Są takie zdania, które każdy rodzic słyszał będąc dzieckiem, a które następnie powtarza swojej progeniturze. „Liczę do trzech. Raz...”, „Nie obchodzi mnie, kto zaczął”. „Nie zaraz, tylko teraz”. Jakby się tak zastanowić, to Polacy mogliby je stosować nie tylko w odniesieniu do dzieci, ale i polityków. Zwłaszcza „Jak już coś robisz, to rób to porządnie”.

A nie np. jak premier, który udzielił kontrasygnaty na aktach powołania ponad 200 asesorów sądów powszechnych. To prawda. Umożliwił w ten sposób objęcie urzędów w sądownictwie rzeszy młodych orzeczników, którzy mimowolnie stali się zakładnikami w zmaganiach przeciągania liny pomiędzy prezydentem a premierem. Karol Nawrocki, uzbrojony w wyrok Trybunału Konstytucyjnego, powołując asesorów bez występowania o kontrasygnatę do premiera, chciał w ten sposób powiększyć swoje uprawnienia. Nawet kosztem wywołania kolejnego chaosu, który mógł skutkować kwestionowaniem statusu owych asesorów, a w konsekwencji ważności wydawanych przez nich orzeczeń.

Czytaj więcej

Donald Tusk zarzuca prezydentowi złamanie konstytucji ws. asesorów

Asesorzy i kontrasygnata Donalda Tuska. Czy premier podjął słuszną decyzję?

Dlatego z tego punktu widzenia decyzja Donalda Tuska o udzieleniu kontrasygnaty post factum (zawsze podpis premiera był składany przed wręczeniem nominacji asesorskich), zasługuje na pochwałę. Bo niezależnie od tego, czy rację miał TK, czy rację mają ci, którzy mówią, że tego Trybunału w rozumieniu konstytucyjnym nie ma, bez ruchu szefa rządu mielibyśmy kolejny powód do kłótni w wymiarze sprawiedliwości.

Tylko nie rozumiem, dlaczego, jak już premier postanowił naprawić ten błąd, zrobił to tak nieudolnie. Rację ma prezydencki minister Zbigniew Bogucki, kiedy szydzi z premiera, że ma kiepskich doradców, którzy nie zadbali o to, by udzielił on podpisu na postanowieniu o powołaniu, a nie na indywidualnych aktach mianowania, które nigdy wcześniej nie były kontrasygnowane.

Media zwracały uwagę, że to nie to samo, a prof. Piotr Tuleja wskazywał nawet prawidłowy sposób wyjścia z tej sytuacji, polegający na zarządzeniu przez premiera publikacji postanowień o powołaniu w Monitorze Polskim, przy okazji czego można byłoby je podpisać. Wtedy wszystko byłoby lege artis. Co więcej, postanowienia o powołaniu asesorów dotyczą całych grup osób, a akty mianowania, które tylko informują o tym, że takie postanowienie zostało wydane, wydawane są indywidualnie, więc premier nie musiałby się tyle namachać się długopisem.

Pozostaje mieć tylko nadzieję, że pójście na łatwiznę, które z reguły nie popłaca, będzie miało tylko skutek w postaci bólu ręki premiera. Choć nie spodziewam się masowego kwestionowania z tego powodu statusu asesorów, to zawsze znajdzie się ktoś niezadowolony z orzeczenia, który będzie próbował ten fakt wykorzystać.

Czytaj więcej

Resort sprawiedliwości: Kontrasygnata premiera jest konieczna