11 września z inicjatywy przewodniczącego KRS sędziego Dariusza Zawistowskiego odbyła się w siedzibie KRS konferencja z okazji 40-lecia działalności orzeczniczej TK. W dobie upadku TK miejsce spotkania było wręcz symboliczne. Konstytucyjny organ, jakim jest KRS doprowadzony do upadku w 2017 r. z naruszeniem nawet konstytucyjnie chronionej kadencji, odradza się jak feniks z popiołów, dając nadzieję, że odrodzi się również TK. Podczas konferencji wykład wygłosił wybitny polski konstytucjonalista i sędzia TK w stanie spoczynku prof. Piotr Tuleja „Czy w Polsce możliwy jest konstytucjonalizm bez Trybunału Konstytucyjnego? W istocie tezy wykładu koncentrowały się wobec przewag monopolu TK nad rozproszoną (zdecentralizowaną) kontrolą konstytucyjną. Wydaje się, że doświadczenia empiryczne w Polsce w l. 2015-2026 dowodzą, że musi być w systemie bezpiecznik, który umożliwia konstytucjonalizm w działaniu bez udziału TK. Powrót do koncepcji doktrynalnej monopolu TK stanowi zagrożenie dla rządów prawa. Eksperyment z zakwestionowaniem rozporoszonej kontroli konstytucyjnej nie powiódł się i nie warto do tego wracać.
Rządy prawa to rządy wartości, a nie większości
Rządy prawa są pierwotne wobec konstytucji. Zniewolenie przez polityków konstytucji nie oznacza zniewolenia rządów prawa. Rządy prawa są bowiem nośnikami wartości, które mają swoje źródło w prawie natury. W czasach, gdy podstawową metodą zdobywania władzy politycznej jest populizm, rządy prawa są dotkliwym ograniczeniem dla populistów. W „ustach” populisty legalista to osoba przestrzegająca ustaw. Populista odrzuca szkołę prawa natury i szkołę historyczną. Taki populistyczny legalista głosi, że prawo i ustawa to synonimy, a ustawa korzysta z domniemania konstytucjonalności. Aby odmówić stosowania bezprawnej ustawy, trzeba ją zmienić lub powinien podważyć ją TK, mający monopol na orzekanie o tym, co jest zgodne z konstytucją. Monopol TK oznacza, że SN i inne sądy nie mogą bez zgody TK odmówić stosowania niekonstytucyjnego przepisu ustawy. Twórcą tego systemu był Hans Kelsen, który w latach 20. XX w. zaprojektował koncepcję tzw. „negatywnego ustawodawcy”. Uważał on, że rozproszenie kontroli konstytucyjnej (czyli sytuacja, w której każdy sędzia może zakwestionować ustawę, jak ma to miejsce w USA) prowadzi do chaosu prawnego. W Polsce TK utworzono w 1985 r. Jego orzeczenia Sejm mógł odrzucić większością głosów. Dopiero konstytucja z 1997 r. nadała orzeczeniom TK cechę ostateczności i powszechnie obowiązującej mocy (art. 190 ust. 1). Domniemanie konstytucyjności to zasada mówiąca, że ustawa uchwalona przez Parlament i podpisana przez prezydenta jest zgodna z konstytucją, dopóki TK oficjalnie nie orzeknie inaczej. Domniemanie to ma zapewniać pewność prawa i stabilność państwa oraz być przejawem szacunku dla demokratycznego mandatu parlamentu. Opiera się na założeniu, że demokratycznie wybrany ustawodawca w dobrej wierze tworzy prawo zgodne z konstytucją. Korzenie tego myślenia sięgają jeszcze art. 81 konstytucji marcowej z 1921 r., który zakazywał sądom badania ważności ustaw. Choć współczesne uzasadnienie jest inne (opiera się na autorytecie TK, a nie tylko wszechwładzy parlamentu), to praktyczny skutek jest podobny. Zgubiono cel, jakim jest ochrona wolności i praw człowieka.
Domniemanie konstytucyjności ustaw jest hazardem
Domniemanie konstytucyjności ustaw szybko stało się intelektualną naiwnością oderwaną od rzeczywistości. W okresie II RP dowodem empirycznym było to, co czynił z konstytucją i ustawami Stanisław Car, główny architekt autorytarnej konstytucji kwietniowej z 1935 r. Mówił on, że: „Można nie tykać etykiet konstytucyjnych, a mimo to gruntownie zmienić rzeczywisty układ stosunków między władzami państwowymi”.
Czytaj więcej
Nie wyobrażam sobie, że minister Waldemar Żurek przystanie na koncepcję „grubej kreski”, zakładającą zalegalizowanie istniejącego stanu rzeczy w wy...
Prawdziwy legalista to osoba, która działa na podstawie i w granicach prawa, a nie bezprawnych ustaw. Legalista ma obowiązek pominąć bezprawną ustawę w imię ochrony praworządności. Ustawa i prawo to nie są synonimy. Nie każdy ustawodawca jest prawodawcą. Pisałem o tym na łamach „Rzeczpospolitej” 9 września 2025 r.
Najlepiej zaprojektowane instytucje zawodzą, gdy zawodzą ludzie
Najbardziej niebezpieczne są systemy, które zakładają, że instytucja nigdy nie zawiedzie. Historia uczy, że instytucje mogą zawodzić. Dotyczy to także TK. Instytucje zawodzą nie zawsze dlatego, że są źle zaprojektowane, ale często dlatego, że zawodzą ludzie. Polska jest tego przykładem. Partia rządząca w l. 2015-2023 (PiS) doprowadziła za pomocą ustaw do zniszczenia TK, SN i KRS, a także zainfekowania sądów tzw. neosędziami (nie sędziami). Partia rządząca PiS, korzystając z drogi utorowanej przez Stanisława Cara w okresie II RP profesjonalnie opracowała koncepcję zniewolenia Konstytucji RP. Fundamentem tej koncepcji była zasada domniemania konstytucyjności ustaw uchwalanych przez większość w parlamencie. Zasada ta była chroniona przez sprzyjającego owej większości Prezydenta RP oraz kelsenowską ideę TK, zakładającą supremację TK nad SN i innymi sądami. Owa dogmatyczna supremacja zakłada, że w imię pewności konstytucji, sędziowie SN i innych sądów nie mogą oceniać, czy w danym stanie faktycznym określony przepis ustawy jest zgodny z konstytucją. Nigdy nie rozumiałem tego braku zaufania do SN i innych sądów. PiS postanowił wykorzystać dogmatykę polskiego i europejskiego prawa konstytucyjnego dla zniszczenia konstytucjonalizmu w Polsce. Korzystając z doświadczeń Stanisława Cara, konstytucjonaliści doradzający PiS podpowiedzieli, że aby zniewolić Konstytucję RP po 2015 r. wystarczy zniewolić TK, trzymać się twardo dogmatu o domniemaniu konstytucyjności ustaw i monopolu TK. Zabieg ten prawie się powiódł. Do dzisiaj płacimy cenę.
Największym błędem nie jest popełnienie błędu, ale tkwienie w nim
Po II wojnie światowej Europa przyjęła skoncentrowany model ochrony konstytucji oparty na koncepcji Kelsena. Europejski konstytucjonalizm XX w. popełnił błąd. Uwierzył, że ochronę konstytucji można powierzyć jednemu strażnikowi ukształtowanemu przez polityków, czyli sądowi konstytucyjnemu. Błąd ten powielił polski system, który nie wyciągnął lekcji z tego, co czynił z Konstytucją RP z 2021 r. Stanisław Car. Zaufano polskim politykom. Nigdy nie rozumiałem, dlaczego odmawia się SN i innym sądom odmowy stosowania niekonstytucyjnego przepisu. Wszak wykładnia ustawy kończy się z chwilą ustalenia jej zgodności z Konstytucją. Decyzja sądu powszechnego podlega kontroli prawnej SN, a argument, że SN, dokonując ostatecznej kontroli konstytucyjności przepisu ustawy w konkretnej sprawie nie ma w tym zakresie wystarczającej kompetencji, nigdy nie przekonywał mnie. Kawa nie wyklucza herbaty. Dzisiaj widać, że monopol TK nie tylko nie daje wystarczających gwarancji ochrony obywatela, ale jest wykorzystywany, aby pod pozorem państwa prawa być narzędziem zaprowadzenia autorytaryzmu.
Potrzebujemy więcej niż jednego bezpiecznika
Nowoczesne państwo konstytucyjne przypomina dobrze zaprojektowaną elektrownię jądrową. Elektrownia jądrowa jest budowana w oparciu o wiele poziomów zabezpieczeń. Jeżeli zawodzi pierwszy bezpiecznik, uruchamiają się kolejne. Model wielostopniowej kontroli konstytucyjności ustaw jest takim wielokrotnym modelem niezależnych bezpieczników. Debata o modelu monopolu kontroli konstytucyjności ustaw versus decentralizacji owego monopolu jest przedstawiana jako spór dogmatyczny, w którym może funkcjonować tylko jeden z tych modeli. Przy czym to zwolennicy monopolu TK zdają się twierdzić, że nie ma alternatywy dla monopolu TK. Zwolennicy postulujący model rozproszony (zdecentralizowany) nie podważają idei sądu konstytucyjnego. Inną kwestią jest, czy lepszym modelem nie byłoby wyodrębnienie w SN Izby Konstytucyjnej. Chodzi wszak o funkcjonalizm, którego celem jest ochrona wolności i praw człowieka. Bardziej boję się monopolu TK zdominowanego przez polityków niż błędu pojedynczego sędziego. Doświadczenia Polski w l. 2015-2026 pokazują, że większym zagrożeniem stał się monopol TK, a obawy wobec rozproszonej kontroli konstytucyjnej mają charakter wyłącznie teoretyczny pozbawiony dowodów empirycznych. Monopol TK chroni konstytucję przed sędziami SN, sędziami innych sądów, co wydaje mi się być intelektualnym nieporozumieniem. Model rozproszony chroni konstytucję przed ustawodawcą, czyli politykami. Wybieram model mieszany, ufając w mądrość legalnych sędziów SN i legalnych sędziów sądów powszechnych, np. z Bydgoszczy, Olsztyna, Kwidzynia, Białegostoku, Gdańska, Warszawy itd. Jako adwokat nie zawiodłem się na nich, broniąc sędziów Pawła Juszczyszyna, Igora Tuleyę, Marzannę Piekarską-Drążek, Ewę Gregajtys, Ewę Leszczyńską-Furtak, Waldemara Żurka. To dzięki odwadze i wierze w konstytucję tych sędziów możemy dzisiaj rozważać różne teoretyczne modele, aby konstytucja była najwyższym prawem w działaniu, a nie, jak powiedział prof. Adam Strzembosz świstkiem papieru. Nie wylewajmy jednak dziecka z kąpielą, wykluczając ponownie rozproszoną kontrolę konstytucyjną.
Autor jest profesorem prawa, adwokatem w Romanowski i Wspólnicy
Czytaj więcej
Prawo jest dla rządzonych, a nie dla rządzących. Rządy prawa są z natury apolityczne, bo mają służyć wszystkim rządzonym na zasadzie win-win. I nie...