- Podpisałem pierwszy z 200 dokumentów, to są nominacje na asesorów. Pan prezydent (Karol) Nawrocki wręczył nominacje asesorom, ale wcześniej nie wypełnił konstytucyjnego obowiązku jakim jest uzyskanie kontrasygnaty premiera. To wynika jednoznacznie z konstytucji. Nie chodzi o prestiż. Sprawa może wydawać się na pierwszy rzut oka skomplikowaną procedurą legalistyczną, a tak naprawdę dotyczy nie tylko grupy asesorów (...). Ta grupa 200 asesorów, gdyby została legalnie nominowana, mogłaby rozpatrzyć miesięcznie 10 do 11 tysięcy spraw, ponieważ asesorzy mogą także orzekać - oświadczył premier.

Reklama
Reklama

- To orzekanie ma sens wtedy, kiedy jest legalne. Dramat tej sytuacji polega na tym, że dwie instytucje odpowiedzialne za ochronę i respektowanie konstytucji, zawiązały coś na kształt politycznego spisku, aby tę konstytucję złamać - mówił Tusk.

Jak dodał dopuścił się tego Trybunał Konstytucyjny, który „postanowił odpowiedzieć pozytywnie na zamówienie pana prezydenta Nawrockiego stwierdzając, że tego typu dokumenty nie wymagają kontrasygnaty premiera”. - Nie chodzi o moją satysfakcję, to jest w końcu 200 podpisów, trochę roboty. Chodzi o to, że jeśli ktoś uzna, że orzeczenie jakie wydał asesor, który nie ma kontrasygnaty premiera jest nieważne i może, w związku z tym, de facto, uniemożliwić podejmowanie jakichkolwiek działań tej grupie asesorów – podkreślił Tusk.

- Na szczęście prezesi sądów, do których dotarł wadliwy dokument bez kontrasygnaty premiera, zgodnie z oświadczeniem KRS odesłali do KRS-u wszystkie dokumenty, z intencją, aby trafiły do mnie, na moje biurko, aby ta kontrasygnata na tych dokumentach się znalazła – kontynuował premier.

Więcej informacji wkrótce