji Traktatu. To byłby precedens i duży ból głowy dla prawników i eurokratów. Tak niejasne procedury dodatkowo zmniejszają prawdopodobieństwo tego, że Niemcy mogliby faktycznie próbować opuścić strefę euro.
Czytaj więcej
Alice Weidel, liderka AfD, pochwaliła rozmowę Donalda Trumpa z Władimirem Putinem. Przywódcy Rosji i USA rozmawiali 8 września przez godzinę.
Dostrzega pan jakieś plusy gospodarcze ewentualnego rozwodu Berlina z unią walutową?
Wydaje mi się, że byłby to niezwykle ryzykowny ruch. Niemcy już teraz odczuwają osłabienie koniunktury. Alarmujące dane i wskaźniki pobudzają debatę publiczną o trudnej sytuacji gospodarczej. Osią dyskusji pozostają coraz bardziej ekspansywne gospodarczo Chiny, które wypierają Niemcy z ich wcześniejszych rynków eksportowych. kanclerz Friedrich Merz wręcz oskarżył Pekin o manipulacje walutowe.
Dokładanie kolejnych elementów ryzyka, jakim niewątpliwie byłaby choćby wstępna dyskusja o porzuceniu wspólnej waluty, dodatkowo zachwiałoby tamtejszą gospodarką. Choćby przez kanał zadłużenia. Niemcy planują obecnie ogromne wydatki na obronność, co może spowodować wzrost zadłużenia z poziomu 60 proc. PKB do 90 proc. PKB ok. 2040 r. Koszty obsługi tego długu już stają się bardzo odczuwalne dla budżetu, a po takim wzroście wydatków wystrzeliłyby z 30 mld euro do ponad 60 mld euro już w 2029 r. Już teraz agencje ratingowe sygnalizują, że jeśli ta ekspansja nie poprawi wyników gospodarczych, to ocena kredytowa Niemiec na poziomie AAA jest zagrożona. Gdyby decydenci i politycy zaczęli jeszcze debatować nad wyjściem ze strefy euro, to zaufanie rynku diametralnie by spadło, co dodatkowo podbiłoby koszt obsługi zadłużenia.