Reklama

Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity

Czy arbitraż i John Rawls mogą pomóc uratować polski wymiar sprawiedliwości?

Publikacja: 27.01.2026 17:19

Andrzej Olaś: Sądy uwikłano w walkę o władzę i jej profity

Foto: Adobe Stock

Za pytaniem, które na pierwszy rzut oka może wydawać się zwykłą prowokacją, kryje się intelektualna spekulacja zrodzona w mroku gorzkich przemyśleń wokół dramatycznej kondycji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jej ostatnim – szokującym – przejawem nagłośnionym w ostatnich dniach w mediach jest przypadek uznania przez sąd rejonowy orzekający o podziale majątku byłych małżonków za nieistniejący prawomocnego wyroku rozwodowego sądu okręgowego. Powodem? Udział w składzie orzekającym sędziego powołanego z udziałem KRS w składzie ukształtowanym ustawą z 2017 r. Stopień oczywistego naruszenia przez to rozstrzygnięcie podstawowych zasad porządku prawnego, a także norm prawa procesowego cywilnego, każe po raz kolejny spytać: w jaki sposób dotarliśmy do tej matni i jak się z niej wydostać?

Ekspert: "Wymiar sprawiedliwości został uwikłany w destrukcyjną walkę o władzę i jej profity dwóch zwaśnionych obozów politycznych"

Wymiar sprawiedliwości – podobnie jak społeczeństwo, którego stanowi organiczną część – został uwikłany tak głęboko w destrukcyjną walkę o władzę i jej profity dwóch zwaśnionych obozów politycznych, ich klienteli korzystającej z dostępu do beneficjów związanych rządzeniem, bądź tęskniących za owocami z pańskiego stołu, a wreszcie szczerych sympatyków, którzy ulegli afektywnej mobilizacji, że bez graniczącego z naiwnością optymizmu trudno dostrzec światełko w tym mrocznym tunelu – inne niż światło reflektorów nadjeżdżającego z naprzeciwka pociągu.

Obecna opozycja zaznała już na własnej skórze skutków dyktatu większości parlamentarno-gabinetowej (określanego obecnie niekiedy mianem „terroru praworządności”) oraz wykorzystania rozlicznych narzędzi i metod, które sama tworzyła, wzmacniała lub legitymizowała.

Czytaj więcej

Nie ma rozwodu, bo orzekał neosędzia. Minister Żurek: coś bardzo niepokojącego

Wśród nich: upartyjnienie i instrumentalizacja instytucji państwa – w tym policji, służb i prokuratury – tabloidyzacja postępowań przygotowawczych dla zadowolenia najbardziej radykalnych części elektoratu, areszty wydobywcze, systematyczne wywieranie wpływu na sądownictwo poprzez obsadzanie kierownictw sądów „zaufanymi” sędziami oraz szerokie korzystanie z delegowania sędziów – zarówno do orzekania w sądach wyższych instancji, jak i do wykonywania czynności administracyjnych w Ministerstwie Sprawiedliwości.

Reklama
Reklama

Opozycja bogatsza o doświadczenie patrzenia z perspektywy „drugiej strony kija”, powinna zatem dojść do przekonania, że w interesie wszystkich – także jej samej – leży zapewnienie funkcjonowania prawdziwie niezależnego, bezstronnego i efektywnego wymiaru sprawiedliwości, respektującego uniwersalne (przynajmniej w naszym kręgu kulturowym) wartości ufundowane na godności człowieka, a także zasadzie proporcjonalności będącej sprawdzonym mechanizmem ochrony praw i wolności jednostki przed ekscesami władzy publicznej (w tym nadużywaniem represji prawnokarnej przybierającej postać politycznej zemsty).

Czytaj więcej

Gutowski, Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych

Przywracanie praworządności. Pat polityczny i jego konsekwencje

Podobnie obecna koalicja powinna zrozumieć rzecz oczywistą: w istniejącym układzie sił politycznych nie jest w stanie przeprowadzić reform według forsowanych przez siebie koncepcji firmowanych przez Komisję Kodyfikacyjną Ustroju Sądownictwa i Prokuratury przy silnym wsparciu Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia.

Nie jest, ponieważ w proponowanym kształcie – zaopiniowany krytycznie m.in. przez rzecznika praw obywatelskich oraz Helsińską Fundację Praw Człowieka – z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością procedowane w Sejmie obecnie projekty na końcu legislacyjnej drogi spotkają się z prezydenckim wetem.

Ewentualne próby przeprowadzenia tych zmian w drodze pozakonstytucyjnych by-passów, interpretacyjnych salt i innych prawniczych fortelów – bądź, co jeszcze gorsze, form zorganizowanej jurysdykcyjnej presji (np. w formie masowego podważania przez „paleo” sędziów orzeczeń wydawanych z udziałem tzw. neosędziów na modłę wspomnianego na wstępie postanowienia w sprawie podziału majątku) – ostatecznie wywrócą już i tak krytycznie rozchwiany porządek prawny. Doprowadzą do ruiny, z której podniesienie się może zająć nie lata, lecz dekady.

Powyższa sytuacja stanowi klasyczny pat, niemożliwy do przełamania bez wyjścia poza dotychczasowe ramy wyznaczane nieubłaganie przez binarną logikę i reguły gry o sumie zerowej („wygrana–przegrana", „my albo oni"). Na tym impasie ostatecznie traci cała polityczna wspólnota – Rzeczpospolita Polska – oraz zwykli obywatele.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Fundacja Helsińska nie zostawia suchej nitki na projekcie resortu Waldemara Żurka

 Chaos w sądach. Czy w przywracaniu ładu może pomóc arbitraż?

 Co mają do tego arbitraż – znana od niepamiętnych czasów metoda rozwiązywania konfliktów przez bezstronny i niezależny od stron podmiot trzeci, wybrany za ich obopólną zgodą w celu wiążącego rozstrzygnięcia poddanego mu sporu – oraz John Rawls, autor jednej z najbardziej wpływowych teorii sprawiedliwości XX wieku, opartej na koncepcji „zasłony niewiedzy” (ang. veil of ignorance)?

Otóż zwaśnione strony, niemające cienia zaufania do siebie nawzajem – w tym do swoich intelektualnych zapleczy, co utrudnia słuszną skądinąd koncepcję wypracowania programu reform w ramach „okrągłego stołu” – mogłyby jednak, rozumiejąc powagę sytuacji i działając racjonalnie, zgodzić się na arbitraż ze strony neutralnego, kompetentnego podmiotu trzeciego. Temu podmiotowi – w warunkach rawlsowskiej „zasłony niewiedzy" (choćby co do wyniku kolejnych wyborów parlamentarnych, stawiających zainteresowanych w pozycji rządu lub opozycji, rozliczającego lub rozliczanego z wcześniejszych działań i zaniechań) – strony mogłyby powierzyć misję stworzenia kompleksowego programu reform polskiego wymiaru sprawiedliwości.

Program taki zmierzałby do realnego przywrócenia praworządności, w tym zwłaszcza do zapewnienia każdemu prawa do sprawiedliwego rozpoznania sprawy przez bezstronny, niezależny i niezawisły sąd ustanowiony ustawą. Tak aby każdy uczciwy rzeczywiście nie miał się czego obawiać, a nieuczciwy wiedział, że w sądzie spotka go zasłużona i proporcjonalna sprawiedliwość – nie zaś polityczna zemsta ubrana w proceduralną fasadę.

Chodziłoby zatem o stworzenie takiego systemu, który byłby akceptowalny dla każdego, kto, stając za „zasłoną niewiedzy", nie wie, w jakiej sytuacji prawnej i procesowej może znaleźć się w przyszłości: pokrzywdzonego czy sprawcy szkody? Podejrzanego, oskarżonego czy oskarżyciela?

Czytaj więcej

Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Reklama
Reklama

Komisja Wenecka jako arbiter

 Czy w warunkach skrajnej polaryzacji zbudowanej na negatywnych emocjach, a także wobec postępującego upadku autorytetów – także prawniczych, postrzeganych (nie bez „zasług” samych zainteresowanych) jako uczestnicy zaangażowani w spór po jednej ze stron – możliwe jest znalezienie podmiotu, który dysponowałby stosowną wiedzą i kwalifikacjami, a któremu obie strony mogłyby (a działając racjonalnie – powinny) zaufać na tyle, by powierzyć mu rolę arbitra? Podmiotu, którego rozstrzygnięcie zaakceptowałyby i zobowiązały się wdrożyć?

W moim przekonaniu tzw. Komisja Wenecka, czyli Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo  w swoich dotychczasowych opiniach udowodniła, że spełnia te kryteria. Krytyczna wobec działań poprzedniej władzy, ale również wobec założeń reform forsowanych obecnie, pokazała, że potrafi zachować profesjonalny dystans, neutralność i wierność wartościom demokratycznego państwa prawa, ucieleśnionych w zasadach i standardach przyjętych w Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności z 1950 r., a za nią –  w Konstytucji RP z 1997 r.

Czytaj więcej

Sejm uchwalił ustawę o Krajowej Radzie Sądownictwa

Test na odpowiedzialność. Czy ktoś odważy się powiedzieć „sprawdzam”?

Oczywiście wszystko to brzmi obecnie jak polityczna science fiction. Obserwacja rzeczywistości skłania bowiem raczej do wniosku, że obie strony sporu wolą w istocie w dalszym ciągu żywić się konfliktem, a docelowo –  w razie tryumfu nad przeciwnikiem – mieć „swoje” sądy i „swój" wymiar sprawiedliwości. Ale właśnie to jest sednem problemu.

Bo prawdziwy test na dojrzałość i odpowiedzialność za państwo nie polega na tym, czy potrafimy zbudować sądy, które będą orzekać po naszej myśli. Polega na tym, czy potrafimy zaakceptować takie sądy, które będą orzekać sprawiedliwie także wtedy, gdy wyrok okaże się dla nas niekorzystny.

Reklama
Reklama

I dopóki – w szczerym poczuciu troski o byt i przyszłość naszej Ojczyzny, od odwołania do której rozpoczyna się preambuła obowiązującej Konstytucji – nie będziemy gotowi przystąpić do rzeczywistej naprawy sądownictwa, stanąwszy uprzednio za rawlsowską zasłoną niewiedzy, dopóty obecny konflikt pozostanie nie tyle realnym sporem o praworządność, lecz brutalną walką o władzę i jej profity: kontrolę polityków nad sądami oraz awanse, pozycje i funkcje sędziów wewnątrz sądów.

Autor jest dr. hab., profesorem w Zakładzie Postępowania Cywilnego Uniwersytetu Jagiellońskiego, adwokatem i niezależnym arbitrem

Czytaj więcej

Reforma Sądu Najwyższego gotowa. Ujawniamy szczegóły projektu
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Bezkarny jak prokurator
Opinie Prawne
Sędzia Piotr Mgłosiek odpowiada profesorom: „Anarchia w systemie już jest”
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: PiS nie usunął art. 212, a teraz grzmi o reżimie
Opinie Prawne
Gutowski, Kardas: To nie chwalebne intencje są podstawą orzeczeń sądowych
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Są niezależni, niezawiśli, bezstronni i nie czują żenady
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama