W pewnym sensie rolę społecznie konsolidującą odegrały wieści z festiwalu w Wenecji. Nagrodzono tam izraelski film „NAZA” o śmiertelnym polowaniu na Palestyńczyków w Strefie Gazy dokonywanym przez jednostki izraelskiej armii za pomocą sztucznej inteligencji.

Zjednoczył w oburzeniu większość społeczeństwa przeciwko dwojgu reżyserom. Pospieszne sondaże mówią, że ponad dwie trzecie obywateli Izraela nie wierzy w zebrane przez twórców filmu opinie izraelskich żołnierzy, bezpośrednich uczestników wojny w Gazie. Jedynie 13 proc. jest przeciwnego zdania. Połowa pytanych jest za zakazem prezentacji tego filmu w Izraelu. Jego największymi krytykami okazali się izraelscy politycy, praktycznie wszystkich opcji poza przywódcami ugrupowań arabskich. 

Czytaj więcej

Festiwal w Wenecji, burza w Izraelu. Dokument „NAZA” wywołał realne konsekwencje

Padają słowa o zdradzie narodowej, oskarżenia o „ślepotę moralną, oderwanie od rzeczywistości oraz szkodzenie państwu Izrael w trudnym czasie”. To słowa Gadiego Eisenkota, byłego szefa sztabu armii i możliwego następcy premiera Benjamina Netanjahu po najbliższych wyborach (27 października). Jest także pomysł ministra kultury, aby pozbawić obywatelstwa dwójkę filmowców, Juwala Abrahama i Rachel Szor. Zgodnie z orzeczeniem Sądu Najwyższego jest to możliwe jedynie w wypadku popełnienia aktu terrorystycznego lub też zdrady narodowej. 

Terror żydowskich osadników 

Powszechne potępienie filmu „NAZA” nie wpłynie zapewne na wynik głosowania, inaczej ma się rzecz z wydarzeniami na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie od miesięcy trwa barbarzyńska ofensywa żydowskich osadników. Demolują palestyńskie domostwa, biją mieszkańców, rekwirują zwierzęta gospodarskie, podpalają zbiory i drzewa oliwne.

Od początku tego roku do sierpnia zanotowano 1600 podobnych zdarzeń.  Średnia wyniosła 6,7 ataku dziennie, co stanowi wzrost w porównaniu z pięcioma atakami dziennie w 2025 r. – czytamy w raporcie Ramiza Alakbarowa, zastępcy Specjalnego Koordynatora ONZ ds. Procesu Pokojowego na Bliskim Wschodzie. Dzieje się to często w obecności wojska.

Z rąk wojskowych i osadników zginęło już w tym roku 76 Palestyńczyków. Zanotowano trzy ofiary po stronie izraelskiej. Protesty wielu środowisk, a także wezwania Sądu Najwyższego pod adresem ministra obrony do postawienia tamy przemocy pozostają bez reakcji. Także interwencja ambasadora USA.

– Osadnicy ci wyrządzają niepowetowane straty wizerunkowe państwu Izrael, ale nie wolno tracić z pola widzenia faktu, że co najmniej 500 tys. żydowskich osadników na Zachodnim Brzegu nie ma z tym nic wspólnego. W agresywnych działaniach uczestniczy zaledwie kilkuset osadników– tłumaczy „Rzeczpospolitej” Maurice Hirsh, były prokurator wojskowy Judei i Samarii, jak nazywa się oficjalnie obszar Zachodniego Brzegu.

Jednocześnie przywołuje regułę prawa międzynarodowego uti possidetis iuris, zgodnie z którą nowo powstałe państwa dziedziczą granice administracyjne jednostek terytorialnych, z których się wyłoniły. Jako że Izrael powstał na ziemiach Imperium Osmańskiego objętych później mandatem brytyjskim, cały obszar mandatu do rzeki Jordan jest obecnie w prawnym władaniu państwa żydowskiego. Innymi słowy ziemie całego okupowanego od 1967 r. Zachodniego Brzegu są własnością rządu izraelskiego.

Czytaj więcej

Beniamin Netanjahu może stracić władzę w Izraelu. Sondaże dają nadzieję opozycji

Według tej karkołomnej teorii osadnicy biorą w posiadanie nie ziemie palestyńskie, lecz należące do państwa żydowskiego. To, że państwo nie reaguje na zabór swych ziem, to inna sprawa. 

Polska po stronie sankcji na Izrael 

Z niedawnych badań opinii publicznej Jewish People Policy Institute (JPPI) wynika, że 37 proc. ludności żydowskiej Izraela opowiada się za formalną aneksją Zachodniego Brzegu, a 55 proc. za utrzymaniem pełnej suwerenności nad osiedlami. Wszyscy główni kandydaci w nadchodzących wyborach odrzucają koncepcję państwa palestyńskiego.

– Państwo jest ślepe na karygodne działania osadników na Zachodnim Brzegu, gdyż mają oni spore poparcie w samym Izraelu, a to będzie miało znaczenie w chwili głosowania – mówi „Rzeczpospolitej” Icchak Klein z prawicowego think tanku Kohelet Policy Forum. W tej sytuacji zainicjowana przez Wielką Brytanię akcja zakazu w niedalekiej przyszłości importu produktów wytwarzanych w żydowskich osiedlach jest odpowiedzią na bierność rządu Beniamina Netanjahu wobec wydarzeń na Zachodnim Brzegu.

Do brytyjskiej inicjatywy przyłączyło się 11 państw, w tym Polska. Co ciekawe, inicjatywa znalazła poparcie w samym Izraelu. Oświadczenie podpisali w tej sprawie m.in. były premier Ehud Olmert i były szef sztabu Dan Halutz. „W swoim przemówieniu na temat sankcji Ed Miliband (szef brytyjskiej dyplomacji) stwierdził oczywistość: okupacja jest nielegalna i wiąże się z czystkami etnicznymi” – skomentował „Haarec”, niezależny dziennik izraelski.  

Wybory w Izraelu. Zwycięzców nie widać

– Wybory będą referendum w sprawie przywództwa premiera Netanjahu, zwłaszcza w kontekście odpowiedzialności za wydarzenia 7 października 2023 r., kiedy to bojówki Hamasu zdołały z zaskoczenia zaatakować Izrael – mówi „Rzeczpospolitej” Peter Lintl z prestiżowego berlińskiego think tanku Wissenschaft und Politik.

Czytaj więcej

W Ramallah o złym Hamasie tylko szeptem

Do tego dochodzi sprawa praktycznego zwolnienia haredim, ortodoksyjnych Żydów, ze służby wojskowej. Rzecz w tym, że rząd wstrzymał aresztowania ortodoksów uchylających się od służby w armii. Pragnie to zmienić sojusz kilku partii pod wodzą byłego szefa sztabu Gadiego Eisenkota. Sprawa urosła do rangi pierwszoplanowej w kampanii wyborczej. Bierze w niej udział kilkadziesiąt ugrupowań, z czego 12 ma szanse na wejście do liczącego 120 miejsc parlamentu, Knesetu. 

Z najnowszych sondaży wynika, że partia Likud premiera Netanjahu wraz z koalicjantami może liczyć na 54 miejsca w Knesecie, podczas gdy blok Jaszar pod wodzą Eisenkota na 52 miejsca. 14 mogą zdobyć partie arabskie. Jeszcze całkiem niedawno blok Netanjahu miał gorsze notowania niż koalicja Eisenkota, którego wielkim dylematem jest obecnie, czy nawiązać współpracę z jedną z partii arabskich, aby zakończyć rządy Netanjahu.

Likud sprawował władzę przez 34 lata w czasie ostatniego półwiecza, z czego 19 pod przywództwem obecnego premiera. To jemu zawdzięcza Izrael słabnącą coraz bardziej pozycję w świecie. – Nie sposób wykluczyć, że żaden z bloków partyjnych nie uzyska większości 61 głosów w Knesecie, co może doprowadzić do nowych wyborów, które także mogą nie przynieść rozwiązania – mówi Peter Lintl.