Wygłoszone w środę w Parlamencie Europejskim orędzie Ursuli von der Leyen o stanie Unii Europejskiej było kolejnym głosem wskazującym Chiny jako rywala. Przewodnicząca Komisji Europejskiej wiele słów poświęciła trudnym relacjom gospodarczym Brukseli z Pekinem.

Choć napięcia między oboma centrami globalnego rozwoju narastają od lat, to obserwatorzy podkreślają, że tym razem retoryka najważniejszego polityka UE była ostrzejsza. Szefowa KE użyła w środę m.in. określenia „second-China shock”, czyli „drugi szok chiński”, co oznacza, że Europa znajduje się właśnie pod kolejną falą masowego eksportu z Chin do UE tanich i zaawansowanych technologicznie towarów.

Czytaj więcej

Polska w awangardzie UE. Stawia tamę dla obywateli spoza UE

Uwagi von der Leyen w kontekście rozpychania się Chin na Starym Kontynencie można sprowadzić do trzech głównych punktów. To narastająca nierównowaga handlowa, uzależnienie Europy od tamtejszych surowców, w tym tych o krytycznym znaczeniu, oraz potrzeba odbudowy europejskiej konkurencyjności.

Po pierwsze: handel

W przemówieniu szefowa KE przypomniała, że w zeszłym roku deficyt handlowy między UE a Chinami każdego dnia pogłębiał się o 1 mld euro. Co znamienne, największy minus w obrotach towarowych z Państwem Środka notujemy wcale nie przy zakupie surowców krytycznych czy energetycznych (których import jest nieodzowny siłą rzeczy, bo w Europie nie mamy zasobów na poziomie zaspokajającym popyt), a elektroniki, maszyn i urządzeń mechanicznych oraz mebli. To dobra, w których produkcji jeszcze przed dwoma-trzema dekadami Europa była globalnym liderem.

Alarmując o tak głębokiej nierównowadze handlowej, von der Leyen zapewniła, że UE „użyje każdego możliwego sposobu, żeby deficyt redukować”. Mówiąc „każdego” może mieć na myśli choćby protekcjonizm, a więc kierunek zmierzający do przymknięcia drzwi wspólnotowego rynku na handel z Państwem Środka.

Jak zauważa Krzysztof Bocian, starszy analityk think tanku WiseEuropa, otoczenie w gospodarce światowej sprzyja dziś scenariuszowi ograniczania zależności od pojedynczych dostawców.

– Widzimy zwrot ku trendom protekcjonistycznym, regionalizacji produkcji, skracania łańcuchów dostaw, kupowania lokalnie. Zwiększa to odporność gospodarek na zakłócenia przepływów towarów, powstawanie tzw. bottlenecks oraz opóźnienia w dostawach. Takie działania nie są dzisiaj odbierane jako rewolucja, ale coraz częściej jako element polityki bezpieczeństwa gospodarczego – podkreśla Bocian.

Dodaje, że czynnikiem sprzyjającym rozwojowi takiego scenariusza może być fakt, że w Europie rosną inwestycje we własne moce wytwórcze: w energetykę (elektrownie atomowe, SMR, elektrownie gazowe, energetyka offshore), w infrastrukturę transportową (lotniska, drogi, koleje, porty) czy w obronność.

Czytaj więcej

Minister obrony Chin wysyła zawoalowane ostrzeżenie Japonii. „Nie możemy przymykać oczu”

– Zwiększony i przewidywalny popyt inwestycyjny może więc stać się impulsem do odbudowy i rozbudowy części zdolności produkcyjnych w UE – dodaje analityk WiseEuropa.

Po drugie: surowce krytyczne

Nadmierny import z Państwa Środka nie dotyczy jedynie dóbr konsumpcyjnych, ale również surowców, w tym tzw. krytycznych. W trudnym położeniu względem Pekinu znalazła się zresztą nie tylko Europa, ale też Stany Zjednoczone, Japonia, Korea Płd. czy Wielka Brytania. Jak zauważa Oleg Gurshev, ekonomista CASE, w przypadku Europy możemy już mówić o zależności totalnej.

– W przypadku szeregu surowców krytycznych Unia jest w ponad 80 proc. uzależniona od importu z Chin. W przypadku pierwiastków ziem rzadkich zależność ta sięga 90 proc. – wskazuje ekspert CASE.

Pierwiastki ziem rzadkich mają szczególne znaczenie dla strategicznych sektorów przemysłowych w UE: przemysłu motoryzacyjnego, obronnego, energetyki zrównoważonej czy technologii cyfrowych. Z powagi sytuacji zdaje sobie sprawę najważniejsza polityczka Unii Europejskiej.

– Musimy pilnie gromadzić zapasy – apelowała w środę von der Leyen, informując ponadto, że powstanie Europejska Korporacja Surowców Krytycznych, która ma pomóc krajom UE w pozyskiwaniu i gromadzeniu niezbędnych zasobów.

Eksperci przyznają, że w przypadku surowców krytycznych Europa znalazła się pod ścianą.

– Problem jest trudny do rozwiązania, ponieważ Chiny zajmują dominującą pozycję rynkową zarówno w przypadku nieprzetworzonych pierwiastków ziem rzadkich, jak i wytwarzanych z nich produktów, co utrudnia realizację działań na rzecz dywersyfikacji dostaw. W konsekwencji nie istnieje proste rozwiązanie, które pozwoliłoby zdywersyfikować handel i importować te towary z innych źródeł – przyznaje Oleg Gurshev, ekonomista CASE.

Po trzecie: konkurencyjność

W ocenie Krzysztofa Bociana z WiseEuropa odbudowa przewagi konkurencyjnej Starego Kontynentu nad Azją, w tym Chinami, musi odbywać się dwutorowo. Nacisk powinien być położony tak na ochronę własnego rynku, jak i na pobudzenie inwestycyjne i technologiczne.

– Ochrona własnego rynku bez jednoczesnych inwestycji poprawiających produktywność nie rozwiąże problemu konkurencyjności, a jedynie ograniczy presję konkurencyjną, która ten problem ujawnia. Bez wzrostu produktywności ochrona rynku będzie raczej zwiększać koszt produkcji w Europie niż tworzyć trwałą przewagę konkurencyjną – wskazuje analityk.

Dodaje przy tym, że protekcjonizm handlowy – bez pobudzenia produkcji i zapewnienia własnych towarów, alternatyw dla chińskich – będzie mechanizmem podnoszącym koszty.

Czytaj więcej

UE chce zbudować silniejszą obronę. Do 2030 r. może jednak nie zdążyć

– UE nie dysponuje porównywalnymi zasobami energetycznymi, a energia jest w USA i Chinach tańsza niż w Europie. Europejskie koszty pracy są również wyższe niż w Chinach, podobnie jak koszty części materiałów i komponentów. Warunkiem jest więc jednoczesne zwiększanie produktywności i zdolności inwestycyjnych europejskiego przemysłu – ocenia.

W oczekiwaniu na reakcję Pekinu

Radosław Pyffel, ekspert Instytutu Sobieskiego, podkreśla, że stawianie diagnoz to jedno, ale realne działania to drugie. – Aby poradzić sobie z tymi wyzwaniami, które są w Europie znane od lat, potrzebne są dwie rzeczy: odpowiednie narzędzia i czas. W tym wypadku widać, że pomysły są dwa: bliższe relacje z Kanadą, a w przyszłości być może także z Australią, oraz utworzenie agencji rezerw materiałów krytycznych na poziomie unijnym – wskazuje analityk Instytutu Sobieskiego.

Środowe wystąpienie von der Leyen nie pozostawia wątpliwości, że Europa przestała już lekceważyć konkurencję z odległej Azji. Swojej siły gospodarczej jest jednak świadomy również Pekin, który zapewne nie pozostawi działań Brukseli bez odpowiedzi.

– Polityka UE nie tworzy się też w próżni i jednostronnie. Z pewnością reagować na nią będą również Chiny, które mogą tak jak dotychczas selektywnie wprowadzać cła na poszczególne państwa UE, faworyzując jedne przeciw drugim i osłabiając sprawczość Komisji Europejskiej – przewiduje Pyffel.

– Pekin może także chcieć przyciągać europejskie korporacje do inwestowania na ogromnym rynku chińskim, oferując do niego dostęp – dodaje.