Reklama

Michał Romanowski: Niezależne sądy są w Polsce od 108 lat dobrem luksusowym

Nie wyobrażam sobie, że minister Waldemar Żurek przystanie na koncepcję „grubej kreski”, zakładającą zalegalizowanie istniejącego stanu rzeczy w wymiarze sprawiedliwości.

Publikacja: 15.02.2026 13:42

Michał Romanowski: Niezależne sądy są w Polsce od 108 lat dobrem luksusowym

Foto: Adobe Stock

Od 1918 r. niezależne sądy są w Polsce dobrem luksusowym. Ich niezależność trwała w ciągu ostatnich 108 lat maksymalnie 34 lata (od 1918 do 1926 r. oraz od 1989 do 2015 r.), co daje wskaźnik 30 proc. Mam szczęście. Prawie połowę mojego życia przeżyłem w czasach rządów prawa. Marzę, aby ten wskaźnik dla kolejnych pokoleń wynosił 100 proc.

Sytuacja w Polsce i na świecie, obojętność oraz aktywność głosujących na partie promujące autorytaryzm budzą mój niepokój.

Czytaj więcej

Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity

Wywołuje go także uległość prawników, biznesu i nauki wobec polityków. Ze zdumieniem czytam słowa niektórych znanych profesorów prawa, którzy przed wigilią Bożego Narodzenia 2025 r. na łamach opiniotwórczych mediów nawoływali do refleksji o tym, czy ktokolwiek jeszcze jest zainteresowany realną naprawą sądownictwa. Igor Tuleya jest. Paweł Juszczyszyn jest. Marzanna Piekarska-Drążek jest. Ewa Gregajtys jest. Ewa Leszczyńska-Furtak jest. Krzysztof Krygielski jest. Beata Najjar jest. Wymieniłem tylko sędziów, których reprezentuję, ale jest ich znacznie więcej. Pięknie mówił o nich sędzia Jacek Gudowski w przemowie w marcu 2025 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Sędziów zrzeszonych w stowarzyszeniu Iustitia jest ok. 4 tys. Jest wielu prokuratorów i profesorów prawa. Jest mnóstwo adwokatów i radców prawnych. Są tym zainteresowane miliony obywateli, w tym dwudziestokilkuletnia Julka Landowska, którą broniłem przed państwem PiS, gdy chciało stłumić jej oraz jej przyjaciółek (sióstr Łoboda) głos sprzeciwu wobec władzy. O tym, jak ważne są rządy prawa w skali międzynarodowej, dowodzą kolejne zachowania prezydenta USA Donalda Trumpa.

Reklama
Reklama

II RP autorytarna, czyli co spotkało sędziów: Władysława Seydę i Aleksandra Mogilnickiego

W Polsce gloryfikuje się okres II RP, bo był to krótki czas jej niepodległości (1918– 1939) po 123 latach rozbiorów (1795–1918). Niepodległa Polska nie zdążyła dorosnąć. W marcu 1921 r. uchwalono konstytucję głoszącą zasadę trójpodziału władzy. Została uznana za niebezpieczną manifestację rządów prawa, na straży których miały stać niezależne sądy i niezawiśli sędziowie. Sanacja stworzyła pierwszy z tzw. precedensów konstytucyjnych. Historyk Andrzej Ajnenkiel opisuje je jako: „(...) działanie zmierzające do naruszenia konstytucji przez wykrętne i niezgodne z jej treścią interpretacje poszczególnych przepisów bądź też przez mechaniczne jej stosowanie w celu uszczuplenia praw parlamentu”.

Czytaj więcej

Aleksander Mogilnicki: Prezes Sądu Najwyższego brutalnie zdymisjonowany

Twarzą owych precedensów konstytucyjnych był Stanisław Car, doradca prawny Piłsudskiego. Nadano mu przezwisko „Jego Interpretatorskoje Wieliczestwo” (Jego Interpretacyjny Majestat), nawiązujące do dworskiej etykiety nakazującej zwracać się do cara per „Jego Imperatorskoje Wieliczestwo” (Jego Cesarski Majestat). Niektóre źródła podają, że Stanisław Car miał wyznać: „Można nie tykać etykiet konstytucyjnych, a mimo to gruntownie zmienić rzeczywisty układ stosunków między władzami państwowymi”. W 1928 r. uchwalono prawo o ustroju sądów powszechnych, podporządkowujące sędziów ministrowi sprawiedliwości.

W styczniu 1929 r. Stanisław Car rozpoczął usuwanie tych niewygodnych na podstawie przepisu o ich przenoszeniu, którego pomysłodawcą był on sam. W pierwszej kolejności dotknęło to pierwszego prezesa SN Władysława Seydę i prezesa Izby Karnej SN Aleksandra Mogilnickiego. Manipulowano parlamentem. Prezydent RP Ignacy Mościcki (wybitny profesor chemii) był całkowicie uległy wobec marszałka Piłsudskiego. Premier Kazimierz Bartel lubił cytować słowa ludowej przyśpiewki: „Tyle znacy, co Ignacy, a Ignacy g…o znacy”. Mościcki znosił to bez szemrania, tłumacząc, że jego zadaniem jest służenie mężowi opatrznościowemu, w którego rękach spoczywa los Polski. Słowo „długopis” w historii prezydentów RP ma swoje korzenie w czasach II Rzeczypospolitej.

Czytaj więcej

Maciej Gutowski, Piotr Kardas: Skutki nieistnienia orzeczeń niczym lawina

Pycha kroczy przed upadkiem, czyli jak przejmowano państwo po 2016 r.

W okresie II RP mieliśmy: relatywizację konstytucji; przejmowanie kontroli nad SN; podporządkowywanie sędziów ministrowi sprawiedliwości; nieformalne zarządzanie państwem przez wodza narodu; przenoszenie sędziów SN w stan spoczynku; odpowiedzialność prezydenta przed Bogiem i historią; dobrowolne odchodzenie niezawisłych sędziów, którzy nie godzili się na funkcjonowanie w warunkach braku niezależności sądów; brak publikacji aktów prawnych, będącej warunkiem ich obowiązywania; surowe kary za zniewagę władz i ich przedstawicieli oraz rozpowszechnianie informacji godzących w interes państwa. Interes państwa arbitralnie określał marszałek Piłsudski i jego doradcy. To wszystko było uzasadniane dobrem narodu.

Reklama
Reklama

Déjà vu. Rok 2016: początek przejmowania Trybunału Konstytucyjnego (sędziowie dublerzy i słynne wyznanie jednego z nich, prof. Lecha Morawskiego, na Uniwersytecie Oksfordzkim, że jako sędzia TK jest przedstawicielem rządu RP). Rok 2017: wielkie protesty społeczne w obronie SN i KRS, zignorowane przez ówczesną władzę; ustawy kagańcowe podporządkowujące SN i KRS władzy; przerwanie – wbrew konstytucji – kadencji KRS (co jest pierwotną przyczyną braku legalności obecnej Rady, niezależną od wyboru jej sędziowskich członków).

Towarzyszy temu: przejmowanie całego aparatu państwa; upartyjnianie spółek Skarbu Państwa; czystki w korpusie dowódczym armii, w służbach specjalnych, policji oraz prokuraturze jako wstęp do uchwycenia przyczółków w wymiarze sprawiedliwości; zawłaszczanie administracji państwowej; wykorzystywanie ludzkiego oportunizmu i chęci zysku firm doradczych do legitymizowania zmian; postawa hierarchów Kościoła katolickiego z kręgów ojca Rydzyka, którzy życzliwie traktowali nową władzę, czerpiąc z tego korzyści. Czynnikiem, który – tak jak w okresie II RP – zaczął zbliżać opozycję, stała się rosnąca arogancja i zachłanność władzy. Politycy, którzy przejęli rządy pod hasłem uzdrowienia państwa, sami stali się bohaterami afer. Pycha kroczy przed upadkiem. Itd., itd., itd.

Czytaj więcej

Michał Romanowski: Sędzia musi mieć własny rozum, odseparowany od rozumu polityków

Ofiarą bezprawia jest zawsze konkretny człowiek

Kwestionowanie wyroków w sprawach karnych i rozwodowych wydanych przez neosędziów pobudza dyskusję o skali destrukcji wywołanej bezprawiem lat 2015–2023. Skutkiem jest krzywda osądzanych. Jej przyczyną jest demontaż rządów prawa w latach 2015–2018 za pomocą ustaw, relatywizacja konstytucji, ignorowanie orzeczeń TSUE i ETPC oraz kontynuacja bezprawia w latach 2023– 2026 przez niesędziów SN, sądów powszechnych i administracyjnych, nie-KRS, Prezydenta RP, składy Trybunału Konstytucyjnego z tzw. dublerami oraz jawne przekraczanie kompetencji przez niektórych sędziów TK. Celem przyjętej w grudniu 2025 r. przez rząd tzw. ustawy praworządnościowej jest uregulowanie statusu tzw. neosędziów oraz restytucja KRS w zgodzie z orzecznictwem ETPC i TSUE. Granicą poszukiwania zgody na sposób odbudowy rządów prawa są dyrektywy zakreślone przez trybunały oraz legalne składy polskiego SN. Chodzi o metazasadę Konstytucji RP, że sąd i sędzia nie załatwiają spraw, ale rozstrzygają o życiu osądzanych. Na straży tej reguły stoją dwie kolejne: (i) sądy i sędziowie są dla rządzonych, a nie dla rządzących; (ii) niezależny sąd tworzy niezawisły sędzia prawidłowo powołany.

Bycie sędzią oznacza służbę, a nie służalczość. W przywróceniu praworządności nie chodzi zatem o fakesąd złożony z fakesędziów, ale o taki składający się z sędziów. Prawo, chociażby najlepsze, nie zadziała, jeżeli między nim a osądzanym nie stanie ktoś mądry i uczciwy (...)

prof. Michał Romanowski

Bycie sędzią oznacza służbę, a nie służalczość. W przywróceniu praworządności nie chodzi zatem o fakesąd złożony z fakesędziów, ale o taki składający się z sędziów. Prawo, chociażby najlepsze, nie zadziała, jeżeli między nim a osądzanym nie stanie ktoś mądry i uczciwy, kto uczyni z przepisów pożytek dla dobra człowieka. Tym kimś jest niezawisły sędzia tworzący instytucję niezależnego sądu. Niezależny sąd bez niezawisłego sędziego jest jak wydmuszka. O to toczy się walka – o prawo każdego z nas, aby sądził nas mądry i uczciwy sędzia, a nie niesędzia korzystający z okazji awansu lub niecierpliwie go oczekujący, przymykający oczy na prawo będące nośnikiem przyzwoitości.

Reklama
Reklama

Zwodniczy pragmatyzm, czyli jak przywracać praworządność

Ów profesor prawa, który przed Wigilią 2025 r. wezwał do refleksji, czy ktokolwiek jest jeszcze zainteresowany naprawą sądownictwa, od dawna nawołuje, aby minister Żurek w imię „dobra” osądzanych uznał, że sąd może być wydmuszką. Wszak Prezydent RP odmówi podpisania ustawy praworządnościowej. Może i nie podpisze. Prezydent Nawrocki przyjmie wtedy na siebie wyłączną odpowiedzialność za pogłębianie chaosu; za odmowę legalizacji ponad 2 tys. młodych sędziów po aplikacji sędziowskiej, którą proponuje minister Żurek (a liczba ta rośnie); za odmowę dania drugiej szansy sędziom, którzy zbłądzili, a są gotowi naprawić swój błąd; za krzywdy doznane przez obywateli wywołane tym, że wyroki wydają osoby, których status sędziego jest podważany na podstawie orzeczeń ETPC i TSUE; za wypłacanie przez RP odszkodowań zasądzanych przez ETPC za pozbawienie skarżących prawa do bycia osądzonym przez niezależny sąd złożony z niezawisłych sędziów. W istocie partykularny interes kilkudziesięciu osób (niesędziów SN) i polityków odpowiedzialnych za destrukcję rządów prawa w latach 2015–2018 ma przeważyć nad dobrem milionów Polaków.

Czytaj więcej

Jacek Dubois: Sądy są zawsze łatwym obiektem ataku

Nie wyobrażam sobie, aby minister sprawiedliwości Waldemar Żurek przystał na koncepcję „grubej kreski”, zakładającą zalegalizowanie istniejącego stanu rzeczy. Dowiódł on bowiem swoim życiem, jak ważny jest prymat prawa nad polityką. Zaakceptowanie głosu owego profesora prawa byłoby odmową respektowania przepisów, których nośnikiem są orzeczenia ETPC, TSUE, SN i sądów powszechnych – a więc sądów polskich, a nie obcych – oraz poddaniem się szantażowi przemocy polityki nad prawem. Niezależne sądy złożone z niezawisłych sędziów są dobrem publicznym, które stało się towarem luksusowym, choć powinno być powszechnym. Tam, gdzie nie ma prawa, tam nie rządzi rozum. Dominuje prymitywna siła. „Nieważne, kim się urodziłeś. Ważne, kim się stałeś” – uczył Harry’ego Pottera prof. Dumbledore.

Autor jest profesorem prawa, adwokatem w Romanowski i Wspólnicy

Czytaj więcej

Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Szymaniak: Zastraszyć a resztę przekupić, czyli atomowa wersja ustawy kagańcowej
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Opinie Prawne
Marcin Tomasik, Filip Gołba: Reklama aptek. Wykonanie wyroku TSUE czy „zakaz 2.0”?
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Granica dla braku przyzwoitości
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Sędziowski ZBoWID
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama