Tydzień temu Yuval Abraham i Rachel Shor w weneckim Pałacu Festiwalowym odbierali nagrodę specjalną jury za swój dokument „NAZA”. Dziś nie wiadomo, jaki los czeka ich we własnym kraju. Minister kultury Izraela właśnie zapowiedział, że zrobi co w jego mocy, by autorów filmu pozbawić izraelskiego obywatelstwa. 

Reklama
Reklama

NAZA, czyli ofiary „uboczne” działań wojennych

Abraham, Shor i dwójka innych realizatorów Basel Adra i Hamdan Ballal - w 2024 r. pokazali na festiwalu w Berlinie mocny film „Nie chcemy innej ziemi” („No Other Land”) o przymusowych wysiedleniach Palestyńczyków z wiosek położonych na Zachodnim Brzegu Jordanu. Już wtedy, po swoich wystąpieniach berlińskich, Abraham dostawał groźby śmierci, a jego rodzina musiała opuścić dom, przed którym gromadzili się skrajnie prawicowi izraelscy demonstranci. Jednak rok później Abraham, razem ze swoimi współpracownikami, odbierał za ten dokument Oscara.

W tym roku Abraham i Shor pokazali „NAZA”, a dyrektor festiwalu weneckiego Alberto Barbera od początku zdawał sobie sprawę, jaką bombę ma w ręku. Nie przypadkiem zapewne – chcąc uniknąć protestów – włączenie tego dokumentu do konkursu głównego ogłosił dosłownie kilka dni przed rozpoczęciem Mostry. 

Materiał zarejestrowany przez izraelskich filmowców rzeczywiście poraża. Abraham i Shor przeprowadzili rozmowy z 24 izraelskimi żołnierzami i oficerami wywiadu. Wszystkie odbyły się nocą, w Tel Awiwie, na dachach wysokich budynków. Obowiązywała zasada: nie można zobaczyć twarzy rozmówców, ich głosy też zostały zmienione. Dla ich bezpieczeństwa, by nie mogli zostać rozpoznani. 

NAZA. To słowo przykrywa wojenną zbrodnię, oznacza liczbę niewinnych „ofiar ubocznych”, które mogą stracić życie w czasie wojskowej operacji. Gdy np. dron mający zniszczyć konkretny cel, niejako „przy okazji” uśmierca dzieci idące obok do szkoły. Albo trafia w budynek mieszkalny i zabija trzypokoleniową rodzinę. Ile NAZA? – pytają dowódcy. „5”, „15”, „20” – pada odpowiedź. 

Te rozmowy są wstrząsające. Nie tylko dlatego, że pokazują „zaplecze” zbrodni. Przede wszystkim dlatego, że nawet ci, którzy zdecydowali się mówić, często wypowiadają się tak, jakby byli operatorami koparki na budowie. Jest zadanie do wykonania, więc je wykonywali. Czasem rodziły się w nich emocje. Jeden z mężczyzn mówi, że czuł się jak by siedział przed monitorem grając w gry wideo. Cel trafiony? Jest poczucie wygranej. Prawdziwej frajdy. Refleksja przychodzi później albo wcale nie przychodzi. Dla niektórych to praca jak każda inna. Wypełnianie obowiązków. W innych rodzi się trauma. Ktoś mówi: „Brałem udział w ludobójstwie”. 

Czytaj więcej

Złoty Lew dla „Woman Unknown”. Zaskoczenie na festiwalu w Wenecji

Film Abrahama i Shor jest świadectwem, jak automatyczne może być wykonywanie rozkazów. Bardzo to ważne w dzisiejszych wojnach, w których na cele spada grad pocisków wystrzeliwanych z miejsc oddalonych o setki, a nawet tysiące kilometrów. Tak naprawdę niezależnie od tego, czy centrum dowodzenia jest w Izraelu, w Rosji, Ukrainie, Iranie czy jakimkolwiek innym kraju. 

Film robi tym większe wrażenie, że w tle, w te ciemne noce, widać na ekranie życie miasta, jakie toczy się w oświetlonych mieszkaniach. Całkiem zwyczajne. 

Reakcje Izraela na dokument „NAZA”

„NAZA” wywołała na festiwalu weneckim duże poruszenie. Ma zresztą świetne recenzje. 

Jednak ataki na izraelskich filmowców są ostre. Niektóre źródła przypominają, że ta wojna zaczęła się od ataku Hamasu, w którym zginęło lub zaginęło około 1200 Izraelczyków, a 250 zostało wziętych za zakładników. Pojawia się też, niestety, pytanie, czy są bezpieczni nie tylko realizatorzy, ale i ich rodziny. Mocne materiały skierowane przeciwko realizatorom, a broniące armii, pojawiają się w telewizji izraelskiej. 

Prezydent Netanjahu zapowiedział, że zgłosi projekt ustawy, która – zgodnie z zapowiedzią ministra kultury Mikiego Zohara – pozwoliłby odbierać obywatelstwo izraelskie osobom „zniesławiającym izraelskich żołnierzy”. Szef sztabu IDF (Sił Obronnych Izraela) Eyal Zamir polecił wojskowym prawnikom zbadać możliwość podjęcia kroków prawnych wobec filmu i jego twórców. Równocześnie wszczęto dochodzenie w sprawie wycieku informacji niejawnych wykorzystanych przy produkcji.

 

W ostatnich dniach oświadczenie wydała redakcja brytyjskiego „The Guardian”, który był współproducentem filmu: „NAZA opiera się na ponad trzech latach dziennikarskiego śledztwa. Zeznania, które zawiera, są prawdziwe i wierzymy, że zasługują na wysłuchanie. Będziemy stanowczo bronić „NAZA” – i stojącego za nim zespołu – przed wszelkimi atakami”.

Na razie jednak presja narasta. Jak informowano w „Times of Israel” 16 i 17 września odbyły się demonstracje przed domem rodziców Shor w Savyon, a organizatorzy zapowiadali podobne działania wobec rodziny Abrahama. 

Sami twórcy, jak z kolei podaje hiszpański „El Pais”, na razie do ojczyzny nie wrócili, choć Abraham w wywiadzie dla izraelskiego Channel 13 zapewnił, że Izrael jest jego domem i nie zamierza mieszkać za granicą. „NAZA” znalazła się w programie zaczynającego się dzisiaj, 18 września, festiwalu filmowego w San Sebastian, jednak organizatorzy nie podali dotąd informacji, czy na projekcji pojawią się reżyserzy dokumentu.

Firma So Films poinformowała właśnie, że kupiła prawa do pokazów w Polsce. Odbędą się jeszcze w tym roku.